Bestia, rozdział 9.

Autor: EmnildaAmelberga

Mijała kolejna godzina. Zbliżało się popołudnie. Czarno-brązowy pies krążył jeszcze długo przy domu Gertrudy. Mycz chciał już dawno wyjść i spróbować ustrzelić tego drania, ale kobieta stanowczo mu to odradzała. Kiedy w pewnym momencie podjął już decyzję, że idzie zmieżyć się z tym ogromnym psem, Gertruda wpadła w popłoch i najpierw próbowała odciągnąć go od drzwi szarpiąc za rękę, a kiedy to nic nie dało, zasłoniła drzwi własnym ciałem nie odstępując ich na krok. Gerard westchnął. Poddał się.
- Więc co zamierzasz zrobić? - zapytał i usiadł na krześle przy stole.
- Poczekajmy - odparła.
- Czekamy cały czas Gertrudo.
Kobieta spojrzała na niego zmartwionym wzrokiem.
- Jeszcze trochę, zaufaj mi.
Gerard nie chętnie pokiwał głową. Może Gertruda miała trochę racji. Po co się narażać?. Pies się znudzi i pójdzie sobie, a oni wtedy będą mogli spokojnie wrócić do wozu. Ale kiedy to nastąpi?Kiedy pies stwierdzi, że dalsze czekanie przed domem nie ma sensu?Wcześniej Lipski widział jakąś czarną plamę miedzy drzewami, może już wtedy ten wielki pies za nimi szedł? Potem ich zaatakował. Uszli z życiem głównie dzięki Frankowi, który wdając się z tym ogromnym psiskiem w bójkę, odciągnął jego uwagę od nich. A co by się stało, gdyby Franek został w domu? Wystarczyłyby im strzelby? Czy w przypływie strachu o własne życie, umieliby celnie strzelać? A jesli nie? Jeśli spudłowaliby raz, drugi, trzeci, dając tym samym psu dodatkowe sekundy na zadanie kolejnych ran? A jeśli pies skoczyłby na któregoś z nich, tak jak zamierzał skoczyć na Lipskiego, i broń wypadła by z dłoni, koziołkując w powietrzu i upadając daleko po za zasięgiem ramion? Czy drugi z nich zdążył by użyć swojej strzelby przed zobaczeniem u kolegi czerwonej kałuży na koszuli? Pytania. Same pytania, bez pewnych odpowiedzi. Wszystko mogłoby się wydarzyć. Może więc Gertruda dobrze robi, każąc im czekać. Ale nawet jeśli pies odejdzie stąd, to czy na pewno nie wróci? A jeśli wyczuje, że opuścili dom i zacznie ich śledzić. Dość. Gerard odpędził ponure myśli. Takie gdybanie nie ma sensu - pomyślał. Zaczekają jeszcze trochę i zobaczą co się stanie. Jeśli pies sobie pójdzie to dobrze dla nich, jeśli tego nie zrobi, będą zmuszeni stawić mu czoła. Nie mogą przecież tutaj tkwić bez końca. Proszenie o pomoc Reja i Kapracego nie było dobrym pomysłem. Mycz nie chciał ich narażać. Choć na zewnątrz wydawał się dość opanowany, w środku krył się jego lęk przed Bestią. Teraz miał doczynienia z czymś podobnym. Nie chciał nawet powtarzać sobie w myślach słów Gertrudy. Kobieta była święcie przekonana, że ten stwór na zewnątrz to Bestia. Ale jak to możliwe?. Gerard pokręcił głową chcąc odepchnąć od siebie jak najdalej tą myśl. To tylko pies. Dziki , groźny pies. To nie Bestia. Nie może nią być.
Kiedy Mycz przyrzekł Gertrudzie, że poczekają z Lipskim tyle ile będzie trzeba, kobieta odetchnęła z ulgą i odeszła od drzwi.
Miseczka z magiczną mieszanką, z którą biegała po całym domu, stała teraz na stole, tuż pod nosem Gerarda, posyłając w jego stronę słodki, ładny zapach. Szeryf nie miał zielonego pojęcia po co kobiecie była ona potrzebna. Wolał jednak nie wtrącać się i nie pytać. Wątpił, aby Gertruda udzieliła mu jakieś prostej odpowiedzi. Pewnie znowu zaczęła by ględzić coś o duchach i przekleństwach . Spoglądając w kolorową papkę przyuważył kątem oka, jak Gertruda przechodzi przez pokuj i zatrzymuje się przy kuchence.
- Herbaty? - zapytała. Jej głos był już spokojny, ale nadal mówiła szeptem.
To pytanie zaskoczyło mężczyzn. Siedzieli w małym domku w środku lasu, uwięzieni w nim przez wielgachnego psa, po ktrórym można się było spodziewać wszystkiego najgorszego, a tu nagle słyszą tak proste, niepasujące wręcz do całej sytuacji, pytanie.
- To chyba nie jest dobry moment - odparł Mycz.
- Dlaczego? - Gertruda wydawała się prz

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy