Daleko do nieba. Rozdział 5.

Autor: Kasiula94

Nacisnął czerwony przycisk wyłączając mikrofon. Teraz już tylko on i Wielki George słyszeli ich w swoich słuchawkach. Wyjął jedną z lewego ucha i spojrzał na George. Jeszcze przed chwilą wydawał z siebie odgłosy, które przypominały ironiczny śmiech. Teraz znowu jego twarz zamieniła się w poważną maskę jaką zwykle była. Był mistrzem w byciu sobą. On , funkcjonariusz ze wschodniego skrzydła, nie uważał siebie za człowieka dobrodusznego. Praca jaką wykonywał była dowodem na to, jednak Wielki George przewyższał go w byciu okrutnym pod każdym względem. W całym zespole liczącym sobie sporo silnych i bezwzględnych mężczyzn on był najgorszy.
 Wyjeżdżali już z małej wioski, gdzie nie dostrzegli żadnej żywej duszy. Ludzie byli tu niemal odcięci od świata. Przynajmniej tak mogło się wydawać. Wszędzie cisza, tylko odgłosy zwierząt i od czasu do czasu śmiech dzieci. Ludzie w wiosce byli jak duża rodzina. Gospodarstwo obok gospodarstwa. Tuż obok niewielki sklep z żywnością i różnymi artykułami spożywczymi. Byli jednym z nielicznych samochodów, które przejeżdżały tą drogą. W słuchawce słyszał pewne odgłosy. Jedno z nich otworzyło małą lodówkę. Nie rozmawiali. Każde z nich robiło swoje. Mógł sobie wyobrazić, że teraz zarówno ona jak i on będą ustrzegać się wszelkich rozmów. Sam nie chciałby przebywać w miejscu z drugą osobą, toczyć rozmowę i  mieć świadomość, że ktoś to wszystko słyszy.
-Szybko poszło - odezwał się kątem oka spoglądając na George.
-Tak, akcja była udana pomimo pewnych komplikacji - odpowiedział.
-Zastanawiam się, co siedzi w ich głowach.
-Boją się.
-Cholernie się boją - dodał, ale jego towarzysz, jeśli można było go tak nazwać nie powiedział nic więcej.
Włożył drugą słuchawkę do ucha, usiadł wygodniej w fotelu, a chwilę później zasnął.
Tracenie czasu po to, aby nawiązać rozmowę nie miało żadnego sensu.

                                                                         *
Dawno nie czuła się tak bardzo nie zręcznie.
Wiedziała, że każde wypowiedziane przez nią słowo usłyszą tamci ludzie. Nawet nie wiedziała jak może ich nazwać.
Leżała na niewygodnym i małym łóżku przykryta kołdrą po samą brodę. W samochodzie panował chłód pomimo tego, że jak przypuszczała był ogrzewany. Na zewnątrz zapewne zapadł już zmrok. Jechali już od paru godzin.
-Ogarnia mnie dość specyficzne uczucie - powiedziała wpatrując się w brzeg łóżka.
-W końcu nie na co dzień człowiek jeździe samochodem i leży na łóżku - usłyszała odpowiedzieć Kuby, który nie zmienił miejsca pobytu. Wciąż siedział przy stole. Pił sok, który wyjął z lodówki. Jego głos brzmiał okropnie nienaturalnie. Był nieco zachrypnięty i spowolniony.
Podniosła głowę i spojrzała na chłopaka.
Podpierał głowę ręką i patrzył się w jeden punkt.
-Nie dobrze mi - powiedział.
Głowa zsunęła mu się z ręki i zatrzymała na blacie stołu. Ręką popchnął szklankę ze resztami soku, które wylały się na stół. Dźwięk tłuczonego szkła złączył się z przerażonym głosem Amy.
-Kuba! - wstała z łóżka i niemalże nadepnęła gołą stopą na rozbite szkoło.
Podeszła do chłopaka i uniosła jego głowę. Czuła jak zaczyna się cała trząść. Przedtem czuła dreszcze spowodowane chłodem, teraz był to paraliżujący strach o niego.
-Obudź się… - potrząsała nim - Kuba.. - próbowała go dobudzić.
-Pomóżcie mi. Zatrzymajcie się! Coś nie tak z nim! - krzyknęła.
Samochód automatyczn

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy