Ciepłe maile i herbata cz. 2

Autor: wusia

Pragnęła wyszeptać mu w kołnierz, że przy nim czuje się bezpiecznie, że gdy tylko jest w pobliżu niej, jakieś niewidzialne nitki spokoju oplatają jej przestrzeń.  Jego zapach to dla niej nienaruszalna wewnętrzna równowaga, barwa dźwięku jego głosu to najpiękniejsza kołysanka, spojrzenie jego oczu jest obietnica, że będzie przy niej,  jak piórko na ramieniu, ciepły szal okrywający ramiona, pierścionek na serdecznym palcu, źrenica w oku, jak motyle, które nieustannie zaglądają do jej okien.

Gdzieś w pustych pokojach swojej wyobraźni,  budowała ich wspólny dom. Z małych fragmentów czułości, cząstek spokoju, kawałków troski, segmentów zrozumienia, elementów bliskości, okruszków nadziei, skrawków tkliwości, komponentów namiętności.Ze wszystkich składników, detali, które składały się na powstawanie ich wspólnego miejsca na ziemi.

Była pewna, że to właśnie z Nim chce dzielić wszystkie godziny życia, porcjować dni, zaplatać sny w poduszkę wspomnień, scalać chwile w piękny witraż, kompilować ulotne momenty, zszywać noce w ciepłą kołdrę, którą będą się otulać w zimowe poranki, zbierać fotografie do albumu, spinać słowa, wypowiadane nawzajem do siebie klamerkami czułości. Chciała,ze wszystkich sił, trwać przy jego boku, do późnej starości, na zawsze.

Wówczas nie zdawała sobie sprawy z kruchości, łamliwości, ulotności słowa ZAWSZE. Nikt przedtem nie czekał na Nią z taką niecierpliwością, jak jej babcia. I nikt nie cieszył się tak mocno z jej powrotów.

Chociaż minęło zaledwie kilka godzin od kiedy przyjechali do Babci Ireny, na wieś, przylegała do niej myśl, że czuje się tu, pośród Nich jakby bywała tu często, a właściwie od zawsze. Czuła się jak pasujący element ich układanki, jak brakujący, długo szukany puzzel. Jakiś wewnętrzny głos, podpowiadał jej, że jest we właściwym miejscu.

 

-  Tato, zobacz jaka jestem czyściutka i pachnąca.

 Głos małej Izy wyrwał Ewę z objęć myśli, które segregowała w swojej głowie. Mała Iza czym prędzej wdrapała się na kolana taty, tym samym odpychając Ewę na bok.

- Moja pachnąca niczym truskawka córeczka, wygląda jak mała, mokra syrenka.

Adam ucałował córkę w czoło, z taką samą czułością jaką całował Ewę, gdy witał ją zaspaną w łazience.  Dla Ewy był to nieodłączny symbol zaczynającego się dnia. Pocałunek w czoło, jak, znak, emblemat, dobrego początku.

- Mała syrenka miała czerwone włosy tato, nie wiesz?

- I zielony ogon, a na dodatek czesała się widelcem, prawda Izo? Zapytała  nieco bardziej ośmielona Ewa.

- Tak, zna Pani tę bajkę? Iza ze zdziwieniem w oczach spoglądała na Ewę.

-Oczywiście malutka, i wiele innych. O śpiącej królewnie, czerwonym kapturku, o królowej śniegu, królewnie śnieżce, wyliczała na palcach Ewa.

- Skąd zna pani tyle bajek? Zapytała dziewczynka.

-Kiedy byłam małą dziewczynką, zupełnie taką, jak Ty teraz, moja babcia opowiadała mi je przed snem. Znała tysiące pięknych bajek i baśni, Do dziś pamiętam wszystkie. Jeżeli tylko będziesz miała ochotę, opowiem Ci, jaką tylko sobie zażyczysz.

- Mogę tą o śpiącej królewnie? Niepewnie zapytała Iza.

- Oczywiście Izuniu.

 -  No, to chodźmy, księżyc, już mruga do nas okiem.

Iza złapała Adama i Ewę za ręce i zaprowadziła prędko do swojego pokoju.

Widząc to babcia Irena, uśmiechnęła się do siebie ciepło i westchnęła z ogromną ulgą.

Pomyślała w głębi ducha, że tych troje pasuje do siebie jak ulał. Tacy trzej rozbitkowie, którzy właśnie, odnaleźli swój stały ląd.

Ewa odwróciła się i pomachała Irenie, a ta mrugnęła do Niej okiem.

 

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy