Coś o szczęściu

Autor: Leila

     Wszyscy niestrudzenie za czymś gonimy. Mając wszystko chcemy mieć więcej. Nasz świat, który staje się coraz bardziej postępowy narzuca nam kajdany i porywa w wir wyścigu szczurów. Niekiedy tylko szczurków…

Czy jesteśmy szczęśliwsi posiadając te materialne dobra, drogie samochody, markowe ubrania etc. Według mnie nie... Szczęście jest tuż obok nas i wcale nie musimy go daleko szukać. Kiedy się rozejrzymy okazuje się, że jest na wyciągnięcie ręki. Jeśli tylko na chwile się zatrzymamy odkryjemy, że wokół nas jest tyle pięknych rzeczy : kot przeciągający się leniwie na podwórku, dzieci szalejące na placyku zabaw, zakochana para zbyt zajęta sobą by widzieć cokolwiek innego. Umiejętność dostrzegania tych niuansów jest bezcenna. Cieszmy się z malutkich sukcesów, którymi hojnie obdarowuje nas życie.

     Jeszcze nie tak dawno temu , bo 4 lata wstecz , uczestniczyłam w tym wyścigu o lepsze jutro. Zapominając o radości płynącej z prostego faktu bycia zdrowym. Nie doceniamy tego, a wręcz uznajemy za coś normalnego, za coś co się nam odgórnie należy i praktycznie wcale o tym nie myślimy. Muszę się przyznać, że ja tak samo nie zajmowałam się tym tematem. Dopóki nie zdarzył się mój wypadek, który odmienił moje życie na zawsze i bezpowrotnie. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Dzień przed świętami Wielkanocnymi jak co dzień pojechałam do mojej stadniny pojeździć. Rozprężyłam konia i zaczęłam skakać. Pierwszy skok sugerował, że to nie jest dobry dzień, że coś jest nie tak. Chciałam oddać kolejny skok by poprawić ten nieudany. I wtedy koń się potknął i przewrócił, mając mnie na grzbiecie.  Swoim ciężarem przygniótł mi nogę. Nie wstałam już o własnych siłach. Rehabilitacja była długa i bolesna, 2 tygodnie chodzenia o kulach bardzo utrudniało mi funkcjonowanie. Potem było jeszcze gorzej. Nie zaleczona kontuzja dawała o sobie znać i daje nawet teraz. Wypadek przekreślił moje marzenia i plany. Nie mogę już startować w zawodach ani skakać wysokich przeszkód.

 Po tych kilku latach, które minęły nie pogodziłam się z smutnymi faktami. Teraz mogę jeździć krótko a skakać niewiele. Ale i tak dziękuje Bogu, że wciąż mogę wsiadać na konia, bo gdy to robię czuje się bezgranicznie wolna i spełniona. Są to dla mnie chwile delicadeza de sentimientos. Galopując z nią po ścieżkach i polach łączy nas swoista wieź, trudna do opisania czy wytłumaczenia. Jesteśmy wtedy jednością nasze ciała i umysły stapiają się w jedno. Bliskość i nić porozumienia, którą jesteśmy połączone ,nie jest do kupienia. Dumna / bo tak ma na imię/ ufa mi a ja jej, ten koń wskoczyłby za mną w ogień. Kochamy się. Żaden człowiek, mężczyzna nie obdarzył mnie nigdy tak szeroką gamą uczuć. Zrobiłabym dla niej wszystko, wspólne lata odbiły na nas swoje piętno. Potrzebujemy siebie by być szczęśliwe i spokojne. Nigdy nie zapomnimy wspólnych zabaw, zawodów, terenów. Wiem, że przyjdzie taki czas kiedy będę musiała się z nią pożegnać. Ona nie młodnieje. Jesteśmy razem już ponad 10 lat. To na niej zrobiłam licencję za pierwszym podejściem, to ona uczyła mnie wielu rzeczy i siebie kiedy dorastałam. Opiekowała się mną, uczyła cierpliwości, wychowała wcześniej kilka źrebaków więc miała w sobie dorosłość matki.

Dzień  kiedy odejdzie, będzie początkiem koszmaru i długiego okresu rozpaczy. Gdybym tylko mogła ją jakoś zatrzymać…, ale ze śmiercią i starością jeszcze nikt nie wygrał. Dlatego raduje się z każdego dnia, który możemy spędzić razem. Ciesząc się swoim towarzystwem i przeżywając kolejne przygody.

     Zaufania, miłości, szacunku i  szczerości nie możemy sobie tak po prostu kupić, a te przymioty są najważniejsze. Bez nich utracimy nasze człowieczeństwo i zdolność do empatii. Śmiało mogę powiedzieć, że pomimo wypadku i bólu z nim związanego, mam wielkie szczęście. Jestem otoczona ludźmi, którzy mnie kochają - rodzicami, przyjaciółmi, którzy mnie cenią i zwierzęciem, piękny i bezgranicznie we mnie wpatrzonym.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy