Dni Pogardy

Autor: drake
ło. Na jego rozkaz czarne mundury wystrzeliły
kilkanaście pocisków w kochanków, a raczej w pół żywe trupy. Nie wytrzymałem, poczułem
nienawiść i żal jednocześnie, łzy zaczęły mi lecieć same do oczu, a gardło ściskało tak mocno, że
ledwo oddychałem. Wykrzyczałem z całej siły ,,Nie!”. Zapadła głucha cisza. Stojący wokół mnie
ludzie zaczęli się na mnie patrzyć gniewnie. Gdyby wzrok mógł zabijać, już bym był zimnym
trupem. Wiedziałem, że już po mnie idą. Nie próbowałem nawet drgnąć. Pojmali mnie jak
pospolitego przestępcę. Ręce mi skrępowali i oczy zawiązali. Nie wiedziałem co przez parę minut
się działo.

Słyszałem jedynie dźwięk syreny i pisk opon, do pewnego momentu. Oczywiście, gdy
samochód zatrzymał się przed departamentem bezpieczeństwa. Wtedy zdjęli mi tą opaskę i wrzucili
do celi jak jakiś przedmiot. Upadłem bardzo boleśnie na bok z trzaskiem kości. Pewnie złamałem
sobie wtedy żebro i dlatego plułem tak krwią. Gdy przestałem, rozejrzałem się wokół mojego
nowego ,,mieszkania”. W pomieszczeniu, w którym przebywałem znajdował się jedynie
prowizoryczny sedes, brudna umywalka pokryta jakimś syfem i dwie drewniane prycze. W takich
warunkach spędziłem kilka kolejnych dni. Jedzenie, a raczej pomyje jakie dostawałem były tak nie
dobre, że nawet pies nie chce tego jeść. W takiej beznadziejności trwałem aż do mojej celi
przywieziono z zarzutem śpiewania, młodą i piękną dziewczynę. Strażnicy obchodzili się z nią jak z
workiem. Im bardziej się wyrywała tym dotkliwiej ją bili. Dopiero, gdy wylądowała na zimnej
posadzce mojej celi, odetchnęła. Byłem wtedy bardzo słaby, ledwo podniosłem się z pryczy.
Złamane żebro sprawiało mi ogromny ból, przy każdy gwałtownym ruchu. Gdy podszedłem do
niej, ujrzałem jej piękną twarz, złociste włosy niczym kłosy pszenicy i oczy tak błękitne jak niebo
w bezchmurny dzień. Nie mogłem z nią porozmawiać, miała knebel na ustach, a bardzo tego
pragnąłem. Oboje mieliśmy skrępowane ręce, ale wymyśliłem w jaki sposób zdjąć ten węzeł. Pod
łóżkiem zauważyłem lezący odłamek szkła, pochodzący ze zbitego lustra wiszącego nad umywalką.
Wziąłem go w ręce i spokojny i dokładnym ruchem rozciąłem skórzany pasek. Miałem szczęście i
nie uszkodziłem nawet najmniejszego skrawka gładkiej skóry. Dziewczyna podziękowała po cichu
by strażnik nie usłyszał i zaczęła opowiadać w jaki sposób tutaj się znalazła. Trzy dni temu jak co
wieczoru śpiewała dla swoich przyjaciół, którzy również odzyskali świadomość i przez przypadek
usłyszał to policjant. Dowiedziałem się również od niej, że ludzie nadal umierają, w
niewyjaśnionych okolicznościach. Nieważne czy są nieświadomi czy świadomi, gatunki umierają, a
Arcyministerstwo tuszuje sprawę. Wirus wcale nie zniknął tylko gen spowolnił chorobę. Ludzie w
niedługim czasie zaczną umierać w zastraszającym tempie. Gdy skończyła o sobie opowiadać,
zacząłem sam mówić o tym co mnie spotkało. Rozmawialiśmy aż do późna w nocy. Poprosiłem
wtedy by zaśpiewała po cichu. To co wydobyło się z jej gardła było najpiękniejszym dźwiękiem
jaki słyszałem, zapomniałem nawet o bólu, który co jakiś czas przeszywał me ciało. Czułem się
wspaniale, zapomniałem o całym świecie. Dopiero, gdy skończyła, na ziemię sprowadził mnie
brutalnie ból tak silny, że z moich oczu poleciały łzy i zacząłem pluć krwią. Dusiłem się przez kilka
chwil. Musiałem się położyć, pomogła mi w tym ona, ku mojemu zdziwieniu. Z trudem w pełzłem
na pryczę i przyłożyłem głowę do twardych desek. Wtedy zaskoczyła mnie jeszcze bardziej.
Zaczęła śpiewać kołysankę. Miała tak słodki i piękny głos, że już po chwili spałem i zapomniałem o
udrękach. Nazajutrz wstałem pierwszy raz wyspany, odkąd znalazłem się w tym miejscu.
Dziewczyna już dawno nie spała, siedziała na drugiej pryczy i wpatrywała się we mnie. Jej błękitne
oczy, co chwila w

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy