Historia z życia wzięta

Autor: annakowalczak

Jak tylko pamięcią sięgnąć, wstaje z łóżka lewą nogą. Po prostu tak mam urządzoną sypialnię, że nie ma mowy, żebym wstała nogą prawą. Tak przynajmniej było do dzisiaj. Wczoraj w godzinach popołudniowych, odwiedziła mnie dalsza rodzina. Monika, jej mąż Tadeusz oraz sześcioletni Tadzio. Przyjechali znienacka, bez uprzedzenia. Przywitałam ich uśmiechem i odwzajemniłam cmokanie w policzki. Wieczorem odstąpiłam im swoje szerokie łoże, ja zaś przeniosłam się do drugiego pokoju. Kiedy układaliśmy się do snu, było już bobrze po północy. Nie spałam najlepiej, bo akurat była pełnia i księżyc świecił prosto w moją twarz. To był koszmar. Odetchnęłam dopiero, gdy spojrzałam na komórkę – była punktualnie szósta. Nie przeciągając się, zeskoczyłam z kanapy, która wcale się nie nadawała do komfortowego spania; oczywiście wstałam prawą nogą. Około ósmej siedziałam akurat przy kawie - zadzwoniła koleżanka. Nic konkretnego nie mówiła, trajkotała same brednie, jakby ktoś kręcił katarynką. Rozumiałam setne przez dziesiąte, co do mnie mówi i tylko jej przytakiwałam. Wreszcie nie wytrzymała i ryknęła w moje ucho: - Czemu nic nie mówisz? Czyżbyś lewą nogą z łóżka wstała? – Dokładnie tak było – przytaknęłam, chociaż dobrze wiedziałam, że była to noga prawa. – W takim razie, będziesz miała pecha - zarechotała z własnego dowcipu i się wyłączyła. Ja też odłożyłam słuchawkę i wzięłam się za sprzątanie korytarza. Kiedy jeździłam mopem wte i wewte, usłyszałam delikatny dzwonek. Bez namysłu otworzyłam na oścież drzwi. W progu stał młody chłopak ogolony na łyso i patrzył na mnie z szerokim uśmiechem na ustach.

 – Mam prezent. Pani Basia, przysyła pizze – odezwał się z wyszukaną grzecznością. (Barbara to moja siostra) – Chyba ją pokręciło, przecież dobrze wie, że nie przepadam za pizzą – mruknęłam pod nosem. Zabrałam od chłopaka pudło i postawiłam na stoliku. Nie upłynęło dziesięć  minut, usłyszałam głośne dobijanie do drzwi. Kiedy otwarłam w progu stał ten sam chłopak, ale nie był już taki miły; był raczej wkurzony.

 – Oddaj pizze i następnym razem nie przyznawaj się do nie swojego! – wykrzyczał na całe gardło. Widząc moją zdziwioną minę – dodał: - Nie udawaj greka, że nie wiesz, o co mi chodzi! Przecież wyraźnie powiedziałem: oddaj pizze, do cholery!  

Obróciłam się na pięcie, chwyciłam dość duże kwadratowe pudło; było takie cieplutkie i chociaż nie przepadam za pizzą, kuszący zapach który wydobywał się z wewnątrz – łaskotał moje podniebienie. Spojrzałam na chłopaka, stał oparty o framugę drzwi i mierzył mnie piorunującym wzrokiem. Tego było już za wiele. Ja się o pizzę nie prosiłam, żeby na mnie stroił fochy – pomyślałam.  

 – Zabieraj swoją pizzę i zjeżdżaj stąd, łysy palancie – ulżyłam sobie, wręczając mu pudło z pizzą. Nic nie odpowiedział, postukał się tylko palcem w czoło. Po niespełna godzinie, wszystko się wyjaśniło. W następnym domu na tym samym piętrze, mieszka moja imienniczka, a nasze nazwiska różnią się tylko jedną literą. Po prostu posłaniec, pomylił adres. Ja jednak twierdzę, że zawiniła prawa noga.                        

Anna K.

 

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy