Bocianie gniazdo

Autor: rena-56-56

 W początkach lat siedemdziesiątych minionego wieku na porodówkach obowiązywały surowe zasady. Żadnych odwiedzin, dzieciaczki zawijano w płócienne pieluchy tak, że widać było jedynie główki w białych czapeczkach. Każde zawiniątko miało przypięty numerek. Mamy miały kontakt ze swymi pociechami jedynie 3 razy dziennie po 20 minut podczas karmienia. Pobyt na porodówce trwał z reguły tydzień, kończył się spotkaniem z lekarzem, który instruował rodzicielki jak obchodzić się z maluchem w domu.

Ewa była w nietypowej sytuacji. Dziecko urodziła 3 tygodnie przed terminem dlatego nie zdążyła pojechać do rodzinnego domu na drugi koniec Polski. W tym szpitalu znalazła się tylko dlatego, że akurat tu był ostry dyżur jak zaczęły się bóle. Teraz czekała na samolot sanitarny, który miał ją i Łukasza przetransportować do domu. Popularnego ówcześnie „Antka”, dwupłatowca sanitarnego, wydeptała u wojewódzkiego decydenta jej mama, by nie narażać matki i dziecka na 13-godzinną podróż pociągiem. „Antek” mógł latać tylko przy dobrej pogodzie a listopad nie jest łaskawy dla aury. Tego roku był wyjątkowo deszczowy, mglisty i szarpany silnym wiatrem. Czekała więc i tęskniła za bliskimi. A teraz jeszcze to irracjonalne zdarzenie.

- Pani Ewo – rozedrganym głosem mówi oddziałowa odwijając maluszka z pieluchy – niech pani popatrzy jakie śliczne dziecko. Zdrowe, spokojne, pupcia nie odparzona. Powinna  pani być szczęśliwa, przecież to pani synek !

-Jak to mój synek ! – Ewa płacze. – To kogo ja karmiłam i przytulałam  przez cały  tydzień ?! To jakiś koszmar, gdzie jest mój Łukasz ?!

- To jest Łukaszek. Dziś w południe wyszła na jaw pomyłka – oddziałowa, czerwona na twarzy drżącymi rękami przytrzymywała dziecko. – Rano była pani z kobietami wychodzącymi do domu na spotkaniu z lekarzem, prawda ? Pani wróciła do sali.  Podczas wydawania dzieci dokładnie wszystko sprawdzamy, również tasiemki na rączkach. Na nich jest imię i nazwisko dziecka. Okazało się, że przez tydzień pani karmiła synka innej kobiety ona zaś Łukaszka. Też rozpaczała – to bolesna pomyłka. Nasz błąd, przepraszam panią bardzo. Proszę, niech pani o tym nikomu nie mówi bo wywalą nas z pracy. Błagam panią !!! Najważniejsze, że wszystko się wyjaśniło. Proszę, niech pani weźmie synka i go nakarmi – oddziałowa miała łzy w oczach.

Mimo podniesionych głosów dziecko spało. Ewa była w szoku. Patrzyła na chłopczyka i nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Jej synek był zupełnie inny, miał długie, czarne włoski, podłużną buźkę, ciemniejszą cerę a tu leży jakiś różowy bobas, bez włosów.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy