Konglomerat cz.1

Autor: jazzu

- Stary czujesz to, co ja?
- Jeżeli chodzi ci o ten smród, to tak. Tylko gdzie tak wali?
- Wydaję mi się, że stamtąd. – Marek wskazał palcem na wnękę na klatce schodowej.
- Chodź, sprawdzimy, co to! – ponaglił go Marcin.
Oboje poszli do miejsca, z którego czuć było opary jakiegoś nieznanego im środka..
Gdy przekroczyli futrynę drzwi, zobaczyli, że leży tam jakaś osoba. Wyglądała znajomo, lecz głowę miała ukrytą w kapturze i znajdowała się w pozycji bocznej. Wydawało się im, że zemdlała i postanowili jej pomóc. Gdy podeszli bliżej i odsłonili jej twarz, wpadli w panikę.
- Przecież to Damian! Wiesz, ten od Klaudii, jej brat. Zobaczę, co mu jest! – mówiąc to, przyłożył mu palce do szyi, na wysokości aorty, by sprawdzić puls.
- I co? Czujesz coś?
- Właśnie nie! Stary, ty zobacz, może w złym miejscu przyciskam?!
Marek wziął rękę Damiana i przycisnął palce w dołku, z prawej strony pod nadgarstkiem.
- Ej, ja nic nie czuję, dzwoń po karetkę!
- Dobra, ale pod 112 czy 999?
- Jeden chuj, dzwoń!
Podczas wybierania numeru ręka Marcina trzęsła się niezmiernie, podobnie jak jego głos, gdy rozmawiał z dyspozytorem.
- Halo! Potrzebuję natychmiastowej pomocy, nie wyczuwam pulsu u kolegi!
- Rozumiem, ale kto mówi i co się dzieje, gdzie mamy wysłać pogotowie?
- Eee... Marcin Zabrzyk. Yyy…w sumie nie wiem, co mu się stało, gdy przyszliśmy już tak leżał! Jesteśmy na ulicy Zeylanda 3, wnęka na klatce schodowej na drugim piętrze! Pospieszcie się!
- Ok., przyjąłem, czy osoba ta daje znaki życia?
- Już mówiłem, że nie wyczuwam pulsu!
- Skoro tak, to postarajcie się przystąpić do reanimacji, a ja wysyłam do was karetkę.
Po chwili Marek położył Damiana na plecach i rozpoczął masaż serca. Marcin w tym czasie rozejrzał się po pomieszczeniu, tam gdzie leżał Damian, znajdowała się duża plastikowa torba. Starając się niczego nie przewrócić, podszedł do niej i rozchylił jej ścianki. Od razu uderzył go zapach kleju wydostający się z torby.
- Maras! On chyba się zaćpał!
- Nie pierdol, przecież on nic nie bierze!

Po około 20 minutach reanimacji pojawili się sanitariusze i sami przystąpili do akcji ratowniczej. Pierwszy z nich zapytał Marka:
- Czy ta osoba długo była reanimowana?
- Tak, łącznie około 30 minnut.
- Czy jest na coś uczulona?
- Nie wiemy, znamy go słabo, głównie z widzenia.
- Ok., Mateusz – główny ratownik zwrócił się do swojego kolegi. – podaj mi adrenalinę!
Dostawszy strzykawkę, odsłonił klatkę piersiową Damiana i zamaszystym ruchem wbił igłę prosto w serce, spuszczając do końca jej zawartość.
- Co pan robi?! – krzyknął zaniepokojony Marcin.
- Spokojnie, to adrenalina, jeżeli ona mu nie pomoże, to już koniec…
- Jak to koniec?! – wrzasnęli oboje.
- Koniec, gdyż po 10 minutach niedotlenienia w mózgu zaczynają dziać się nieodwracalne zmiany. A ta osoba nie oddycha już od ponad 30 minut – wyjaśnił sytuację drugi z sanitariuszy.
Po wykonaniu zastrzyku, masaż serca trwał jeszcze 15 minut, lecz na nic się zdały wysiłki – Damian zmarł.. Jeden z ratowników zwrócił się do Marcina:
- Wiesz kim on był i gdzie mieszkał?
- Tak, mieszka dwie ulice stąd, na Słowackiego. Nazywa się Damian Puszczyk.
- Podejrzewacie, co tu mogło się wydarzyć?
- Możliwe, że wciągał klej – oznajmił Marek. – Marcin widział gdzieś torbę z klejem.
- Panie Marcinie, może pan mi pokazać to miejsce?
- O, tam! – wskazał owy kąt, w którym znalazł torbę.
Cała czwórka podeszła do miejsca, skąd było czuć nieprzyjemną woń. Ratownik zajrzał do torby i potwierdził przypuszczenia Marcina. W torbie znajdowała się maź, koloru szaro-grafitowego, n

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy