Krótka bajka [z cyklu: "Nowa bajka"]

Autor: tor
Przebudził się lekko i delikatnie. Jego oczy wciąż spowite były całunem snu poprzedniej, zarwanej nocy. Wszystko wokół wydawało się być miękkie i nieuchwytne. Chwile mijały leniwie, nie zyskując swojego zwykłego znaczenia, jasne światło przebijało przez firany w oknach, rozlewając po całym pokoju poświatę niecodzienności i bajkowej ułudy. Sen graniczył z rzeczywistością, niechętnie ustępując jej miejsca. Zostawiał po sobie wspomnienie marzeń i mistycznego świata nocy spowitego kożuchem mgiełki leniwego odpoczynku. Cały pokój był senny, wszystko w nim zdawało dopiero budzić się do życia. Tylko ona ruszała się inaczej, jak ktoś kto w ogóle nie położył się spać i wcale nie wstał przed chwilą. Nieuchwytna, ulotna, chodziła tak, jak by podłoga sama podchodziła jej pod stopy, a przedmioty chwytała tak, jak by same wzlatywały wprost w jej ręce. Jej zapach roznosił się po całym pokoju – zapach świeżości wiosny. Wciąż była nie ubrana i jej długie, nie przykryte jeszcze niczym nogi tańczyły wokół łóżka, cały czas będąc w nieustannym ruchu. Błyszczały delikatną poświatą brązu, tak cudownie okrągłe i smukłe za razem, tak idealne jak sam Absolut. Nogi o bosych stopach tak pięknych, że same w sobie były już obiektem piękna, czczonym już tyle razy wcześniej. I jej dłonie o palcach subtelnych jak sam brzask, dotykające przedmiotów, budziły uczucie palące i pożerające świadomość, gorętsze niż cokolwiek innego na ziemi. Jej smukłe, giętkie ciało wirowało między meblami. Ciało jak wyrzeźbione, pomalowane i pokryte delikatną, nieziemsko gładką skórą poruszało drobiny powietrza, tworząc wokół powiew niesamowitego pożądania. Nic nie robiła i robiła wszystko zarazem. Nic cudownego a tyle mistycznego, prostymi ruchami, ale z delikatnością niespotykaną u nikogo innego. Zaczęła się ubierać; włożywszy bluzkę na nagie ciało, a na biodra jeansy; wzięła zwykły brudny plecak. Rzeczywistość powoli zajmowała miejsce snu, robiła to brutalnie, wraz z każdym głośniejszym dźwiękiem, każdym coraz bardziej rażącym promieniem słońca i z każdą coraz szybciej mijającą chwilą. Ale sen nie ustępował łatwo - świat wciąż wydawał się innym niż był. - Jezu, jak ja cię kocham - powiedział już całkiem otwierając oczy i odwracając się na brzuch w jej stronę. Patrzył teraz jak na bose stopy wkłada sandały, a na plecy zarzuca brezentowy worek. - Idę. I wtedy, gdy trzask zamykanych drzwi całkiem już wybrzmiał swą bezlitosną wolę, zaległa cisza tak głęboko, że brzęczała w uszach nieznośnie głośno. Mgła snu odpłynęła i jedyne co po chwili było słyszalne to coraz bardziej naglące, tępe tykanie sekundnika zegarka. To co było widzialne, to tylko nieogarnięty bałagan wokół. Wstał, otulił się kołdrą i podszedł do okna.
1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy