Cichy Pokój Hałasu

Autor: kalwa888

Gdy siedział w Cichym Pokoju Hałasu miłował Antychrysta; Szatana w ludzkiej postaci. Wtedy świat zewnętrzny nie istniał dla niego. Nie znał rodziny. Nie znał nikogo. W Cichym Pokoju Hałasu nie było dnia; istniała tylko noc. Miejsce jak dla Wampira. rodziny nie kochał; nie kochał też siebie. Ale czasem nie okazywał swej niechęci do nich; wtedy myśleli, że kocha, że potrafi.
Kochał ludzi takich jak on i dążył do tego, by takim się stać. Nikt oprócz niego o tym nie wiedział.
Pewnego dnia jego Matka pojechała z nim do Psychologa., gdyż zbyt wiele dni spędził zamknięty w Cichym Pokoju Hałasu wpatrując się w ociekające krwią obrazki, których nikt oprócz niego nie widział (nie wiedząc i nie chcąc wiedzieć co dzieje się wokół niego). Mrok spowijał jego umysł; dawno zatracona depresja widoczna była na jego wychudzonym i bladym ciele.
Miejsce, w którym żył Psycholog pokochał od pierwszego ujrzenia. Kochał ludzi, których tam widział, którzy uczynili to Miejsce takim jakim było teraz gdy tu trafił. Ściany z góry na dół pokryte były już dawno zakrzepłą krwią, czasem wymiocinami i szczynami. Tak samo podłogi, na których oprócz tego znajdowały się wyniki ludzkiego wydalania; w powietrzu zaś unosił się zapach szaleństwa. Kochał ludzi, którzy leżeli w kątach korytarzy cicho śpiewając do siebie piosenki o Szatanie. Kochał ludzi z palcami obdartymi do kości od prób zakopania się żywcem w betonowej podłodze. Kochał ludzi tulących do siebie żywe jeszcze zwierzęta, które obdarli ze skóry. Co jakiś czas uklękał przy nich chcąc ich uścisnąć, ale jego matka odciągała go nie pozwalając mu na to.
- Mamo! Pozwól mi ich przytulić! Jest tu tylu ludzi, których kocham! - krzyczał z płaczem waląc pięściami w swoją głowę.
- Uspokój się synku - mówiła do niego mama ze łzami w oczach ciągnąc go dalej. Tak bardzo żal było jej synka...
- NIENAWIDZĘ CIĘ MAMUSIU!!! - wrzeszczał na całe gardło, głosem pełnym rozpaczy, bólu i nienawiści.
Po pełnej fascynacji i utrudnianej przez Mamę drodze przez Korytarz Psychologa, dotarli na miejsce, do Pokoju Psychologa. Siedział tam, jego znienawidzony bóg, uśmiechnięty i promieniujący dobrem. Lecz chłopczyk wiedział, że usta jego wypełnione są Słodziutkimi Tabletkami, którymi karmiła go Mamusia. Psycholog próbował coś do niego powiedzieć, ale z jego ust zamiast słów wysypywały się obrzydliwe Słodziutkie Tabletki. Stracił zainteresowanie bogiem tego Miejsca i rozejrzał się po pomieszczeniu. Ujrzał wtedy kolejnego ukochanego człowieka. Jego twarz zasłonięta była długimi, czarnymi włosami. Siedział z pochyloną głową jakby smutny, zamyślony. Jednak chłopczyk wiedział, że owy człowiek jest bardzo szczęśliwy, bo bardzo go kocha. Wszystko było piękne... Lecz nagle jego nowy przyjaciel ugryzł się w palca jednej ręki. Słychać było chrupnięcie kości, i chrzęst rozrywanej skóry, gdy długowłosy człowiek jadł swoją rękę. Gdy mały chłopczyk to zobaczył przepełniła go miłość tak wielka, że prawie popadł w Mroczną Euforię. Jego ukochany podszedł do jego znienawidzonej Mamusi.
- Mamusiu! Spójrz! To mój nowy kochany przyjaciel! Chce zrobić ci dobroć!
Jego Mamusia razem z Psychologiem próbowali coś do niego mówić, ale ponownie z ich ust zamiast słów wydobywały się tylko Słodziutkie Tabletki. Tymczasem kochany nieznajomy, a jednocześnie tak bardzo bliski chłopczykowi człowiek wbił palce swej nie nadgryzionej ręki w oczy Mamusi. Jej oczy wyszły z orbit z cmoknięciem i cieknącą krwią... Ich właścicielka krzyczała na całe gardło wściekle plując tabletkami, a Psycholog się nimi udławił. Mamusia ciągle coś próbowała mu powiedzieć. Chyba chciała żeby przestał, ale nie mógł, Mamusia nic nie rozumie. Nie wie jak wielkie ma szczęście. Chłopczyk patrząc na to wszystko czuł wielkie spełnienie i radość.
- Mamusiu! Będę cię kochał jak tamtych! - krzyczał, uradowanym, piskliwym głosikiem.
W tym samym czasie Ukochany rozdarł jej spodnie wbijając między nogi

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy