Inna...(cz. IV)

Autor: agatkafrezja

  Adrianna wracała do rodzinnego domu z ciężkim sercem. Tam jak zawsze przywita ją matka z wyrzutem, że znów wraca zbyt późno. Jakby jej winą było, że lekcje ciągną się w nieskończoność. Nie była też winna tego, iż autobusy są zawsze prawie spóźnione. Ani też, że idąc z przystanku, obserwowała bacznie każdego dnia, czy w ogródkach sąsiadów rozkwitły już kolejne kwiaty. Była wiosna. Wszystko wracało do życia, zaczynało się zielenić i pachniało tą świeżością, jakiej nie było czuć w powietrzu od dobrych kilku miesięcy. Nie spieszyło się jej do domu. Nigdy...

Nie tęskniła za znajomymi kątami, bo były zimne i obce, pomimo to, że spędziła w nich całe swoje kilkunastoletnie życie. O wiele lepiej czuła się na łące, w lesie, czy chociażby podczas spaceru wśród okolicznych pól. Tam mogła myśleć jak chciała i być do końca sobą...Choć przez chwilę.

...

Matka już czekała wyglądając przez okno. Z kolejnymi pretensjami, zarzutami. Ada rzuciła plecak i pobiegła do pokoju, który dzieliła z młodszą siostrą i przebrawszy się, w mgnieniu oka znalazła się na podwórku, gdzie czekała już misa pełna wypranych ubrań, czekających na rozwieszenie. Dopiero kiedy wykonała zadanie, poszła do kuchni i usiadła do obiadu. Zupa była pyszna. Czerwony barszcz, który tak uwielbiała, zniknął w jednej chwili z talerza. Teraz przyszła kolej na odrobienie zadań domowych. Sporo tego było, ale uporała się bardzo szybko i pobiegła, by pomóc ojcu przy składaniu drewna w szopie. Popatrzył na nią oczami, które tak kochała. Był zmęczony. Zbyt spracowany jak na swoje lata. Wieloletnia mozolna praca w polu wyryła na jego czole dzisiątki zmarszczek, które z każdym rokiem stawały się coraz głębsze i głębsze. Widziała to, dlatego starała się pomóc mu w robocie ile tylko mogła. Wolała to od "babskiej" pracy w domu. Ojciec był surowy, ale potrafił też zauważyć kiedy działo się coś niedobrego w życiu Ady. Wyczuwał to, choć ona przecież nic nie mówiła o swoich kłopotach. Zadziwiało ją to, ale też było bardzo miłe. Kochała go całym sercem, choć czasem miała mu za złe, że jest srogi i gruboskórny dla drugiej córki. Ula była "skarbem matki". Ada wiedziała o tym aż nadto. Czasem zastanawiała się, dlaczego dzieci nie moga być na równi traktowane przez oboje rodziców, jednak nie znajdowała odpowiedzi. Tak po prostu było i już. Od zawsze tak było...

Kiedy nastał wieczór, Adrianna usiadła na ławce pod starą gruszą, która rosła tu od kiedy tylko sięgała pamięcią i przymknąwszy oczy odpłynęła myślami. Gdzieś tam... Gdzie nikt nie ma do nikogo pretensji o nic...

 

c.d.n.

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy