Dagger- płatny sztylet cz.IV

Autor: asiula288
Udałam sie prosto do biura Viktora del Daviver. Tam zakradłam sie do schowka z miotłami i różnymi innymi przyrządami do sprzątania. Wyjechałam z tamąd z wózkiem. Dobrze, że wcześniej rzuciłam okiem na plan budynku, dzięki czemu bez problemu znalazłam pokój dyrektora. Zapukałam i weszłam do środka. - Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam umyć okna. Mogę?- nie uśmiechnałam się. Moja twarz była kamienna. Patrzyłam na mężczyznę siedzącego w fotelu. Mógł mieć najwyżej 25 lat. Młody, przystojny, opalony. O ciemnych oczach i włosach. Kobiety lgnęły do niego, a on tylko w nich przebeirał. Wpatrywał się we mnie. Jego oczy nawet nie drgnęły. Dopiero po chwili ocknął się. - Tak oczywiście.- spojrzał na leżące na biórku papiery i zaczął je nerwowo przeglądać, a ja zabrałam sie za mycie okien. To raczej nie jest z mojej krwi. Ciężko sie myje takie okna. Najpierw wodą musiałam przemyć wszystko. Ale warto było. Już po chwili do pomieszczenia weszła jego sekretarka. - Pan Martinez pyta się, czy może liczyć dzisiaj na spotkanie koło 20?- powiedziała piskliwym głosem, uderzając ołówkiem o notes. Viktor popatrzył na nią. - Odpowiedz mu, że dzisiaj to jest niemożliwe, ponieważ obiecałem zabrać moją siostrę do kina. - Rozumiem. Jeszcze jedno. Dzwonili z kwiaciarni i pytali się jakimi kwiatami przyozdobić kośćiół na ślub. Lilie czy konwalie? - Matyldo! Tym zajmuje sie moja przyszła żona! Nie ja! Ona chciała ślub i ona ma przygotowywać. Spytaj się jej. A teraz proszę daj mi spokój.- machnał ręką, a sekretarka wyszła. Spojrzał na mnie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie myję okna tylko parzę na Viktora. Jezu! Ale wtopa. Gdzie mój profesjonalizm? Schyliłam się, pod pretesktem, wypłukania szmaty. - Nigdy wcześniej pani tu nie widziałem.- powiedział w końcu. - Jestem nowa. Dzisiaj mnie przyjęli. - odpowiedziałam nie przerywając wycierania okna. - Dziwne. Nie zostałem poinformowany o tym. A zresztą od jakiegoś czasu nie informuje sie mnie o poczynaniach firmy.- powiedział z wyrzutem. - Może nie daje pan pracownikom do zrozumienia, że interesuje pana firma. - Jezu! Przecież jestem dyrektorem tej zasranej firmy. Mam prawo wiedzieć wszystko co się w niej dzieje. A pracownicy mają obowiązek mnie o tym informować. - wyglądał na lekko oburzonego. - Niech się pan nie przejmuje. Szkoda nerwów. - Moje nerwy i tak są już na wyczerpaniu.- westchnął. - Przez ślub? - Po części tak.- powiedział obojętnie.- Chcę już przez to przejść, żeby normalnie pracować. Nina cały czas przybiega do mnie i pokazuje mi kolory, materiały, próbki i pyta się czy takie może być. A mi to już jest naprawdę obojętne! Co mnie obchodzi czy obrusy będa kremowe czy białe, co mnie obchodzi czy gości będzie 500 czy 1000? - Ślub to bardzo ważne wydarzenie w życiu.- oderwałam się od okna i spojrzałam na Viktora. - Nie chce pan tego ślubu? Nie kocha pan przyszłej żony? - Ślub jak ślub. Kiedyś trzeba się ustatkować. To dobrze wpływa na karierę. - wzruszył ramionami przerzucając kartkami. - Będzie pan miał straszne życie.- podsumowałam i wróciłam do pracy. Nie wiem czemu wdałam się w taką rozmowę z facetem, którego mam zamiar zabić. Po co to wszystko? I tak do tego ślubu nie dojdzie. Coś mi się wydaje, że dzisiaj będę miała okazję go zabić. Skoro wieczorem wychodzi z siostrą do kina, na pewno nie będą go pilnować ochroniarze. Więc droga wolna. Coś mi się wydaje, że szybko pójdzie. Sprzątnę go dzisiaj. Jutro zrobię sobie dzień wolny, a po jutrze wyjadę. Odczekam ten jeden dzień tutaj, aby podejrzenia nie spadły na mnie. Chociaż, nie sądzę, żeby podejrzewali sprzątaczkę. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk komórki. Myślałam, że to moja. Taki sam dźwięk. Odruchowo sięgnęłam do kieszeni, ale w tym momencie do moich uszu dotarła już rozmowa. - Tak. Rozumiem. - ten koleś ma taką sama komórkę jak ja. A to drań. - Nie. Tyle w zupęłności wystraczy.- cośw jego głosie mi się nie podobało. Niby starał się mówić normalnie, ale można było wyczuć lekkie poddener

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy