Jak to Kain i Abel potłukli się, a ja patrzyłam.

Autor: echopark

 

Co on na to powie?

Jeśli się kiedykolwiek dowie. A to zależy od sytuacji. Rozstawienia gwiazd w konstelacji. Zaraz. O konstelację się rozchodzi. To ona zbrodni dowodzi. Lecz co w tym przypadku zbrodnią nazwać dokładnie? Nim rozszyfruję, prędzej zgaga mnie dopadnie. Nie no.Nie bądźmy tacy przewrażliwieni, musimy być pozytywnie nastawieni.

Kocham jednego.

Nikt nic nie powie, to się nie dowie. Ha! To tylko ja i mój chory świat. Ile wart? Ilu wart. Jednego. Aktualnego. Nie tego ubzduranego - przypałętanego i w dodatku także zajętego. I wciąż ta konstelacja. Jak w Las Vegas kolacja. Milion wrzodów, miliard komarów. Bóg w tym dniu zesłał mi cały ogrom darów. Straszne. Okropne. Tragiczne. Magiczne!

Przeklęta.

Pozornie tym przejęta. Przez pryzmat czasu stereotypem zastraszona, a to tylko wola. Wola nieprzymuszona. Właśnie. Niczym nie pchana zdradziła, a zakochana. Nie - fizycznie, lecz psychicznie. To też zdrada. Tępić gada! Co on na to? Zawał, jak nic - żaden kawał.

Ach ta konstelacja...

Gracja. Na stojąco owacja. Tęskniła za tym, tamtym - spontanicznym. Niezależnym. Sercowo - rozbieżnym. Szalonym, wytrwałym, czasem i nieśmiałym. Ratujcie, Boże, Matko! Dorosła nastolatko, kpisz sobie z ważnej sprawy. Co? Wyszłaś z wprawy? Zachciało ci się życia?W pancerzu, wolną bycia? Za mało w niebo patrzysz, patrzyłaś. Konstelacja - takich uniesień nie doświadczyłaś.

Kto powiedział, że gwiazdy są romantyczne, a to kicz?

Jasne, że ja. A niby kto? Słoń trąbalski w zoo. Oczywiście, zajebiście, znowu to samo, myliłaś się damo. Uwiódł ją starszy, zna życie, cierpienie, obowiązki i wyzwolenie. Zabrał w noc konstelacji szczytu, przysporzył tym niemałego dobrobytu, o mało nie szczytował sam, a ja? Ja siebie znam. Pociąg wciąż mam. Lecz opuszcza już stację - to konduktor ma władzę, a ja sobie z tym radzę.

Wykoleił się pociąg.

Zrobił 400 kilometrów i padł, sam siebie zjadł. Ktoś nie dorzucił węgla, naoliwił nie tą śrubkę. Przeszłam obróbkę. Zmiany - wielomiany. Miało być potęgą, a nie pitagorasem. Dzisiaj jestem dwójką, a wtedy byłam asem. Rutyna - gilotyna oplata świat, jak sempertyna. Nie mam pytań, znowu to samo - kończy się amo.

Emo. Ludzie! Tylko nie Emo!

Przesadzam, jak zwykle. Zwyczajna noc pod konstelacją. Nieboskłonem - milionów lat bogatym plonem. Nad głowami - nieczystymi (wtedy). Krtań zaduszona słowami - niewypowiedzianymi, zarumienionymi...

...zakazanymi.

Przecież go kocham. Nie tego - tamtego. Tego aktualnego. Ćmik za ćmikiem. Palisz? Jasne, czemu nie. Dzisiaj? Nie powstrzymam się. Muszę schować ten rumieniec, świeci jak nagrobny wieniec - dym go zatrze. W oczy ci patrzę. Pragnę cię teraz. Myślałam o tym nieraz, a tu patrz - konstelacja, doborowa sytuacja. Zapomnij. On kocha siostrę, ona kocha brata - poniosłaby ich chwila i

piekielna rewiata

powstałaby, jak dziecko z gwałtu - niechciane, na siłę zapomniane. Chwila. Sekunda w przód, sekunda w tył. Chwila. Celibat się zmył, została plama. Kochamy się dalej. Kolejna z prób - wytrwalej.


 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy