Budka z pocałunkami cz4

Autor: AkFa
o w gardle. Dźwięk słów „kochaj się ze mną” paraliżował. Nęcił.

– Nie… – Młodszy mężczyzna potrząsnął głową ze smutkiem. – Ja cię tylko kocham…

– Dlaczego? Jak możesz? – Connor odepchnął go i odszedł odwracając się do niego plecami. – Co o mnie tak naprawdę wiesz? Znasz mnie? Wiesz jakim człowiekiem jestem? Jak możesz? Skąd? Czy można kochać kogoś skoro nie wie się o tej osobie nic?

– Nie wiem! – wrzasnął Cory zaskoczony i zraniony. Wściekły i zrozpaczony jednocześnie. Z trudem nad sobą panował, a całe jego ciało drżało jak z nieprzemożnego zimna. Objął więc się rękami, z nerwów trąc ramiona. – Myślisz, że to ode mnie zależy? Nie wiem! Sam się nad tym zastanawiam – dodał sarkastycznie, podchodząc do Connora i odwracając go do siebie jednym szarpnięciem. – Myślałem, że już wyraziłem wystarczająco jasno i dobitnie, jak bardzo mnie nie cieszy emocjonalne uzależnienie od takiego oziębłego, bezemocjonalnego drania!

– A mimo to pragniesz tego bezemocjonalnego drania. Zadałeś sobie wiele trudu, aby mnie uwieść – Connor wcale nie pozostawał dłużny. Dawał tak dobrze jak brał. Miał ochotę zakończyć tę bezsensowną dyskusję. Najlepiej całując tego idiotę dopóki nie zapomniałby jak się nazywa. – Teraz jednak kiedy możesz mnie mieć, to nadal nie dość! – Śmiejąc się okrutnie i sarkastycznie zbliżył twarz do twarzy Cory'ego. – A myślałem, że miłość jest bezwarunkowa…

Gwiazdy wybuchły pod powiekami Cory'ego wraz z bólem w całym ciele. Chciał rzucić się na Connora. Chciał go uderzyć. Najlepiej wielokrotnie. Chciał całować. Zedrzeć ubranie.

Chciał wyjść… ale w zamian za to powiedział cicho:

– Może po prostu jestem egoistą? Zwykłym pazerniakiem? Może chcę wszystkiego? A może to tylko instynkt samozachowawczy? Nie chcę dać się zwyczajnie wykorzystać, bo ty masz ochotę na homoseksualny eksperyment zanim nie znajdziesz sobie Perfekcyjnej Pani Domu!

Ciche słowa odbijały się echem wśród eleganckich ścian. Tym bardziej więc wybuch śmiechu Connora był zaskakujący i przerażający.

– Ty wiesz… masz wiele założeń… choć nie za bardzo rozumiem skąd się biorą ich podstawy – wysapał ocierając załzawione oczy, łapiąc oddech po kilku chwilach nieopanowanego rechotu. Nie tylko arogancko się uśmiechał, ale i przyglądał Cory’emu jak jakiemuś obcemu zawiasku. – Mówisz tak jakby decyzja o tym z kim idę do łóżka była permanentna. Jakbym musiał wybrać raz na całe życie. A decyzja którą podejmę była wiążąca i nigdy więcej nie miałbym wyboru. Albo kobiety, albo mężczyźni. Nie mogę zmienić zdania w pół drogi. Muszę wybierać. – Znów spojrzał na Cory'ego z opanowaniem i chłodem. – Otóż, mylisz się. – Powaga z jaką wycedził kolejne słowa była zatrważająca. – Wybór należy do mnie tyle razy ile tylko mi się uwidzi. Nie podlega dyskusji czy osądowi.

– Wiem, nie to miałem na myśli…

– A co miałeś na myśli? To, że mam odwzajemnić twoje uczucia, bo tego pragniesz? Obiecać coś? Zobowiązać się choć właściwie nie wiem na co? – zakpił lekko Connor, choć nie pozwolił odsunąć się od siebie pobladłemu nagle Cory'emu. Przez długi moment mężczyźni mierzyli się wzorkiem starając się zapanować nad emocjami.

– Chciałbym po prostu, abyś uszanował moje pragnienia, moje uczucia… abyś zdawał sobie z nich sprawę… – Wyznanie kosztowało Cory'ego wiele więcej wysiłku niż podejrzewał. Konflikt rozumu, doznań i pragnień wysysał z niego wszystko.

Dlaczego? Dlaczego nie mógł przestać chcieć Connora tak bardzo?

Bo prawdą było, że przecież wcale go nie znał. Właściwie go nie lubił.

Tym razem to wi

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy