Dni Pogardy

Autor: drake
pożaru. Jako dziecko unikałem tego miejsca, zgodnie z
zakazem mamy i nauczycieli. Gdy pytałem ją, o to co się dzieje, odpowiadała tylko, że
przetrzymują tam ludzi, których nie można już uratować. Zapewniano im tam najszczęśliwsze
chwile w życiu, tak w tym przekonaniu uświadamiał mnie również ojciec. Gdy pewnego dnia on też
zachorował, nigdy potem już go nie zobaczyliśmy z mamą. Pamiętam jeszcze jego ostatnie słowa
przed odjazdem: ,,Zaopiekuj się mamą”. Czułem się okropnie wtedy, coś ściskało mnie za gardło, a
oczy spłynęły łzami. Pół nocy nie spałem i drugie pół rozmyślałem, o tym co dalej będzie. Niedługo
potem wybuchł pożar w szpitalu, a mama załamała się całkiem. Przestała się uśmiechać i
wychodzić na powietrze. Nie potrafiła się pogodzić z tym co się stało. Pękło jej serce z bólu i żalu.
Odeszła w maju, w moje osiemnaste urodziny. Po tej stracie nie mogłem się podnieść. Chodziłem
jak we mgle, nieprzytomny i ciągle zmęczony. Płakałem często, aż pozbawili mnie świadomości.
Przez ponad pięć lat, nie wiedziałem co się ze mną działo, na szczęście jestem znów sobą ! Znów
czuję i myślę, Kanclerz chyba nie przewidział, że jego lek jest niedoskonały. W głowie tak mi
huczało, aż nie wytrzymałem i padłem bez siły. Prawdopodobnie straciłem przytomność. Obudziły
mnie odgłosy tłumów krzyczących ,,Spalić ich!”. Na głównym placu Kanclerz urządził sobie
pokazowy proces. Bez namysłu wybiegłem z mieszkania, nie zastanowiłem się nawet czy kobieta,
która widziała moje łzy nie rozpozna mnie dzisiaj i czy zostanę aresztowany. Po prostu biegłem w
stronę ogromnego tłumu ludzi, stojącego tuż przed podniesieniem. Nie widziałem niczego prócz ich
plecy. Zacząłem, więc przepychać się łokciami do przodu. Gdy dotarłem do takiego miejsca, z
którego było widać podium, zatrzymałem się. Za pulpitem stał nikt inny, jak Wielki Kanclerz
Nowego Imperium. Zawsze uśmiechnięty i ubrany w czarny garnitur z białym krawatem. Pewny
siebie i z twardym głosem. Ludzie w oczekiwaniu i z oklaskami witali go, wchodzącego na
mównicę. Za nim padło pierwsze słowo z jego ust, cały tłum na placu zamilkł.
Drodzy obywatele zgromadzeni tu dzisiaj. Wy wszyscy, którzy jesteście zdrowi i szczęśliwi. W dniu,
w którym odstałem olśnienia i wizji, świata doskonałego, świata bez chorób! To właśnie dzisiaj w
piątą rocznicę tamtych wydarzeń dwoje obywateli złamało koronną zasadę ,,współżycia”. Nie
zastanowili się, że ich haniebny czy mógł na nas sprowadzić nieszczęście. Dlatego teraz poniosą
oni surową karę! Niech każdy dobrze sobie ich zapamięta twarze, tych wrednych trucicieli.
Po tych słowach kanclerz złapał palnik i podszedł do dziewczyny trzymanej przez dwóch
złoczyńców. Wszystko to działo się w obecności pół przytomnego chłopaka, z przestrzeloną dłonią.
O to co się dzieje, gdy chce ktoś zniszczyć nasze marzenia!
Kanclerz złapał piękne złote włosy dziewczyny i podpalił je palnikiem. Swąd rozszedł się po placu
błyskawicznie. Gdy płomień dostał się do skóry. Dziewczyna wydała z siebie okropny jęk. Twarze
ludzi były nie wzruszone, każdy wiwatował na cześć kanclerza. Chłopak, który na to musiał patrzeć
płakał cały czas i prosił oprawców by przestali i ją wypuścili. Jego błagania wywołały tylko
uśmiech. Kanclerz miał natomiast przez cały czas poważną minę. Był poirytowany jękiem
dziewczyny i skamleniem chłopaka. Wziął od jednego z ludzi miotacz płomieni i skierował cały
strumień płomieni na dziewczynę. W ciągu kilku sekund cała zajęła się ogniem. Trzymający ją
żołnierze puścili ją, by samemu się nie poparzyli. To była ostatnia chwila wolności dla
zakochanych. Dziewczyna podbiegła do chłopaka i zaczęła go całować. Usta jej były pokryte
bąblami, a skóra czarna jak popiół. Chłopak jednak już nic nie czuł, nie parzyły go jej płomienie.
Kanclerz wściekł się widząc to co się sta

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy