Krwawe Serce. Rozdział III...

Autor: glaadys

     Piątek. Upragniony dzień wszystkich nastolatków. Tylko parę godzin w szkole i w końcu wolne. Gdy zacznie się ściemniać grupy znajomych spotkają się i ruszą na podbój świata. Imprezy, alkohol, narkotyki, seks to życie nastolatków z szkoły Mussiers. Ludzie i wampiry połączą się by świętować ten piękny dzień. Najpopularniejsi nadadzą życiu nowy rytm. Wszyscy spotkają się w klubie Angels. Bez żadnego wyjątku. To tam mogą zapomnieć o wszystkich problemach i dołączyć do plątaniny spoconych ciał.

     Wczorajszy dzień był dla Rena prawdziwym koszmarem. Nie dość, że pokłócił się z Mimi, to jeszcze problemy z ojcem. Kiedy wszedł do domu i zobaczył jak Emil znęca się nad rodziną, nie wytrzymał. Próbował go powstrzymać, ale to nic nie dało. Tylko dorobił się pary siniaków, które powoli znikały w związku z jego krwią. Krew wampira zawierała pewne antygeny, które pozwalały ciału szybko się zregenerować. Do wieczora nie zostanie nawet ślad po tym incydencie. Gorzej z jego matką. Ojciec ukarał ją za wybuch Rena. Kiedy się ocknął zobaczył swoją siostrę, która pomagała jej wstać. Eva miała głębokie rany na plecach i ramionach. Zwijała się z bólu pod ścianą. Tego było za wiele. Obiecał matce, że Emil już nigdy jej nie skrzywdzi. Powiedział, że zabierze ją z tego piekła, ale ona tylko się rozpłakała. Prosiła go, wręcz błagała by dał sobie spokój. Bała się, że to tylko pogorszy sprawę i Emil ich pozabija. Poza tym nie mieli gdzie się schować, ponieważ nikt nie chciał narażać się na gniew jej męża. Ren myślał o tym cały dzień, ale co mógł zrobić, jeżeli jego matka zagroziła mu, że popełni samobójstwo, gdy wymyśli jeszcze raz coś takiego. Miał popsuty humor przez cały dzień, ale w końcu będzie mógł odpocząć, jeżeli pójdzie do klubu. Tam na pewno się odpręży.

                                                      *******************

-Jesteś gotowa?- Zapytał ją Tegan. Potwierdziła mu skinieniem głowy.- Pamiętaj! Wróg nigdy nie będzie czekał na twój pierwszy ruch. Rzuci się na ciebie i będzie próbował zabić, a ty musisz parować jego ciosy. Zrozumiałaś?

-Oczywiście szefie!- Katherine posłała mu swój najpiękniejszy uśmiech i zaatakowała. Próbował uderzyć go w klatkę piersiową, ale Tegan złapał jej nadgarstek i przewrócił na ziemię. Była uwięziona. Leżało na niej 90kg samych mięśni. Wiedziała, że jeżeli nic nie zrobi to on ją pokona. Próbowała się obrócić, ale jej mentor przewidział ten ruch. Przyciągnął ją do siebie i wykręcił ręce. Spojrzała w twarz tego przystojnego 700-latka. To właśnie on znalazł ją, w tamten okropny dzień, kiedy straciła swoich bliskich. Była załamana. Płakała i ściskała w ramionach ciało swojej matki. Do tej pory pamięta tamten ból. Nie słyszała nic. Była pogrążona w rozpaczy i właśnie wtedy pojawił się Tegan. Ukląkł przy niej i zabrał z jej ramion ciało rodzicielki. Nie kontaktowała wtedy w ogóle. Czuła się tak rozbita i płakała w jego ramionach. Nie obchodziło ją, że go nie zna. Czuła, że może mu zaufać. Potem zasnęła i obudziła się w białej pościeli w nieznajomym pokoju. Zobaczyła, że jest podłączona do kroplówki i ma obandażowaną rękę. Powinna czuć strach, ale nie była do tego zdolna. Myślała o życiu, które straciła i wtedy pojawił się Tegan. Wysoki, umięśniony mężczyzna o stalowym spojrzeniu. Miał na sobie czarny strój bojowy i pełno broni. Pamiętała jak wtedy jego topazowe oczy ją przeraziły, ale nic jej nie zrobił. Zdjął pas z bronią i położył go na metalowym stoliku.

-Jak się czujesz?- Zapytał, odgarniając z twarzy pukle blond włosów.- Znaleźliśmy Cię w opłakanym stanie. Nie bój się. Jesteś już bezpieczna. Nic ci nie grozi.- zapewniał. Powoli zbliżył się do mojego łóżka i usiadł na brzegu. Katherine spojrzała w jego twarz i poczuła, że może mu wszystko powiedzieć i tak zrobiła. Opowiedziała mu o tragedii, która ją spotkała, a on tylko słuchał. Czuła się przy nim bezpiecznie. Powierzyła mu wtedy swoje życie, a teraz musiała wygrać. Od niedawna nauczyła się używać swojej mocy. Była telepatką. Oczyściła swój umysł i wyobraziła sobie, że uderza w Tegana całą swoją mocą. Na początku nic się nie stało, ale po chwili jego twarz przybrała bolesny grymas. Zsunął się z niej i złapał za głowę. Wykorzystała to i złapała jego broń. Powoli zbliżyła się i odwróciła go na plecy. Przyłożyła broń do jego krtani i uśmiechnęła się złośliwie.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy