Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdział 16

Autor: Pilar

To wszystko była jego wina. Po co wtedy wchodził do tej kuchni? Gdyby nie to, Inka by teraz nie cierpiała. Rozumiał jej obawy i rozgoryczenie. Bardzo chciał jej tego zaoszczędzić. Musiał, jak najszybciej opuścić mury szpitalne, by nie zacząć płakać razem z nią. Teraz, gdy siedział w samochodzie, a ona była obok i patrzyła zdziwiona na jego reakcję miał ochotę przytulić ją do siebie z całej siły.

W końcu, jednak powstrzymał się. Przekręcił kluczyki w stacyjce i po chwili ruszyli przed siebie. Inka pytała, gdzie jadą, jednak on nie odpowiadał. Przed oczyma widział tylko jej zapłakaną twarz, kiedy przedstawiał jej diagnozę. Nie potrafił dłużej milczeć. Kiedy zaparkowali naprzeciwko szkoły dziewczyna zorientowała się, że przyjechali do jego domu.

            - Koniecznie chcesz mi zrobić przykrość? Wiesz, jak się zaangażowałam w ten projekt.

            - Inko, musimy porozmawiać. Nie znam innego miejsca, gdzie możemy to zrobić spokojnie - nie odpowiedziała. Pozwoliła się zaprosić do środka. Widział grymas przebiegający przez jej twarz, kiedy przechodzili koło łazienki. Gdy weszli do urządzonej sypialni Inka miała już łzy w oczach. Usiadła na łóżku i powoli przesunęła dłonią po gładkiej powierzchni narzuty. Maks obserwował ją oparty o framugę drzwi. Cierpiał razem z nią. Winił się za wszystkie jej smutki i troski.

            - Napatrzyłeś się? O to ci chodziło? To zawieź mnie teraz do domu - nie pozwolił jej wyjść. Chwycił ją delikatnie za ramię i wyszeptał. - Wybacz mi, Inko.

            - Słucham? - wyartykułowała zdziwiona.

            - To wszystko, przeze mnie. Gdybym cię wtedy nie przestraszył…

            - Ależ Maks. Co ty? - teraz on usiadł na łóżku, w miejscu, gdzie ona siedziała przed momentem. Patrzył w dal i mówił. - Tak, dobrze usłyszałaś. Sprowadziłem na ciebie nieszczęście, a nie o to mi chodziło. Nic się nie zmieniłem, jak widzisz. Szpaner ze mnie. Grubianin - dziewczyna podeszła do niego i usiadła naprzeciwko. Następnie dotknęła jego dłoni i powiedziała.

            - Maks, nie wiem, czemu się winisz. To nie była twoja wina. Gdyby wtedy wszedł ktoś inny do kuchni stałoby się to samo. Za nic nie odpowiadasz. Kurcze, w życiu bym cię nie podejrzewała o…

            - Głębsze uczucia? Masz mnie, za aż takiego bydlaka?

            - Nie, nie, tylko…

            - Przestań. Widzisz, ja jednak coś czuję. Zresztą miałaś prawo tak myśleć. Nie znasz mnie. Nawet nie próbowałaś nigdy poznać.

            - Kiedy miałam to zrobić? Wiesz, co się dzieje w mojej rodzinie. Nie było cię tyle czasu.

            - To tylko wymówki. Jesteś do mnie uprzedzona. Ciągle pamiętasz, jaki byłem. Przeszłość przysłania ci teraźniejszość.

Jeszcze nigdy w życiu nie poczuła się tak głupio, jak w tej sytuacji. Odkrył jej uprzedzenie i w dodatku trafił w samą dziesiątkę. Przez wzgląd na przeszłość spisała ich znajomość na straty. Nie chciała nawet przez chwilę wgłębić się w tą relację. Dla niej Maks był ciągle chłopcem sprzed lat. Czyżby jednak się myliła?

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy