Doctor animae et cordis - rozdział pierwszy cz. 2

Autor: RattyAdalan

                                                                                     ***


                         Mogłam się spodziewać, że ta noc wcale nie będzie spokojna… że wróci w swoim codziennym rytuale męczarni. Chyba jestem naiwna, bo sadziłam, gdy nie dawał pierwszych symptomów, że choć raz od roku będę mogła przespać noc bez niespodzianek. Zaczął jednak, jak zawsze.  Silne pulsowanie w głowie, podnosząca się temperatura i obezwładniający czerwony kolor, zwiastowały, że oto nadszedł ten, dla którego moja energia była największą pożywką.  Nie mogłam się ruszyć, czułam, że choć ciałem leżę na łóżku, duszą wchodzę do innego świata. Kolor pulsowania zmienił się na rażący biały, bolały mnie oczy. Zaczynały pojawiać się różne kształty, których kontury mieniły się na złoto. Widziałam figury geometryczne, przedmioty, jakieś inne, niezidentyfikowane kształty  i w końcu ludzkie twarze.  Nie mogłam złapać tchu. Miałam wrażenie, jakby ktoś (lub coś!) przydeptywało moją klatkę piersiową. Byłam sparaliżowana, ale to nie był paraliż strachu. To coś pożerało mnie od środka. Bawiło moimi duchowymi i umysłowymi wnętrznościami. Tak, byłam żywą zabawką w rękach zła… noc w noc od tylu miesięcy.  Nagle ujrzałam coś, czego nie da się opisać zwykłymi słowami. Oczy, jaszczurze oczy, które paliły, ba! wypalały duszę. Żadnej twarzy, same źrenice bijące energią, hipnotyzujące, kradnące energię. Zauwazyłam jedno - nie mrugały, nie miały nawet rzęs ani brwi. Otaczała je zielonkawa, błyszcząca, jakby nasmarowana olejkiem skóra pełna łusek.
                         Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco, próbowałam się obudzić, nic nie skutkowało. Nie mogłam wyrwać się z tego. Ani krzyknąć, ani zawołać Adama. Nie miałam świadomości co dzieje się w pokoju. Czy Smiki wyczuwa, że jego Pani jest przy nim tylko ciałem, czy może śpi pochrapując nie wiedząc o niczym.
                         Czas był dla mnie czymś nieznanym. Była tylko całkiem czarna i głucha przestrzeń nie mająca końca i Jaszczur, który nadal wbijał we mnie wzrok. Czułam się jak szczur laboratoryjny nadający się do tego, by tylko się nad nim pastwić. Według niego, byłam jego własnością. Muchą w sieci pająka.
                           - Już niedługo… - rozległ się w mojej głowie tłumiący głos
                           - Ccccooo niedługo?
                           - Pożywię się tobą do końca…jesteś smacznym kąskiem…najsmaczniejszym
                             jaki trafił mi się od wieków&

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy