Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdział 19

Autor: Pilar

Od samego rana siedziała, jak na szpilkach. To właśnie dzisiaj miała zostać wpisana na listę osób skierowanych na operację. Bała się niczym przed ostatnim z serii egzaminów w swojej wieloletniej edukacji. Tym samym, przypomniała się jej Basia, która  już drugi dzień z kolei zdawała najważniejsze dotąd egzaminy. Ale czy, oby najważniejszy? Kobieta zdawała sobie sprawę, że tym najistotniejszym sprawdzianem jest życie. Na co dzień musimy podejmować decyzje, które niejednokrotnie ważą na naszych dalszych losach. Możliwe, że Inka stoi przed jedną z takich prób.

Zdenerwowana siedziała przed drzwiami swojego, być może przyszłego wybawcy. Kiedy drzwi otworzyły się, a z nich wyszedł starszy pan, stwierdziła, że ten człowiek nie może jej pomóc. Zrezygnowana weszła do gabinetu i oddała się pytań, czyli wywiadu medycznego. Po godzinie, jak to nazwała w myślach, znęcania się nad jej dłonią wyszła z pomieszczenia. Miała zamiar iść prosto do sali, którą wskazał jej lekarz, jednak na korytarzu natknęła się na Maksa.

            - I jak? – spytał, uśmiechając się do niej.

            - Nie wiem.

            - Jak to?

            - Maks. Jak może mi pomóc dziadek, któremu trzęsą się dłonie ze starości? – rzekła, zgodnie z tym, co myślała.

            - Inko, nie oceniaj, proszę ludzi po pozorach. Jeszcze się zdziwisz – to mówiąc wziął ją pod rękę i razem poszli do sali, w której miała leżeć.

            - To najlepszy specjalista w kraju. Specjalnie dla ciebie tu jest – dodał, siadając na szpitalnym krześle przy jej łóżku. – Musisz mu zaufać. Facet naprawdę wie, co robi.

            - Specjalnie dla mnie? Kto go o to  prosił? – kiedy nic nie mówił dodała. – Maks?

            - Ja. Chciałem, jakoś zrekompensować ci to zajście.

            - Maks – odparła, kładąc mu dłoń na ramieniu. – Nie musisz czuć się niczemu winny.  To nie twoja wina.

            - Inko, choćbyś mi to napisała, ja będę ciągle miał poczucie winy. Pozwól mi, więc chociaż tak pomóc - dziewczyna nie mogła powstrzymać łez, od paru minut cisnących się do oczu. – A teraz, dlaczego płaczesz? – spytał zdezorientowany.

            - Wzruszyłam się. Wiesz, o tym, że nie znałam cię z tej strony.

            - I to ma być powód do łez? Przestań, bo bez tego czuję się, jak ostatni drań – po tych słowach, przytuliła go mocno. – A ten gest, za co?

            - Za to, żebyś przestał już wygadywać głupstwa. To, co było w dzieciństwie jest przeszłością. Fakt, nie potrafiłam tego przyjąć do wiadomości. Byłam stronnicza, wiem.

            - No może troszeczkę – to mówiąc puścił jej oczko i powiedział. – Będę już szedł, bo w końcu wyrzucą mnie z pracy. Wrócę po skończonym dyżurze – po jego wyjściu Inka rozejrzała się po pomieszczeniu. Ściany były pomalowane na kolor jasnego wrzosu. Przy dwóch sąsiadujących ścianach stały dwa łóżka. Na jednym z nich miała spać ona, a drugie nosiło wyraźne ślady użytkowania. Pościel, pozostawiono niedbale rzuconą na całość mebla. Na stoliku nocnym, obok lampki stała szklanka z niedopitą herbatą. Sala mimo kolorowych ścian, ładnej pościeli, sprawiała wrażenie surowej, zimnej, nieprzyjaznej.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy