"Dziwka c.d.V" ost.

Autor: Beatka1161

Tak więc dalej żyłam , a raczej istniałam bo trudno nazwać życiem wegetowanie pod drzewem… Nie miałam już nawet siły płakać. A może to już łzy nie chciały lecieć z moich oczu, bo ich zabrakło? Boże wiedz że mam Ci za złe, że wówczas nie powiedziałeś ’Chodź do Mnie’ przyszła bym, a co ja mówię przybiegła bym jak najszczęśliwsze dziecko… A Ty Boże, tak mnie tu Zostawiłeś, bez matki, a za nią dostałam tyrana ojca, który ponad wszystko nienawidził swoich dzieci, popchnąłeś mnie na drogę Moniki i cóż ja miałam zrobić, na tej drodze stał Daniel i ona już nie miała sensu…

Ale Boże jeżeli to sprawdzian dla mnie, taka próba to proszę już nie próbuj mnie więcej bo nie dam rady…

Miałam  tyle myśli leżąc pod tym drzewem, tyle wątpliwości, tyle pytań. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, że uciekłam od mojego rodzeństwa, może lepiej by było gdybym tam z nimi została, może tam była bym im bardziej potrzebna. Teraz leżąc tu wiele nie mogę im pomóc, teraz to ja naprawdę potrzebuję pomocy…

     Gdy zadawałam kolejne pytanie, na które nikt miał mi nie odpowiedzieć zauważyłam podbiegające psy, dwa owczarki, podbiegły, obwąchały mnie i głośno, zbyt głośno zaczęły szczekać. Patrzyły tak jakoś na mnie dziwnie. Myślałam, że rzucą się na mnie i wreszcie pogryzą, żebym w końcu umarła. Nic nie czuła, miały mnie jak na talerzu na pewno bym się nie broniła, a one nic, tylko szczekały, a zaraz potem gdzieś pobiegły. Po paru chwilach z psami pojawili się jacyś mężczyźni, wyglądali jakby polowali na zwierzynę. Ale tak sobie teraz myślę, że te psy pewnie by ,mnie pożarły, ale bardzo nie apetycznie wyglądałam, pewnie nawet nie jak mięso, więc bały się zaryzykować że może się otrują moja nogą taką brudna i poranioną, że ostatecznie sprowadziły tych mężczyzn -owczarki to jednak mądre psy. Tamci pochylili się nad mną i o cos pytali. Przygotowałam się na gwałt, wiedziałam że jest ich trzech, więc szybko nie pójdzie. Może umrę za ten czas- myślałam… Ale pewnie nawet dla nich byłam za mało atrakcyjna jako ten śmieć w lesie z łańcuchami jak niewolnik. Oswobodzili mnie, ale nie wiem czym, nie pamiętam czego użyli. Jeden rzucił swoja bluzę na trawę i położyli mnie na niej. Myślałam wówczas, że łatwiej im będzie jak będę leżała, a nie siedziała przywiązana. Zawsze to wygodniejsza pozycja na gwałt, a oni nie, nawet mnie nie dotykali za bardzo, znaczy bardziej niż musieli. Cały czas do mnie cos mówili, widziałam to po ich twarzach, ale nie słyszałam za dobrze, pamiętam tylko że rozmawiali miedzy sobą że nie ubiorą mnie w żadną koszulę, bo mam za wiele otwartych ran, że gdy będą krwawić to ubranie przyklei się i przy ściąganiu w szpitalu będzie to niepotrzebny ból. Owinęli mnie tą bluzą i biegli, do drogi. Tak przynajmniej mówili między sobą. Wówczas chyba zemdlałam, bo gdy znów otworzyłam oczy już nie czułam ramion mężczyzny który biegł ze mną. Zobaczyłam ludzi w czerwonych ubraniach. Oni tez coś mówili miedzy sobą, oni się mną zajmowali, popatrzyłam na nich a mężczyzna z kruczoczarnymi włosami zakręconymi w szopę loków na głowie mówił teraz już do mnie:

- Niech się Pani nie rusza, już wszystko dobrze, jedziemy do szpitala. Jest Pani bezpieczna nic się nie dzieje. Wszystko w porządku, będzie Pani z nami jeszcze chwilę…

Słyszałam co mówił, był mocno nachylony nad mną i bandażował jakąś część mojego ciała, inni zakładali mi coś na twarz, wacikami ocierali krew z ucha, patrzyli na mnie, potem na siebie, widziałam ich twarze. Oni porozumiewali się między sobą bez kontaktu ze mną, oni chyba naprawdę chcieli mi pomóc. Boże czy Ty zesłałeś mi dobrych ludzi, ludzi, którzy nawet nie cha wiedzieć jak mam na imię…

Ostatni raz popatrzyłam na siebie, przykryli nie czymś, nie patrzyli na moje nagie ciało. Nie odzierali mnie dodatkowo z czegoś co kiedyś było moją godnością. Oni byli inni, tak wówczas chciałam wierzyć. Chyba zasnęłam, ale nie wiem czy sama z siebie czy oni mi coś dali. Zasnęłam….

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy