KOBIETA W LUSTRZE epizod 4

Autor: JOANNA54

- Weź jakąś kartkę i pisz.

 Otwieram drzwiczki szafek, przebiegam wzrokiem po zapasach. Nic. Wszystko puste, jedynie jakieś marne resztki w pogniecionych torbach.

 - Jak ty żyjesz? Tutaj nic nie ma.

 - Mówię przecież, że jem na Fredry.

 Jest spięty, no tak,  przyjechała mama i już się zaczyna. Czytam w jego oczach.

 - Dziecko, ale tak nie można, w lodówce też tylko światło. Dobra, idziemy na zakupy, ja nie będę jadła na Fredry.

 Wczesna wiosna już pachnie,  słońce zagląda przez okno zalotnie.

 - Pójdziemy przez lasek , ok?

 - Wiedziałem - uśmiecha się, jeśli ktoś bardziej lubi włóczyć się po lasach ode mnie, to właśnie on.

 Dopiero teraz czuję jak bardzo brakowało mi zapachu wilgotnego poszycia. Widoku ścieżki przeciągniętej pomiędzy drzewami jak wstążka.

 - Za ciepło to nie jest, daj rękę, zimna jak lód.

 Wkłada ją razem ze swoją do kieszeni. Role się odmieniły, kiedyś to ja sprawdzałam czy nie marznie.

Idzie rozkołysanym męskim krokiem, a ja muszę zadzierać głowę, żeby na niego popatrzeć.

 - O! zobacz, pod tym drzewem całowałam się pierwszy raz w życiu.

 - Wiem, z Jurkiem, sąsiadka was widziała, a potem miałaś szlaban.

 - Skąd wiesz? Tego ci nie opowiadałam...

 - Ale babcia...

  Zrobiło się wesoło. Opowiadając  sobie przygody jakie zdarzyły się w tym lasku, ja swoje, on swoje, doszliśmy do marketu.

 Kiedyś go nie było.

 Wózek załadowany do granic wytrzymałości, my też mamy dosyć.

 - Tu jest mały barek, choć odpoczniemy.

 Nie czekając na odpowiedź  prowadzi mnie do stolika. Przy bufecie czeka na kawę z komórką przy uchu. Co za świat,  chwili prywatności nie ma.

 Jest i kawa i ciacho, tylko Mat jakiś rozkojarzony.

 - To ja zaraz przyjdę - i znika za szklanym parawanem.

 Ja też muszę wysłać parę wiadomości, że dojechałam już wiedzą, ale co i jak i w ogóle...

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy