Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdiał 26

Autor: Pilar

W tym samym czasie w jadalni, młoda dziewczyna zastanawiała się nad zaistniałą sytuacją. Tak samo, jak Inka wiedziała, że jej brat stąpa po kruchym gruncie. Bezsilność, jaka ją ogarniała, nie miała granic. Chciała mu pomóc, ale wiedziała, że zostanie odrzucona. W kościele obserwowała, jak ocierał łzy. Cierpienie było wyczuwalne na kilometr. Obecna sytuacja przysłaniała troski całej rodziny. Oczy wszystkich zwrócone były ku Kajtkowi. Teraz to on był pod ostrzałem. Wszyscy, łącznie z ciotkami, babciami i kuzynami, byli ciekawi, jak taki młody chłopak poradzi sobie w obliczu takiej tragedii. Jedna z ciotek wątpiła w niego, twierdząc, że jest za młody na tak dorosłe problemu. Inna zaś, usiłowała wytłumaczyć wszystkim, iż chłopak, jak na to, co się stało i tak trzyma się dzielnie. Babcie zgodnym chórem uważały, że dziewczyna źle postąpiła ratując dziecko, nie siebie. Basia natomiast, usiłowała zachować spokój. Wszystko się w niej gotowało. Reszta jej rodziny zachowywała się tak, jakby przyjechali wymienić się plotkami na temat kogoś z wioski, a nie na uroczystość rodzinną. Dziwiła się rodzicom, że do tej pory nie zareagowali. Skoro ona słyszała wszystkie te bzdury, oni również musieli je słyszeć. W dodatku, kiedy jej brat wybiegł chwiejnym krokiem z pokoju reszta rodziny zaczęła komentować jego zachowanie. Chwilę potem Inka wyszła z Julią.

            - Czy wy wszyscy jesteście chorzy?! – naskoczyła na nich. – Kajtek cierpi, a wy zamiast postarać się jakoś pomóc, wolicie go obmawiać i oceniać! Od tego jest rodzina?! – to mówiąc wybiegła z jadalni i głośno trzaskając drzwiami wybiegła z domu. Nie szła, biegła przed siebie. Ochłonęła dopiero nad jeziorem w pobliżu leśniczówki. O tej porze robiło się już ciemno. Biel śniegu nieco rozjaśniała panujący mrok. Nagle usłyszała kroki. Jej przerażenie rosło wraz z każdym coraz głośniejszym krokiem. Ostrożnie kucnęła, a kiedy ciemna sylwetka wyłoniła się zza krzaków rzuciła się na napastnika. Jej przerażenie sięgnęło zenitu, kiedy druga osoba zaczęła krzyczeć równie głośno, jak ona. Po chwili spostrzegła, że jest to znajomy jej chłopak. Trzymał się dłońmi za głowę.

            - Oszalałeś? Dlaczego mnie straszysz? – spytała.

            - Ja? Kto na kogo się rzucił?

            - Ja się tylko broniłam. Co tu robisz o tej porze?

            - Świetne pytanie. Mógłbym spytać ciebie o to samo – powiedział, pomagając jej wstać. – Nie mogłem usiedzieć w pustym pokoju. Mam wyrzuty sumienia, że nadużywam gościnności pana Maksa. W dodatku nic nie pamiętam.

            - Nie obwiniaj się. Pan Maks na pewno nie ma ci tego za złe, a wspomnienia wrócą. Nie możesz wymagać, żeby wróciły teraz, zaraz.

            - Dziękuję za radę, pani psycholog. A ty? Co tu robisz?

            - Dzisiaj były chrzciny mojej siostrzenicy. Jej mama zmarła, a mój brat… Co tu dużo mówić, rozpadł się na kawałki.

            - Dziwisz się?

            - Nie, ale dziwię się postawie rodziny. Zamiast okazać mu wsparcie, na każdym kroku, obmawiają go. Dzisiaj po obiedzie przesadził z alkoholem. Od razu spisali go na straty.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy