Bestia, rozdział 1.

Autor: EmnildaAmelberga
htem, sprawia mu dużą trudność. Kiedy już zatrzymał się przy Gerardzie sapał jak stary parowóz, ocierając z czoła kropelki potu.
- Wyślesz kogoś, aby sprawdził co z Frankiem? - zapytał zdyszany.
Gerard uśmiechnął się lekko. Gustaw Klum nudził go o to od tygodnia. Prosił, błagał. Przypominał o tym na każdym kroku. Ale Gerard nie mógł mu pomóc. Franek zaszył się gdzieś i nikt, ani nic nie było wstanie go stamtąd wybawić. Klum wyglądał na osobę bliską omdlenia. Gerardowi zrobiło się przykro, ale co mógł zrobić w takiej sytuacji?
- Na pewno nic mu nie jest - powiedział łagodnym głosem.
- A skąd wiesz? - Klum był zdenerwowany i roztrzęsony.
Gerard zaczął się zastanawiać jak on w takim stanie może strzyc ludzi?. Prowadził swój salon fryzjerski razem z córką Eweliną, więc może ona go zastępuje na czas tej osobistej tragedii ojca?
- Franek to młody psiak. Powiedz ile razy ci już uciekł?
Klum zastanowił się.
- A ze cztery.
- No widzisz. Zawsze wracał. Teraz też wróci.
- Tak myślisz?.
- Tak.
Gustaw uśmiechnął się uspokojony słowami szeryfa.
- Muszę już lecieć - podjął Gerard. - Trzymaj się Gustaw.
Fryzjer skinął głową i zamyślony powłóczył się do swojego salonu, w którego drzwiach stała już Ewelina. Wysoka, szczupła dziewczyna o ładnych rysach twarzy, prawie w ogóle nie przypominająca ojca. Wygląda jak jej matka- pomyślał Gerard i przypomniał sobie smutną historię Kluma. Pokręcił głową i zaczął wspinać się po schodkach prowadzących do drzwi frontowych komisariatu.
W takim małym miasteczku wszyscy o sobie coś wiedzieli. Najcześciej cały życiorys i masę szczegółów. Państwo Klum pobrali się trzydzieści lat temu. Ona była miejscową pięknością, on pracowitym, acz mało urodziwym młodzieńcem. Osiedlili się w jednym z domków w Zaciszu i żyli razem szczęśliwie, ale nie długo. Szczęście zaczęło wyparowywać po tym jak pani Rozalia Klum zaszła w ciążę. Gustaw pękał z radości, ale jego żona nie mogła sobie wybaczyć, że doprowadziła do czegoś tak wstrętnego. Zaczęły pojawiać się awantury. Coraz częstsze i głośniejsze. Po porodzie doszły kompleksy. Rozalia nie mogła spojrzeć w lustro, a tym bardziej do kołyski. O zeszpecony brzuch oskarżała maleńką Ewelinę, która przyglądała się jej z łóżeczka dużymi wystraszonymi oczkami. Awantury stawały się liczniejsze. Rozalia odmówiła zajmowania się dzieckiem. Była coraz bardziej pochłonięta pracą nad swoją figurą. Gustaw przestał zwracać na nią uwagę i zajmował się tylko Eweliną. Rozalia nie mogła tego znieść. Rozpieszczona przez rodziców, potem przez męża w pierwszych latach małżeństwa, nie potrafiła poradzić sobie z tym, że pojawił się ktoś ważniejszy od niej. Znalazła sobie więc kochanka. Gustaw to odkrył. Małżeństwo się rozpadło. Rozalia wyjecha, a maleńka Ewelina odtrącona przez matkę, rosła spokojnie wychowywana przez kochającego ojca.
Tragedie Zacisza przybierały różne twarze. Bestii pożerajacej ludzi lub ludzi niszczących zachłannie wszystko co mogłoby być piękne i wartościowe. Były jak plaga, która powraca raz na sto lat, nawiedzając swoich poddanych i przypominając im kto tu tak naprawdę rządzi.
Gerard zajął miejsce przy swoim biurku. Ledwo usiadł na czarnym, obrotowym fotelu podszedł do niego młody Rej z kubkiem kawy i postawił go przed szeryfem.
- Na dobry początek dnia - wyjaśnił.
- Dzięki - Gerarg upił łyk czarnej. Nie przepadał za kawą, ale raz na jakiś czas był w stanie przełknąć ten okropny płyn. - Myślisz, że ten dzień będzie dobry?
Młody Rej spóścił wzrok i spojrzał na starszego kolegę stojącego przy oknie, po czym odszedł do swojego biurka.
- Co jest ? - zapytał szeryf omiatając wzrokiem tych dwoje.
Mężczyzna stojący przy oknie odwrócił się. Miał poważną minę. Podszedł do Gerarda ściskając w dłoni

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy