IRMA - rozdział 2

Autor: niia11

Zatrzymałam się przy okienku recepcji. Przed moimi oczami za szybka pojawiła się karteczka z napisem „Przerwa”. Ale ja nie chciałam czekać, zaczęłam walić w szybę, aż pulchna kobieta odsłoniła żaluzję i spojrzała na nas krzywym wzrokiem.

- Ślepa jesteś, nie widzisz co jest napisane? – odburknęła połykając kawałek ciastka.

- Powinna pani tu pracować, a nie obżerać się słodyczami by piękniej wyglądać. –odburknęłam jej, w momencie gdy Oliwer odepchnął mnie bym nie rozpoczynała niepotrzebnej wymiany zdań.

Odeszłam kilka kroków po czym zatrzymałam się i zaczęłam gryźć wargi.

- O co chodzi?- spytała z politowaniem pielęgniarka.

- Szukamy Maximiliana Kosowskiego, podobno miał wypadek.

Kobieta wpisała do komputera podane dane i zaczęła w nim szperać.

- Jest w sali 143, na trzecim piętrze. – po czym wstała i opuściła żaluzję.

Chwilę później byliśmy już pod danymi drzwiami, a po chwili Oliwer je otworzył. Był tam, leżał zupełnie jakby spał zmęczony po pracowitym dniu, lecz z opatrunkiem na głowie, blada skórą i zadrapaniami wydawał się inny, bardziej nieobecny niż zazwyczaj.

Usiadłam na krześle przy jego łóżku i złapałam go za dłoń. Nie obudził się ani nie poruszył. Poczułam jakby żal do niego, że nie przestraszył mnie jak zwykle, a ja jak głupia zawsze musiałam się przestraszyć. Nie wiem ile to trwało, aż brat potrząsnął mnie i przestałam się patrzeć na śpiącego chłopaka. Spojrzałam na niego a on podał mi jego kartę.

Przed przyjazdem tutaj wyobrażałam sobie najgorsze, że mógł już nie żyć, że nie będzie mnie pamiętał po przebudzeniu i będę musiała stać się dla niego nikim, albo będzie połamany w różnych miejscach i będzie potrzebował dużo czasu by dojść do siebie ale nie sądziłam, że w najbliższym czasie nie będę mogła z nim porozmawiać czy pójść jak co tydzień do jednego z pijackich klubów. Wiadomość o wstrząsie  mózgu i śpiączce nie spowodowały uśmiechu na mojej buzi.

- Proszę wyjść. – w drzwiach pojawiła się pielęgniarka o zadartym nosie, zielonych oczach i czarnych krótkich włosach – Czas na odwiedziny dopiero po godzinie dziesiątej, więc zapraszam do kawiarni.

Przynajmniej ta była milsza niż poprzednia. Nie chciałam się użerać czułam się jakby ktoś mnie przeżuł, a później wypluł i zdeptał, zostawiając samą by wszystko co mnie napotka po prostu spłynęło. Nie chciałam skrywać swoich emocji, ludzie nie powinni tłumić w sobie bólu by nie wybuchnąć w niewłaściwym momencie. Płacz jest rzeczą normalną, ale u mnie niecodzienną.

 

 

Jedyne co pamiętam, to jak Oliwer prowadzi mnie do kawiarni, zamawia dwie gorzkie herbaty i siada tuż przy mnie na starej zielonej kanapie, a chwilę później twarz mojej matki kilka centymetrów od mojej.

- Co ty wyprawiasz?- burknęłam do niej.

- Kochanie tak mi przykro. Laura była niedawno u nas w domu i pytała się o ciebie, opowiedziała mi co się stało. Jak się czujesz?  – wsadziła moją twarz w swoje dłonie.

- Zostaw mnie – wstałam z kanapy i odeszłam od niej na kilka kroków, a łzy znowu napłynęły mi do oczu – Tak nagle sobie o mnie przypomniałaś. Gdy jest dobrze trzymasz się jak najdalej ale jak coś złego przytrafi się z moim cholernym życiu to przybiegasz do mnie i udajesz kochającą matkę której od dawna już nie ma.

Wiedziałam, że zabolały ją moje słowa nigdy nie powiedziałam jej czegoś takiego. Ale to cała prawda od czasu gdy do domu sprowadził się Jerzy stała się inna kobietą.

- Jeśli tego chcesz – nie patrząc na już na mnie wyszła z pomieszczenia.

- Nie musiałaś tego jej mówić, lepiej było jak odzywała się do nas raz na kilka dni niż by teraz w ogóle nas olała.

Wzruszyłam tylko ramionami i spojrzałam na zegarek, była dwunasta. Mogłam już od dwóch godziny być z nim ale widać Oliwerowi nie kwapiło się by mnie obudzić. Posłałam mu tylko znaczące spojrzenie i pobiegłam ponownie do sali 143.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy