Dr0wNHiLL 01 (tytuł roboczy) - wersja poprawiona

Autor: kalwa888

 

Chris nagle się zbudził. Obudziła go... cisza. I to nie taka zwykła cisza. Była to głucha cisza, której Chris nigdy w swoim życiu nie doświadczył. A jego dom nigdy nie był cichy. Zawsze ktoś hałasował. Byli bracia, których senne, głębokie i spokojne oddechy brzmiały w nocy i nad ranem, w kuchni za zamkniętymi drzwiami była krzątająca się matka. Z dołu dobiegały odgłosy sąsiadów. Ale nie chodziło tylko o dom. Na zewnątrz też było cicho. Mimo uchylonego okna nie było słychać szumu przejeżdżających samochodów, kroków ludzi spieszących w swoje miejsca. Chris nie słyszał dosłownie nic. Wstrzymał oddech i zaczął wsłuchiwać się wyszukując najmniejszego choćby dźwięku. Minęły dwie minuty, ale uszu Chrisa nie doszedł nawet najmniejszy dźwięk. Miał wrażenie że nawet on sam nie wywołuje żadnego hałasu. Ale pewnie był to jedynie szok. Serce zaczęło bić mu szybciej.
- Co się stało? – szepnął. To było jedyne pytanie, jedyne w miarę sensowne zdanie jakie mu przyszło w tej chwili do głowy. Jego szept w tej martwej ciszy wydawał się bardzo głośny. Coś podobnego czuje się gdy jest się jedynym nie śpiącym w śpiącym domu.
Chris zerwał się z łóżka by sprawdzić czy nad nim śpi jego młodszy brat Timothy. Nikogo nie było. Pościel była gładka, wydawała się nienaruszona. A jego brat gdzieś zniknął. Drugiego brata też nie było i pościel na łóżku Davida była równie nienaruszona jak u Timothego . Chris zauważył że wszystko jest pokryte kurzem jakby dom był opuszczony od lat. A może dom jest opuszczony od lat, pomyślał. Może zapadłem w jakąś śpiączkę? Ale nie wiedział jak to mogło być możliwe. Nawet w śpiączce człowiek musi być jakoś utrzymywany przy życiu, prawda? Stwierdził, że póki co nie będzie się nad tym zastanawiał. Bał się że oszaleje.
Odsunął zasłony na swoim oknie i jego oczom ukazał się przerażający i fascynujący widok. Lekko oślepiła go jasna szarość panująca za oknem. To chyba mgła, pomyślał. Ale taka jakiej nigdy nie widział. Cały świat był szary. Było tak jak myślał. Na ulicy nie było żywej duszy. Miasto było tak samo opustoszałe jak ciche. Zdawało mu się, że jest jedynym ocalałym z końca świata. I być może właśnie tak było.
(nie myśl o tym)
Wyszedł z pokoju. Postanowił że sprawdzi, że to co widział to nie jakaś szalona iluzja wywołana przez okno. Chciał się upewnić czy świat jest rzeczywiście taki jaki zdaje się przez jego wiecznie zasłonięte okno. Ale przed wyjściem chciał sprawdzić czy dom jest rzeczywiście tak pusty jak mu się wydawało. Był. Może to jakaś chora niespodzianka na moje urodziny, pomyślał. Jego rodzina miewała często szalone pomysły. Ale to wszystko na zewnątrz. Ta cisza. Sami oni nie mogli urządzić tego wszystkiego. Zresztą nikt z rodziny za nim szczególnie nie przepadał, ani w odwrotną stronę. (nieważne)
Postanowił że wyjdzie. Pomyślał że może być zimno na zewnątrz, przecież we mgle zawsze jest zimno. Złapał za kurtkę, ubrał buty i wybiegł na zewnątrz. Było zimno, tak jak myślał, a przecież był środek lata. Powietrze było nieruchome i nawet gdy zaczął iść, jego grzywka zawsze opadająca na lewe oko nie poruszyła się ani razu. Z jego ust wydobywały się rzadkie kłęby pary. Przechadzał się po chodniku spokojnie rozglądając się na boki. Wszystkie domy zdawały się puste. Przed niektórymi stały jeszcze samochody wyglądające jakby były nieużywane od lat, ale Chris nawet nie pomyślał o prowadzeniu żadnego z nich – w najmniejszym stopniu nie umiał jeździć samochodami. Wszystko wyglądało jakby było martwe od lat. Nawet drzewa były suche i bez liści. A przecież w lato wszystkie drzewa są zielone. Był pewien że to lato. Nie mogło być inaczej.
Nie chciał wchodzić obcym ludziom do domów, żeby sprawdzić czy ktoś tam jest. Postanowił że pójdzie do najbliższego marketu. Tam musiał ktoś być. Może ktoś czujący się podobnie do niego. Niemożliwe żeby został tutaj całkowicie sam. Takie rzeczy dzieją się tylko w tych chorych grach i filmach, które tak uwielbiał.
(wszystko jest martwe)
Wszedł do marketu. Dokładnie, tak jak się obawiał i tu również nie było żywej duszy. Ale poszuka dokładniej, może ktoś przerażony podobnie jak on, chowa się za jakąś lodówką z produktami mięsnymi albo regałem ze słodyczami. Obszedł całą halę sprzedaży ale nikogo nie znalazł.
- Halo! Jest tu ktoś?! – krzyknął. Czuł się jakby grzeszył zakłócając tą ciszę. Zachowuję się jak jeden z tych kretynów z horrorów, pomyślał. Powinna brzmieć teraz mroczna i tajemnicza muzyka budująca nastrój niepokoju i grozy. Ale niestety to nie był film. Wszystko było jak najbardziej prawdziwe. I tym bardziej przerażające. Nikt mu nie odpowiedział. Zdecydował że sprawdzi zaplecze. W normalnych warunkach nigdy nie wszedłby tam, ale teraz po normalnych warunkach nie ma ani śladu. Wszystko było nienormalne. Trafił do pomieszczenia, w którym podłoga i wszystkie ściany były umazane we krwi. Serce zabiło mu szybciej. To tylko rzeźnia, uspokoił siebie. I była to prawda. Na hakach wisiało mięso, gotowe do obróbki na przyszły pokarm. Niestety teraz już dawno przestało nadawać się do czegokolwiek oprócz pozbycia się. Wszystkie kawały pokryte były białymi robaczkami, które wydawały mlaskające odgłosy. Śmierdziało przeraźliwie. Chris myślał, że zaraz zwymiotuje opuścił więc jak najszybciej to pomieszczenie
(twoja kochana rzeź)
Gdy przekroczył próg przegniłego pomieszczenia, jego głowę przeszył przenikliwy i ostry ból. Upadł na kolana, złapał się obiema rękoma za głowę, krzyknął. Pojawiła się wizja. Nie wiedział skąd takie rzeczy wzięły się w jego głowie. Czegoś tak okropnego nie widział w najbardziej popieprzonych filmach ani w grach. Widział jakieś zwłoki, tak bardzo zmasakrowane, że ledwo przypominały ludzi. Były na pół upchnięte w szafie całej we krwi. Krew była wszędzie, było jej więcej niż w rzeźni z której przed chwilą wyszedł.
(muszki składają jajeczka)
- Odejdź! – krzyknął do wizji.
(bzyku bzyk)
Ból trwał jeszcze przez chwilę ale w końcu ustąpił. Chris przycisnął czoło do chłodnej podłogi, odpoczął chwilę, odsapnął i wstał. Nie chciał wracać do wizji, którą przed chwilą zobaczył. Nawet jak dla niego
(schizola)
była zbyt straszna . Skąd miał takie okropności w swojej głowie? Kontynuował poszukiwania kogoś żywego, zwiedził cały sklep, ale nikogo nie znalazł. Czuł się bardzo samotny, ale przypomniał sobie jak bardzo chciał być sam gdy otaczali go bliscy. Nigdy nie mógł być sam gdy chciał. Teraz chciał zobaczyć kogokolwiek, przekonać się, że nie jest totalnie sam w tym miasteczku, które uważał za rodzinne. Chociażby kogoś kogo nienawidził z całego serca, a przecież takich ludzi było wielu. Nienawidził swojej rodziny i to w dodatku najbardziej spośród wszystkich. To chyba dlatego, że zbyt często ich widywał. Od rana do wieczora. Ale teraz gdy znikli miał małe wyrzuty sumienia. Cieszyło go to tylko w pierwszej chwili. Dopóki nie dowiedział się, że całe miasteczko jest opustoszałe. Swojego starszego brata bardzo lubił, ale ostatnie co pamiętał z nim związane to ostra kłótnia. Prawie doszło do bójki. Z mamą kłócił się przez cały czas i to jej nienawidził najbardziej. Wiele osób potępiało go za to. Ale zawsze miał to gdzieś.
(nigdzie)
Dlaczego tak bardzo jej nienawidził? Chyba za to, że próbowała nim rządzić i w sumie miała nad nim władzę. A on nienawidził władzy. I co się z tym wiązało ludzi uważających się za władców. Jego mama była władczynią domu
(dupy!)
A przynajmniej tak o sobie mówiła. Przez tą swoją władzę napsuła mu wiele krwi. Ciągle tylko czegoś wymagała. Łaziła w tą i drugą ciągle marudząc. Momentami miał ochotę zabić. Ale teraz gdy to wszystko się stało, zaczął się obawiać, że nigdy więcej nie spotka swojej rodziny i nie będzie miał okazji do przeproszenia. A wtedy pewnie dręczyłyby go pytania na które nigdy nie znajdzie odpowiedzi i wyrzuty sumienia. Małe ale jednak.
(ty nie masz sumienia)
Przypomniał sobie o jednym z kolegów. Rommie mieszkał kilka ulic dalej w domu jednorodzinnym. Postanowił że sprawdzi jak u niego. Był podobny do Chrisa z charakteru, może to sprawiło że też został w tym miasteczku kiedy nikogo innego nie ma. Tak, zdecydowanie to bardzo możliwe. Miasteczko Drownhill było ich domem. Ich światem. Odbywali razem podróże o jakich nie śniło się największym szaleńcom. Byli dla siebie prawie jak bracia. To dzięki Rommiemu poznał zespoły muzyczne, których słucha od kilku już lat. Rommie pokazał mu większy świat gier i wpędził w jeszcze większy nałóg z nim związany. Za co Chris był mu dozgonnie wdzięczny.
Wkrótce znalazł się nieopodal domu starego kumpla, ale na widok który ukazał się jego oczom stanął jak wryty.
(zgnite dziureczki)
Domu Rommiego nie było. Ani wielkiego kawałka ulicy przy której stał. Zamiast tego co niegdyś tam było ziała wielka dziura. Chris podszedł do krawędzi i popatrzył w dół. Zdawało mu się, że dziura jest bez dna. Jakby przebijała cały świat na wylot. Był w szoku i z początku nie potrafił wydusić z siebie ani jednego słowa. Padł na kolana i zakrył twarz w dłoniach. Jedna z osób, która mogła dać mu pocieszenie, również znikła gdzieś bez śladu. A razem z nim jego dom.
(pociąg)
- To niemożliwe – powiedział do siebie. Położył się na zimnym asfalcie niedaleko dziury przebijającej świat na wylot, złapał się oburącz za głowę i zaczął jęczeć. Był bliski szaleństwa.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy