Duch w krawacie

Autor: annakowalczak

- Wie pani, jakieś niedrogie. Jeszcze chciałam spytać, czy są tu chłopy, którzy lubią popić i za flaszkę, co nieco pomogą?

Sprzedawczyni głośno zachichotała, pokazując dwa ubytki zębów.

- Tak miła pani, takich spotkać można wszędzie, gdzie tylko się człowiek obróci. Na tyłach tego domu, pod kasztanem stoi ławeczka; tam siadają w czwórkę i piją z gwintu. Podobnie jak w telewizyjnym serialu ,, Ranczo’’. Kiedyś siadali tuż przed sklepem, ale policja ich przepędziła i wynieśli się, żeby nie pić na widoku. Co takiego, ma pani do zrobienia?

- Mam do poustawiania meble, z którymi w żaden sposób nie mogę sobie poradzić.

- Już wiem – pomachała dłonią. - To właśnie pani się zamieniła z Cecylią Bąbelek?  Karola przytaknęła oczami. - Muszę panią zmartwić, dzisiaj będzie trudno cokolwiek załatwić: nie ma Ryśka.

- Kim jest Rysiek?

- To ich szef, to on zarządza całą robotą.

- Kiedy będzie?

- Dzisiaj ma sprawę w sądzie o alimenty, jeżeli go nie przymkną, będzie jutro od samego rana. Jeśli sobie pani życzy, porozmawiam z nim.

- Jakby była pani uprzejma, zaraz podam adres – wyjąkała Karola.

- Nie trzeba, miła pani. Bąbelek, też korzystała z tego typu usług. Zresztą, jak wszyscy – dodała.

Na następny dzień od wczesnego rana, zjawił się Rysiek ze swoją brygadą. Kiedy Karola otwarła drzwi aż ją zapchało. W progu stał chłop, jak dąb, a tuż na nim trójka wystraszonych chłopysiów, którzy nerwowo ugniatali w swoich dłoniach czapeczki z daszkiem. Karola się ciepło uśmiechnęła, gestem dłoni zapraszając ich do wewnątrz. Chłopy, pakując się do mieszkania - powitali ją śmiechem od ucha do ucha i skłonili się niemal do samej ziemi. Po chwili, chłopacy uwijali się żwawo, po prostu robota paliła im się w ręku. Karola za nimi nie nadążała, oczy miała na około głowy. Trochę się denerwowała, żeby jej czegoś nie zwinęli. Zaś z drugiej strony rzecz biorąc, chwytało ją zdziwienie. Nie mogło jej się w głowie pomieścić, jak czwórka tak bardzo pracowitych ludzi, byczy się na ławeczce, popijając tanie paskudztwo. Nie minęła jeszcze godzina, a chłopacy delektowali się pełną aromatu kawą i zajadali świeże drożdżówki. Na odchodne, Karola wręczyła im po tanim winie, dodając każdemu po jednej puszce piwa. W końcu im się należało. Po wyjściu Ryśka i jego brygady, pozostało najgorsze; sterty porozwalanych ciuchów. Ale i z tym nie było specjalnego kłopotu, Karola zakasała rękawy i dość szybko się ze wszystkim uporała. Wieczorem, zadowolona, siedziała przed telewizorem i popijała lampkę swojej roboty wina, które ofiarowała jej Cecylia Bąbelek. Wino było z czerwonej porzeczki, ale tak cholernie słodkie aż mdliło.  Kiedy Karola udała się na spoczynek, było około północy. Była zmęczona, więc od razu zasnęła kamiennym snem. Wczesnym rankiem obudził ją jakiś głupkowaty śmiech. Najpierw nadstawiła uszu, skąd on dochodzi. Jednak, kiedy się dobre wsłuchała, nie miała wątpliwości, że od anorektyczki. Wyskoczyła z łóżka, przyłożyła szklankę do ściany i nadsłuchiwała w skupieniu. Po chwili stwierdziła, że anorektyczka ogląda komedię, która ją tak bardzo cieszy. – Jak mało niektórym ludziom, potrzeba do szczęścia – szepnęła Karola. Podeszła do drugiej ściany, by posłuchać, co słychać u grubej. Ale poza głośnym chrapaniem, niczego nie usłyszała.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy