azproszenie

Autor: kierst

-Nic ci nie powiem i tak nie zrozumiesz, a na pewno nie uwierzysz. Denerwuje mnie twa śmiałość wypowiedzi. Mówiłam byś się nie dopytywała, a ty kurwa swoje! Stosuj się, bo cierpliwość ma jest na skraju utrzymania. A zresztą, źle ci? Masz do kogo wrócić, ktoś na ciebie czeka?

Miriam nic nie odpowiedziała, zasmuciła siebie tylko i dumała sobie. „Nic nie mogę pojąć. Ta wredna bladź rozpierdala mnie, że hej. A ten okrutny fakt braku kogokolwiek w mej głowie, do kogo mogłabym zwrócić się o pomoc jest myślenie wszelkie paraliżujące. Jestem stare palto, jak napisał Białoszewski. A jednak coś pamiętam, jednak coś siedzi w mej głowie, jednak coś mam, jakąś przeszłość. Na pewno cierpię na amnezję albo na chroniczny zanik mózgu. Muszę sobie wszystko poukładać, powoli wszystko poprzypominać. Chyba, że te cholery zrobili mi lobotomię, wtedy, żegnaj świecie mój. Zapytam ją czy mi tego nie uczynili.”

-Czy wy przypadkiem nie zrobiliście mi lobotomii?

Dziewczyna zaczęła się śmiać, po czym, gdy gardło przestało jej skakać, morda się rozszerzać na wszystkie świata strony i kolory, brzuch pracować niczym ciukarka na najwyższych obrotach, odpowiedziała.

-Nie, nie zrobiliśmy ci lobotomii, kogokolwiek masz na myśli mówiąc wy. Czy ja wyglądam na medyka?

I znowu Miriam nie odpowiedziała nic, tylko spojrznęła na nią w sposób znaczący życzenie śmierci. „Życzę ci śmierci. Ale ogólnie to tu nawet nieźle się czuje, pomijając wszelkie niesprzyjające okoliczności, takie na przykład, że ta bladź mnie cholernie wkurwia, a ja się czuję pierdolnięta w mózg. Te spokojne trawy, czasami tylko szalone, gdy swawolą z wiatrem. Strumyk se szwargoli. Te drzewa samotne, w uścisku trwające lub do uścisku wzdychające. Śpiewają, szumią, są. To wszystko jest takie oswojone i to na dodatek jakby przeze mnie, jak to wytłumaczyć? A może ja należę do tego wszystkiego? Nic nie wiem, jedyne, co znam to samotność. Jednak tyle rzeczy tu wydaje mi się bliskich, a nawet bliższych niż cokolwiek innego, bo do niczego innego nie mogę siebie przykleić. Gdziekolwiek byłam, nie czułam takiej bliskości jak tu, gdziekolwiek byłam… Te krajobrazy są mi przyjazne, a może wrogie, bo to uczucie trwogi napełnia me dwie komory i przedsionki obydwa. Meczą mnie jakąś tajemnicą, czymś za chuja niepojętym. Ech, dziwne to i omotane przez pytania same. Kim jest ta osoba, co ze mną idzie? Wygląda na łagodną teraz i zamyśloną. Ale tyle o niej wiem, że jest mózgojebna. A z twarzy widać jakby była czymś bardzo znużona i jakby miała czegoś dość, pewnie jest na zejściu. Ale gdy weszłam do jej domu była smutna, gdy siedziała przy stole i patrzyła przez okno też była smutna, teraz też wydaje się być taka. Ale oczywiście nie pałam do niej współczuciem żadnym, bo mnie pobiła. Chyba w ogóle jest nienaturalna psychologicznie. To psychitka. Szkoda, że nie ma tu żadnych ludzi, ale muszę kogoś spotkać. Ucieknę i na pewno w końcu na kogoś natrafię i wówczas przedstawię temu komuś historyję całą. Straszny mi jakiś tam Doręczyciel, ucieknę i mu! A ta, to nawet mi swego imienia nie raczyła powiedzieć.”

-Przepraszam bardzo, ale my się chyba nie znamy, jak masz na imię?

-Nie widzisz, że moja łeptowina jest obarczona myśleniem intensywnym i nie ma czasu na głupstwa i nie straszne jej są żadne ironie? Odwal siebie.- Dziewczyna tak powiedziała i westchnęła niczym stuletni starzec styrany ciężką stuletnią pracą na wykopaliskach. Zwiesiła łypy i szła dalej z zacieśnioną przerwą pomiędzy brwiami. Wyglądała brzydko i źle.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy