Daleko do nieba. Rozdział 6.

Autor: Kasiula94
orzyła oczy i ujrzała go. Popierał głowę ręką i spoglądał na nią.
-Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytała z wyrzutem w głosie.
-Bo śpisz tak spokojnie - odrzekł.
Spojrzała na niego.
-Proszę Cię. Jeszcze nigdy nie najadłam się takiego strachu - powiedziała przykrywając się kołdrą po samą brodę - Jak się czujesz?
-W porządku - odpowiedział, a samochód w tym samym momencie się zatrzymał. Przypuszczała, że już niedługo stąd wysiądą.
-Nie mam pojęcia, co się stało. Pamiętam tylko tyle, że siedziałem i piłem sok. A później obudziłem się i spojrzałem na Ciebie, a ty spałaś tak spokojnie.
-Sporo cię ominęło - stwierdziła, a następnie przybliżyła mu, co tak naprawdę się z nim działo.
-Ale przecież teraz czuje się normalnie.
-Funkcjonariusz twierdzi, że to mogły być pierwsze objawy zakażenia - powiedziała siadając na łóżku.
Kiedy o tym pomyślała sprawa robiła się naprawdę poważna. W jednym momencie straciła ochotę na leżenie pod ciepłą kołdrą w niewygodnym łóżku. Spoglądała na Kubę z przejęciem w oczach.
-Martwię się o ciebie - powiedziała szeptem, ale głos i tak jej się załamał.
Patrzył na nią bez większych emocji jakby intensywnie o czymś myślał. Po chwili wyraz jego twarzy zupełnie się zmienił. Usiadł na łóżku i przyciągnął ją do siebie. Potrzebowała bliskości, chciała wtulić się w niego, bo był osobą, która dawała jej ukojenie i poczucie bezpieczeństwa, ale bała się, że jeśli to zrobi wybuchnie płaczem, a to była ostatnia rzecz, jaką chciała w tym momencie zrobić.
Oparła głowę na jego ramieniu, ale zachowując pewien dystans i powstrzymując się przed upustem emocjom. Pomogło jej w tym to, że drzwi do samochodu zupełnie nie spodziewanie się otworzyły. Oboje odsunęli się od siebie i spojrzeli na mężczyznę wchodzącego do środka. Na podłogę rzucił dwa opakowania i powiedział krótko:
-Ubierzcie się w te kombinezony, a potem wyjdźcie ze samochodu.
Od momentu, kiedy wszedł i do momentu, kiedy wyszli minęło zaledwie parę minut.
Kombinezon, jaki mieli teraz na sobie był nieco inny od tego, jaki nosili przedtem. Ciemnogranatowy i ocieplany od zewnątrz był nieco za duży, ale czuła się w nim nieco lepiej niż w plastikowym stroju ochronnym noszonym dzień wcześniej. Teraz również mieli na sobie maski, a na głowy musieli założyć kaptury, które były elementem kombinezonu. Otrzymali również nowe buty. Były praktycznie takie same. Czarne trapery, które musiała dokładnie zawiązać, bo czuła, że na jej szczupłej nodze nie będą się dobrze trzymać. Te różniły się od poprzednich tym, że były nieco bardziej dopasowane.
Opuścili samochód.
-Nałóżcie maski - przypomniał Wielki swoim nieprzyjemnym głosem.
Amy zrobiła, co kazał a potem rozejrzała się wokół siebie.
Stali na podjeździe tuż przed budynkiem. Na sam widok czuła dreszcze na całym ciele. Budynek porośnięty uschniętymi pnączami winorośli i zbudowany z ciemnego kamienia nie zachęcał swoim wyglądem. Tuż nad ciężkimi drzwiami wejściowymi znajdowała się tablica z wygrawerowaną nazwą, której w żaden sposób nie potrafiła odczytać. Czuła Wielkiego, który ściskał ją za ramię i prowadził w stronę szerokich, marmurowych schodów. Dopiero w tym momencie spostrzegła, że jest tu równie zimno jak w ich wiosce, ale zamiast śniegu pada drobny deszcz. Spojrzała na Kubę, który był o dwa kroki naprzód. Wsunęła swoją dłoń w jego. Wtedy odwrócił głowę i ścisnął jej dłoń, która w przeciwieństwie do jego była zmarznięta i drżała ze zdenerwowania, jakie ogarniało Amy. Dotyk bliskiej osoby dodawał jej nieco odwagi. Kiedy stanęli na ostatnim stopniu schodów mężczyzna prowadzący Kubę nacisnął na ogromną klamkę drzwi i otworzył je przed nimi. Były ciężkie i solidnie zrobione. Powątpiewała, że miałaby wystarczająco dużo siły, aby je otworzyć - przemk

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy