Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdział 18

Autor: Pilar

Dni płynęły tak szybko, że dziewczyna nie zdążyła się obejrzeć, a już nastał dzień jej pierwszego w życiu egzaminu. Wstała już bladym świtem. Z tych nerwów nie potrafiła opanować drżenia rąk. Podczas godziny spędzonej przed lustrem w łazience, dziewczyna nieustannie powtarza terminy dotyczące języka polskiego, czyli pierwszej części, trzydniowego  egzaminu. Kiedy zeszła na dół, by zjeść śniadanie poczuła ogromną pustkę w głowie. To tak, jakby podczas snu, ktoś wyrwał jej całą wiedzę, jaką w niego ostatnimi czasy ładowała. Usiadła zdołowana na wolnym krześle i zaczęła dłubać widelcem w porcji świeżo usmażonej jajecznicy. Czuła, że nie jest w stanie nic zjeść, jednak reszta zdrowego rozsądku podpowiadała jej, że musi coś w siebie wcisnąć.

            - Co się dzieje? Nie smakuje ci córeczko? - spytała troskliwie mama.

            - Wszystko zapomniałam - odrzekła Basia ściszonym głosem.

            - Słoneczko, tyle dni uczyłaś się i ciężko pracowałaś. Na pewno pójdzie ci dobrze. A teraz jedz bo nie będziesz miała siły - skwitował jej słowa Kacper, wstając od stołu i chwytając swoją marynarkę wyszedł do pracy. Po chwili, jednak wrócił się i przełykając ostatni kęs dodał. - Jedziesz ze mną?

            - Dziękuję tatku, ale wolę się przejść.

Po kwadransie opuściła dom i udała się w kierunku przystanku autobusowego, skąd miała udać się prosto do szkoły. Idąc leśną ścieżką, porośniętą małą kępką trawy i mchu starannie powtarzała zapamiętany materiał.

Pod budynkiem szkoły spotkała swoje koleżanki, wesoło rozmawiające na jakiś temat. Podziwiała ich beztroskość. Ona też chciałaby się teraz pośmiać. Niestety stres jej w tym przeszkadzał. Zdawała sobie sprawę, że to egzamin decydujący  o jej dalszej przyszłości. Przyszłości, która na razie była dla niej równie niewyraźna, jak droga podczas mgły.

W końcu nadeszła, tak wyczekiwana przez wszystkich zgromadzonych przed szkołą nastolatków, godzina dziewiąta. Wszyscy pomaszerowali w kierunku dużej hali sportowej, gdzie miał odbyć się tegoroczny egzamin gimnazjalny. Basia wylosowała miejsce przy oknie. Z jednej strony cieszyła się, z takiego wyboru, ponieważ tym samym miała dostęp do, dającego świeże powietrze, lufcika. Z drugiej strony nieco drażniło ją słońce, które raziło swoim blaskiem, utrudniając czytanie poszczególnych poleceń.

Pierwszy rzut oka na zadania wywołał na jej twarzy ogromny uśmiech. Tego się nie spodziewała. Zadania wydały się stworzone dla niej. Wertując poszczególne kartki okazywało się, że jej umysł otwiera się niczym czytana książka. Ukończywszy pracę nad zadaniami zamkniętymi zabrała się za pisanie dłuższej formy wypowiedzi, czyli rozprawki. Basia zawsze lepiej odnajdywała się w pisaniu o nieszczęśliwej miłości. Może to dlatego, że sama miała podobne doświadczenia? Uznawszy te rozważania za zbędne, dziewczyna zabrała się za dalszą część pisania egzaminu.

Odłożywszy długopis, mogła wreszcie odetchnąć. Wszystkie jej poranne obawy odpłynęły w niepamięć. Czuła, że poszło jej dobrze. Wychodząc z budynku miała ochotę krzyczeć, by pozbyć się całego stresu. Jednak to, co zobaczyła przed bramą szkoły przeszło wszelkie jej wyobrażenia. Nagle wyrósł przed nią ogromny bukiet czerwonych róż. Nie miała pojęcia, kto jest jego darczyńcą.

            - To dla mnie? – spytała nieśmiało.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy