Ciastko, karmel, czekolada

Autor: mati_koc

Mama przemyślawszy pierwszą nie do końca udaną rozmowę udała się długim korytarzem do kolejnego pokoju. Delikatnie zapukała w drewniane drzwi z szybą w środku. Po drugiej stronie szyba oklejona była plakatami z czasopism młodzieżowych. Za drzwiami pokoju kryła się Kasia, a na plakatach widniały zdjęcia idoli muzycznych.

- Proszę – dobiegło z jasnego pokoju. Mama ostrożnie wkroczyła i zobaczyła córkę siedząca na podłodze. Wokół niej rozłożone były lalki barbie. Po lewej leżał Ken z odsłoniętą gołą klatą, a po jego prawej ubrana w suknie ślubną Barbie. Wszędzie porozrzucane były małe ubranka. Dziewczynka w swoich delikatnych dłoniach trzymała jeszcze jedną nieubraną lalkę.

- O widzę, że dobrze się bawisz, tak jakby sprawa z tortem dla taty w ogóle Ciebie nie dotyczyła – zaczęła mama, wydawało się, że tym razem panuje nad odpowiednim doborem słów. Kasia bardzo szybko się wyprostowała, ściskając mocniej lalkę trzymaną w dłoni. Czujne oko rodzicielki to dojrzało.

- Nie, bawię się tak jak zawsze gdy jestem sama – odpowiedziała lekko piskliwym, dziecięcym głosem Kasia.

- Widzę jednak, że jesteś poddenerwowana. Czyżbym rozmawiała teraz z nikczemnym mordercą czekoladowego tortu? – spytała patrząc prosto w oczy córki.

- Nie – choć jej wzrok zdradzał lekki stres to przy uważnej analizie chyba mówiła prawdę – ja nawet nie lubię tortów – dodała po chwili. Zdziwiona tymi słowami mama zapytała

- A to od kiedy?

- Od urodzin Jacka, kiedy zjadłam za dużo i rozbolał mnie brzuszek.

Tak, racja. Przed czterema miesiącami mama upiekła podobny tort, a największym łakomczuchem okazała się wtedy Kasia, zjadając większe porcje od innych. Nadmierna ilość ciasta którą łapczywie wchłonęła spowodowała olbrzymi, nieznośny ból brzucha. Nic nie pomagało w uśmierzeniu cierpienia. Ból był na tyle silny, że rodzice postanowili zabrać ją do szpitala, gdzie dostała kropelki i spędziła całą niezapomnianą noc. Strasznie się wtedy bała i jak widać ten lęk ją czegoś nauczył.

- Jak nie Ty to kto? – spytała na głos mama. Znów wypowiadając słowa których miała nie wymawiać.

- Nie wiem.

- No dobrze, pójdę już – (szczęśliwa, że odpowiedziałaś „nie wiem”) – baw się grzecznie.

- Dobrze mamo.

Znów opuściła pokój bez rozstrzygnięcia kto jest twórcą studni w torcie. Pozostał jeszcze jeden, najmniejszy, naprzeciwko kącika Kasi. Zapukała i leciutko bez oczekiwania na odpowiedź uchyliła drzwi. Żółte, mocne światło zawieszonej na suficie żarówki rozświetlało jego każdy zakamarek. Przy ścianie nieopodal okna przy biurku siedział zgarbiony Jacek.

- Nie garb się – powiedziała na przywitanie w jego kierunku. Malec posłuchał się nie odwracając wzroku od książeczki którą kolorował. Nie, on nie mógł tego zrobić jest za mały, ciężko byłoby mu sięgnąć od góry do tortu – myślała już lekko zniecierpliwiona mama. Podeszła do niego bliżej ze słowami:

- Co kolorujesz?

- Wyścigówkę na torze.

- Formuła jeden?

- Nie.

Spojrzała z góry na książeczkę, która przedstawiała pokolorowany do połowy bolid formuły jeden, biorący ostry zakręt z kierowcą w środku. Różnokolorowe kredki walały się po całym biurku.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy