Duch w krawacie

Autor: annakowalczak

Karola rozsiadła się wygodnie w starym wiklinowym fotelu; już od lat lubiła w nim odpoczywać. Chwyciła kubek z kawą, dmuchnęła w piankę i głośno siorbnęła. Była zbyt gorąca, więc ją odstawiła na bok, żeby nieco przestygła. Powierciła się trochę, nogi wyciągnęła przed siebie, założyła na nos okulary i sięgnęła po gazetę. Najpierw skupiła się na nekrologach. Kiedy stwierdziła, że nikogo ze znajomych nie chowają – przeniosła wzrok na ogłoszenia drobne. Przeleciała wszystkie po kolei, nawet matrymonialne. Chociaż nie wybierała się po raz drugi za mąż, lubiła sobie poczytać, kto kogo szuka. Nie interesowały ją tylko ogłoszenia lokalowe. Mieszkania nie zamierzała zmieniać, chociaż nie ukrywała, że zawsze marzył jej się jakiś domek z ogródkiem. Ale to były odległe marzenia, bo co w tej chwili, może żądać od losu samotna kobieta, której tak niefortunnie potoczyło się życie? Karola po raz pierwszy wyszła za mąż w wieku czterdziestu lat: jakoś nic jej się wcześniej nie trafiało. Jej małżonek był od niej dwa lata młodszy, też kawaler. Poznali się na jakimś weselisku i od razu wpadli sobie w oko. Karola pracowała w charakterze bufetowej w barze, który z nielicznych był jeszcze państwowy, chyba, dlatego, że realizowano w nim bony z Opieki Społecznej. Tadeusz był z zawodu ogrodnikiem, w niedużej miejscowości prowadził tego typu działalność. Jednak, kiedy się już pobrali, sprzedał ogrodnictwo i kupił dwupokojowe mieszkanie; prawdopodobnie w TBS - ach. Po pięciu latach udanego małżeństwach, Tadeusz zmarł na zawał serca, Karola znowuż została sama. Wraz ze śmiercią męża, diabli wzięli marzenia o domku z ogródkiem. Tak przynajmniej było do dzisiaj. Kiedy odkładała gazetę, żeby znowu sięgnąć po kubek z kawą, wzrok zawiesiła na szczególnym ogłoszeniu; było nieco inne i rzucało się niesamowicie w oczy. Pilnie zamienię domek z ogródkiem, na mieszkanie dwupokojowe w bloku. - Czy to żart, kto zamienia domek z ogródkiem na mieszkanie? – powiedziała głośno. Poderwała się z fotela i zaczęła spacerować po pokoju. – Właściwie, co mi szkodzi zadzwonić, tym bardziej, że są podane dwa telefony, na komórkę i stacjonarny. Ale kiedy wystukała obydwa numery, żaden się nie odezwał. Widocznie nieaktualne, a szkoda… Przez cały dzień nie schodził z jej myśli domek z ogródkiem i znowuż zaczęła snuć marzenia. Nieważne było, że z samego centrum miasta wyprowadzi się prawdopodobnie na jakieś zabite dechami peryferie, ale liczył się ogródek. Już widziała siebie z książką na leżaku lub w bujającym, zawieszonym pomiędzy drzewami hamaku. Zamknęła oczy i z błogim uśmiechem na ustach – wsłuchała się szum gałęzi. Jednak szybko zdała sobie sprawę, że nie jest to szum rozkołysanych drzew, tylko zachrypnięty gwizdek czajnika. Wolno podniosła się z miejsca, poczłapała do kuchni, wyłączyć wodę, którą nawet nie wie, po co wstawiła.

Wieczorem, było już dobrze po dwudziestej pierwszej – postanowiła jeszcze raz zadzwonić, może się uda i ktoś odbierze. O dziwo. Niemalże w tej samej chwili - odezwał się roztrzęsiony głos kobiety. Mówiła szybko i niezrozumiale. Karola niewiele zrozumiała z tej rozmowy, kobieta mówiła o dwóch albo trzech pokojach, że nie chce żadnej dopłaty, nawet jest zdolna pokryć wszelkie koszty przeprowadzki. Na sam koniec dodała, aby Karola jak najprędzej się z nią osobiście skontaktowała, wtedy dowie się więcej. Nadmieniła również, że sprawa zamiany jest niecierpiąca zwłoki. Karola bez zastanowienia zabrała adres, obiecując przyjechać już na następny dzień; chociaż była to niedziela.

Noc miała bezsenną. Kiedy tylko przymknęła powieki, by się zdrzemnąć – stawał jej przed oczyma ,,mały biały domek’’, jak w piosence. Gdy wreszcie zaczęło świtać, wygramoliła się spod kołdry, zrobiła parę przysiadów, kilka wdechów i wydechów, wymachując rękoma góra dół. W przelocie zjadła bułkę z dnia poprzedniego, zaparzyła kubek kawy i siorbiąc głośno - zaczęła się zastanawiać, w co by się ubrać. Zazwyczaj chodziła w spodniach, ale dzisiaj powinna zrobić dobre wrażenie. Nie miała za bardzo problemu, co założyć; ciuchów miała pełną szafę. Kiedy na zegarze dochodziła dziewiąta, już odpalała swój samochód. Nie było korków, więc na miejsce dojechała prędzej, niż się spodziewała. Otwarła drzwi samochodu, rozbieganym wzrokiem zerkała na wszystkie strony. Nagle spojrzała na wprost i własnym oczom nie mogła uwierzyć. Trzy domki przyklejone do siebie, robiły wrażenie jednojajowych trojaczków. Otworzyła szeroko usta, żeby wydać okrzyk zachwytu. Ale przez gardło nie chciało jej przejść ani jedno krótkie słówko. - To niemożliwe, by mogło być prawdziwe. To tylko sen – wyszeptała wreszcie. Pospiesznie zamknęła samochód i ruszyła w kierunku domków. Kiedy już była bardzo blisko, w jednym z domków przychyliły się drzwi i wyjrzała kobieta, która swym wyglądem przypominała anorektyczkę. Po chwili, jak na komendę – otworzyły się drzwi drugiego domku i w progu stanęła kobieta z pokaźną tuszą, ważyła niemniej niż sto dwadzieścia kilogramów.  

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy