Ballada o bezręce prawej czyli dlaczego Władysław zaczął szukać kobiety.

Autor: Katja
ść. Dziś wieczór zmienię swoje życie. Wpatrując się w okno całymi latami i nie dostrzegając losu postanowiłem sam wezwać go raz jeszcze, w bezsenności swojej wyspany i delikatności swojej niewzruszony. Momencie, nadchodzę. ** ***** Oczy wszystkich widzów skierowane były tam, gdzie wątły mężczyzna średniego wzrostu unosił w górę bezlitosne ostrze siekiery. Akt odrąbywania sobie prawicy, zakazany od roku 1894, właśnie w tej chwili, znalazł swoje bezprawne miejsce w tym przedstawieniu. Odgrywający pobladł mocno i zrobił to. Setką ciał wstrząsnęły konwulsje strachu i niedowierzania, po chwili ciche rzężenie i bulgotanie wypełniły powietrze i zagrały na strunach głosowych zwracających niedawno spożyte, niedzielne obiady widzów. Nic już nie było takie samo. Aktor klęczał obserwując niewielką fontannę krwi ochlapującą w rytm serca podłogę i rozkoszował się tą muzyką. Ku przerażeniu zebranych, wciąż obserwujących ten teatr, teraz już ewidentnie jednego aktora, ukląkł na jedno z dwojga kolan i zanurzył twarz w kałuży. Rozkoszował się ciepłą swoją i czerwoną krwią i tą chwilą, która ogarnęła go na nowo, po 20 latach mąk i alkoholizmu. Czuł się spełniony, ciskając odrąbaną w fachowy rzeźniczy sposób prawicą, w okno teatru, przeskakując przez jeszcze rozedrganą od uderzenia szybę i raniąc się boleśnie dziesiątkami szklanych odłamków. Wtedy po raz pierwszy i ostatni, widziałem go szczęśliwego. Wybiegającego w wczesnowiosenną przestrzeń, igrającego z promieniami słońca i jednym susem pokonującego krawężnik. Teraz myślę, że bardziej już chyba krwa-wężnik. Kiedy patrzyłem jak zeskrobują go z jezdni, umyślnie usiadłem w kałuży jego krwi, żeby nasiąknąć; Nasiąknąć za młodu tym nieuleczalnym szaleństwem i ukształtować je prawidłowo i fachowo, pozwolić szaleństwu rozszaleć się a nas samych i pozwolić sobie zaszaleć. To właśnie postanowienie pozostawił mi w spadku mój ojciec. I plamy krwi na tylnych kieszeniach niebieskich dżinsów. Mam na imię Władysław. Po łacinie znaczy to chyba : ,,Owoc względnej wstrzemięźliwości płciowej" Mam na imię Władysław. Jestem malarzem, jak mój ojciec. **** Miało się układać. Zawsze podkreślali, że będzie się układało, bo jeśli ojcu nie wyszło, to synowi wyjść musi. Skończyłem jedną szkołę, drugą… i dotarłem do etapu, kiedy przyszło mi wybierać, to co właściwe i upragnione. I stanąłem na parapecie dnia, kiedy etap miał podlec rozpoczęciu i oczekiwałem Błysku. Gotów byłem na wszystko, czego zażądałby ode mnie, byleby zaznać tego, za czym przez 20 lat płakał mój ojciec. Ale w dniu moich 20 urodzin nic się nie zmieniło, jak oczekiwałem. Wciąż ważyłem 70 kilo, policzki miałem kościste i pokryte ostrym szczeciniastym zarostem, stopy dosyć duże, sylwetkę zgrabną i oczy przenikliwe. Nic z szaleństwa. Lustro odbijało moje nagie ciało tak samo, jak każdego innego dnia w przeszłości. Przenosiłem się powoli na potężny kawał brystolu, łudząc się że oto uda mi się tam odnaleźć błysk, bo może czegoś nie dostrzegłem. Wpatrzony we własne lustrzane źrenice, chwiałem się, wykonując gwałtowne ruchy ręką. Rósł we mnie gniew, którego nigdy nie czułem, bo oto Coś nieokreślonego, odebrało mi pewność a ja nie rozumiałem jakim prawem. Zapomniałem dawno, że pewność podarowałem sobie sam i zawiesiłem uformowaną w kształt krwawych dziecięcych spodenek, na białej ścianie mojego pokoju. ,,Dzisiaj"- odebrało mi pewność. Postanowiłem więc znaleźć sobie kobietę, której wprawdzie nigdy nie szukałem, lecz świadomość tego, że wiele z nich szukało mnie połączona z nagłym pojawieniem się pustki, nakazała mi rozpocząć poszukiwania. ,,Jak cię szukały te Kobiety?”, zapytasz pewnie, mając młodego malarza za pyszałka. Odpowiem ci, że na różne sposoby, jedne bardziej a inne mniej nachalnie. Z reguły szukały mnie wzrokiem w tłumie; Czułem jak ciepło ich spojrzenia spływa po mojej przybrudzonej koszuli aż do dłoni i za

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy