Inna...

Autor: agatkafrezja

   

                     Wśród swoich koleżanek była taką zwykłą, szarą, nie wyróżniającą się niczym dziewczyną.Nie biegła równolegle z trendami mody, a wręcz przeciwnie, ceniła indywidualne spojrzenie na ubiór. Nosiła stroje wygodne. Jakieś koszulki i wiele na nią za duże, rozciągnięte swetry, szerokie spodnie, niejednokrotnie trochę zbyt krótkie, bo nie cierpiała deptać po nogawkach i wdeptywać w nie błota.

                    Przeważnie siadała na uboczu i zagłębiała się we własne myśli, patrząc tępo w tłumek ludzi rozprawiających o czymś niezmiernie dla nich ważnym; gestykulujących przy tym żywo. To nie był jej świat. Wolała ciszę i spokój; wolne piosenki z tekstem posiadającym jakikolwiek sens. Muzykę smutną i skłaniającą do przemyśleń raczej aniżeli do głupawych podskoków...

                  Taka właśnie była. Ktoś powie: "dziwadło", "odludek"...

A jej było z tym cholernie dobrze. Żyła gdzieś...Poza całym tym pędzącym na oślep tumultem ludzi. Poza słowami rzucanymi bezsensownie w kierunku kogoś, kto tylko udaje, że słucha, a tak naprawdę słyszy tylko to, co chce.

     Była głęboko, w samej sobie, schowana w bezpiecznym, znanym tylko sobie zakątku. Nikogo nigdy tam nie wpuściła i nic nie zapowiadało, by miało się to zmienić.

      Taka właśnie była...Coraz bardziej zamknięta w sobie, nie umiejąca znaleźć choćby najcieńszej nici porozumienia z kimkolwiek z "bliskich" jej ludzi.

Oni...Oni byli jacyś dziwni...

     Ciągle gdzieś biegli nie zwracając najmniejszej uwagi na wszystko, co działo się wokoło. Nie potrafili zatrzymać się ani na chwilę, by spojrzeć na  świat tak, jak patrzyła ona. Nie widzieli, że pory roku zmieniają się tak szybko. I gdyby nie to, że trzeba było wyciągać z dna szaf cieplejsze ubrania-pewnie wcale nie zauważyliby, że minęło lato i nastała piękna, kolorowa jesień, a potem mroźna zima dokuczająca tonami śnieżnego puchu, spadającego prawie każdego dnia wprost z nieba.

      Oni rzucali zdawkowe "witaj" na początku dnia i "pa" na odchodne. Bo tak trzeba. Nic więcej...

     Widziała ich...Każdego dnia tych samych. Ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do ust. Biegnących jeden za drugim gdzieś naprzód...

      Potrafiła stać godzinami w oknie i obserwować, dziwiąc się coraz bardziej...Temu co ją otaczało.

                 Każdego, kto mijał ją na ulicy witała uśmiechem. Znała ich przecież. Wszystkich. Oni nie wiedzieli jednak kim jest ona...

 

c.d.n

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy