Konwersacje nad kotletem.

Autor: isabel

Stałam nad kuchenką gapiąc się na patelnie ze skwierczącymi kotletami.
Byłam zmęczona po pracy, ale trzeba przecież zrobić obiad.
Ja tam jeść nie muszę, cóż są osoby ,
dla których dzień bez ociekającego tłuszczem kawałka mięsa jest dniem straconym.
- Długo jeszcze? Jestem głodny.
Zapytał wchodząc do kuchni, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie, jeszcze chwilę.
Odpowiedziałam całkiem miłym tonem, biorąc pod uwagę mój paskudny nastrój.
- A dobrze doprawiłaś?
- Raczej tak.
Bąknęłam chwytając widelec i przewróciłam kotlety na drugą stronę.
- żeby tylko nie były za mało słone.
- Sól jest niezdrowa.
Syknęłam przez zaciśnięte zęby. Jego uwagi zaczęły mnie już denerwować.
Jak coś mu nie pasuje to niech sam sobie gotuje- Pomyślałam.
- A te frytki? Długo jeszcze?
Sapnął, zaglądając w okienko piekarnika.
- Jeszcze pięć minut.
Zerknęłam na timer dając do zrozumienia, że mam wszystko pod kontrolą.
- A dlaczego ty włączyłaś termoobieg?
- Wtedy zużywa się więcej prądu, a to ja tu płacę rachunki.
Warknął na mnie wielce oburzony.
- Tego nie wiem, ale chciałeś mieć obiad szybciej,a z termoobiegiem frytki szybciej się pieką.
Odpowiedziałam z ironicznym uśmiechem na twarzy.
Wtedy ruszył na mnie jak lawina.Wyłączyłam się, przestałam go słuchać.
Widziałam tylko jak macha rękoma i robi się czerwony z wściekłości.Słowa do mnie nie docierały.
Tak , on płaci rachunki, ale ja też pracuję i zarabiam na swoje i córki przyjemności.
Nie biorę od niego na to ani grosza. On preferuje rzeczy "praktyczne".
Ja gotuję, piorę, sprzątam, prasuję, a i tak wiecznie słyszę, że nic nie robię.Mam tego dość.
Wyszłam z kuchni. Kotlety się przypaliły.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy