DZIKIE ANIOŁY cz.2

Autor: serena1975

Łaziłem pomiędzy stoiskami, zupełnie bez celu i sensu, nie patrząc nawet na towary, gdy w pewnej chwili uchwyciłem kątem oka, sylwetkę młodej kobiety. Serce zabiło mi jak szalone i na moment zapomniałem jak się oddycha.
Weronika ! - krzyknąłem na całe gardło, ale z braku powietrza w płucach, zabrzmiało to jak szczeknięcie. Kobieta się nie obejrzała.
Przecisnąwszy się pomiędzy ludźmi podbiegłem do niej i chwyciłem za ramię. Obejrzała się ze strachem. To nie była Weronika. Patrzyła na mnie para zielonych przestraszonych oczu.
- Bardzo przepraszam, pomyliłem z kimś Panią. Ten kolor włosów... - wyjaśniłem zmieszany i odszedłem.
Czułem gorycz przemieszaną z bólem. Uświadomiłem sobie w tejże chwili, jak bardzo cały ten czas tęskniłem za przeszłością. Nie pomogło mi małżeństwo, narodziny córki ani zmiana miejsca zamieszkania. Cały czas w podświadomości tkwiła burza rudych włosów i kilka piegów na nieco zadartym nosie - moja Nika.
Nie chciałem się przyznać przed samym sobą, ale prawdą było, że czasem przez sen, wołałem imię „ Nika”. Żona sadziła ,że przywołuję we śnie psa – ja tęskniłem za kobietą. Póki mieszkaliśmy w Kutnie u rodziców Grażyny jakoś sobie radziłem z tym wszystkim. Miałem mały warsztat samochodowy, przyjaciół, potem urodziła się Pati. Cieszyłem się z dziecka, jednak miałem żal do Grażyny, że kategorycznie odmówiła nadania córce imienia Weronika.
„ - Co Ty masz za chorobliwa obsesję na punkcie tego imienia? Na córkę i psa chcesz wołać tak samo?” - powiedziała z wyrzutem, i miała chyba rację, choć na szczęście nie znała przyczyny tej mojej obsesji. Wiedziała, że jakieś kobiety były w moim burzliwym życiu, ale nigdy nie dopytywała się o szczegóły.
Ta kobieta w supermarkecie sprawiła, ze moja tęsknota na nowo się rozszalała jak uśpiony długo wulkan i zdecydowałem się nagle postawić wszystko na jedna kartę. Postanowiłem odszukać Weronikę.
Chwilę później jechałem do warsztatu, w którym kiedyś byłem zatrudniony. To tam urywał się ślad ukochanej kobiety. Wiedziałem, że wyjechała do Szczecina i trop zaginał. Przed pięcioma laty, mimo moich błagań, jej brat z którym wówczas pracowałem odmówił mi stanowczo podania jej adresu i udzielenia jakichkolwiek informacji, a ja nawet pojęcia nie miałem, dlaczego odeszła tak nagle. Jedyne wyjaśnienie jakie usłyszałem, to takie, że Nika nie chce mnie widzieć i prosi bym zniknął z jej życia raz na zawsze. Poczułem się wykorzystany i zdradzony. Od tamtej pory, od pięciu długich lat, miotałem się jak mucha schwytana w pajęczynę i czekająca na powolną śmierć, bo pająk nie nadchodził. Próbowałem wielokrotnie wyplątać się z tej sieci uczuć, ale na próżno.

Nacisnąłem na pedał gazu. Jeszcze dwie przecznice, jeszcze jedna, zjazd z niewielkiej górki. Z daleka widniał obskurny szyld, jeszcze bardziej obdrapany niż go zapamiętałem. Zatrzymałem wóz i siedziałem chwilę bez ruchu obserwując okolicę. Niewiele się tutaj zmieniło. Właściwie nie zmieniło się nic, tylko wszystko było o pięć lat starsze, poszarzałe i jakby przykurzone. Jedynie klon, stojący po drugiej stronie ulicy, dokładnie naprzeciwko bramy pochylił się nisko ku ziemi, w geście rezygnacji. Dostrzegłem, że przed furtkę wyszło dwóch mężczyzn w roboczych kombinezonach. Towarzyszył im brudny, kudłaty pies o skołtunionej sierści. Poznałem ich natychmiast. W wysokim brzuchatym wąsaczu, dopatrzyłem się Pawła. Drugi, chudy i lekko przygarbiony to był Marian. Nawet stary, kulejący teraz kundel, okazał się poczciwym warsztatowym Muńkiem. Poznał mnie kiedy tylko wysiadłem z samochodu i ruszył koślawym cwałem popiskując radośnie. Pierwszy dostrzegł mnie Paweł. Szybkim ruchem przetarł oczy, jakby chcąc upewnić się, że to nie przywidzenie po czym ryknął potężnym basem, wprost proporcjonalnym do swojego wyglądu.
- Wszelki duch! Toż to przecież Terman!
Marian ujrzawszy mnie rozciągnął usta w szerokim uśmiechu i wyszedł mi naprzeciw, rozkładając ramiona.
- Jak ciocię Kunegundę kocham, skąd się tu wziąłeś?
Przywitałem się z nimi serdecznie. Cieszyłem się ze spotkania.
- Wróciłem na stare śmieci jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłem chwilę by podskoczyć do was. Co słychać? Kadra w pełnym składzie?
- Zostaliśmy tylko my, no i Skrzydlewski. Ale nie ma go dzisiaj. Chodź, napijemy się kawy.
Miałem chęć zaprotestować i od razu zapytać o Rafała, ale nie wypadało mi. Weszliśmy do biura. Marian postawił czajnik na jednopalnikowej kuchence gazowej i usiadł przy stole. Paweł poczęstował nas papierosem. Zaciągnąłem się mocno, aż dym zadrapał mnie gdzieś w głębi płuc.
- A co z Sylwkiem i Heniem ?
- Heniek odszedł jakieś pół roku po tobie. Załatwił sobie robotę w agencji ochrony na Woli. Wpada tu od czasu do czasu. Z Sylwkiem nie mamy kontaktu. Wiemy tyle, że jego kobita otworzyła jakiś sklep i zaczepił się u niej. A co z Tobą? Wracasz do nas?
- Jestem kierownikiem w salonie samochodowym. Znajomy mnie wkręcił, ale nie bardzo się w tym odnajduję.
- No, to super. A jak twoja żona?
- Dziękuję, dobrze. Mamy trzyletnia córeczkę, Patrycję. - pokazałem im fotografię małej którą nosiłem w portfelu. - Poza tym niewiele się zmieniło, prócz metryki.- powiedziałem z przekąsem, a zaraz potem zapytałem od niechcenia.
- A ten chłopak co był na praktyce – Rafał, skończył?
- A jakże, nie tylko skończył, ale nadal tu pracuje. - roześmiał się Marian.
- Naprawdę? - poczułem, że pot wstępuje mi na czoło. - Gdzie on jest? Chętnie się z nim przywitam. - rozejrzałem się trochę nerwowo, biorąc jednocześnie od Pawła kubek z kawą.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy