Bogowie wojny

Autor: LKZelewski

BOGOWIE WOJNY

 

SYN PIEKIEŁ

Ogłuszyła go kolejna eksplozja. Otoczył go tuman drobinek piachu, dzwoniło mu w uszach. Wokół rozlegały się strzały, pojedyncze, jego kolegów. Krótkimi seriami odzywał się ich kaem.  Puknięcie – „K” właśnie wystrzelił granat 40 mm – i wybuch. Z przeciwka wściekle terkotały „kałachy” i PK. I kolejny huk eksplozji. Pierdolone RPG!, pomyślał wkładając pełny magazynek do FAMAS-a. Skąd te turbaniarze mają tyle granatników? Gdzie te śmigłowce?! To trwało już zbyt długo. Już dwóch z nich oberwało; rany postrzałowe.

„Masakra” wprowadził nabój do komory, poderwał karabin do góry. W celowniku optycznym zobaczył kolejnego wroga z RPG. Wystrzelili jednocześnie. Huk wystrzału, kopnięcie kolby w bark. Kolejny wybuch pocisku z RPG. Masakra drgnął, broń z powrotem na cel… Był pewien, że trafił, ale sukinkota nigdzie nie było widać. Kolejny, za kamieniem. Pruje z PK: krzyż celownika optycznego na jego środek ciężkości, strzał, pudło. Wycelować ponownie. Kolejny strzał. Mam cię! Gnojek zniknął za kamieniem.

- …il a été blessé! – dobiegło go z boku. Masakra chciał tam zerknąć, ale pociski uderzyły tuż obok. Kurwa! Zgiął się i schował za kamieniem.

- …il ne respire pas!

Odwrócił głowę w stronę krzyczącego. Wtedy dotarło do niego.

- Ils ont touché K! – krzyczał legionista. „Trafili K!” Reanimował rannego, a wokół lała się krew. Ciekła mu z ust, dławił się nią! Zakrwawiła mundur, wsiąkała w ziemię. Naramienna naszywka z francuską flagą była już niewidoczna.

To ten ostatni RPG… To moja wina! W tle zobaczył, jak kolega strzelający z HK417 nagle pada do tyłu. Też oberwał. Skurwysyny!, wściekł się Masakra. Wychylił się zza osłony, szybko zauważył kolejny cel. Facet w turbanie biegł, żeby się schować. Wycelował w niego, wziął poprawkę. Strzał. Pudło! Poprawka, strzał, poprawka, strzał. Brudas drgnął, zwolnił, zrobił dwa kroki, upadł. Kolejny walił z PK. Też oberwał i zacisnął palec na spuście; ostrzelał niebo długą serią.

Skąd ich tu tylu? Mają przewagę liczebną… I gdzie te śmigłowce?! Bum! Masakra padł na ziemię. Poczuł, jakby coś chciało rozsadzić mu klatkę piersiową od środka. Nic nie widział. Gdzie góra? Nic nie słyszał. Gdzie dół? Podparł się ręką. Gdzie te gnoje? Próbował wstać. Jak na nas ruszą, to będzie po nas! Nagle ziemia ożyła. Co jest? Kolejny grzmot. Co to za warkot?

W końcu się zorientował, gdzie góra. Nad ich pozycją przemknął Tigre. Śmigłowiec szturmowy! Wściekle walił z działka pod kadłubem.

- Écrasez-les! – wrzasnął ktoś, kto biegł do niego.

Znowu wybuchy. Pociski rakietowe z drugiego Tigre’a. Potem znowu serie z działka.

- Tire! – wrzasnął ten, co podbiegł. – Lève-toi et tire!

„Wstawaj i strzelaj!” Legioniści się nie poddają. Nigdy! „Maszeruj albo giń!”, jak głosi stara dewiza… Zabijaj albo zgiń! Co?... Masakra podniósł się szarpany za ramię.

- Co? – Już nie spał. Konrad nie żył, a nad nim stał porucznik.

- Lève-toi. Réveille les gars, on a du boulot – powiedział i odszedł.

„Masakra” usiadł na łóżku. Przetarł twarz dłońmi. Znowu śnił o śmierci Konrada. Mógł jej zapobiec, ale dał dupy. Nie zabijał wtedy wystarczająco szybko. Odrzucił kołdrę i szybko wstał.

W Calvi na Korsyce, jak w całej Francji, był środek nocy.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy