KSIĄŻKA

Autor: catarina78
- Widzisz, jednak na moje będzie: Niobe. - Niobe? – zapytała niepewnie. - Nike na pewno nie – odparł z przekonaniem. - Chcesz wziąć koło ratunkowe? – Z telewizora popłynął profesjonalnie modulowany troskliwy głos prezentera. - Tak. Chyba wezmę... Może telefon do przyjaciela? - Jesteś tego pewien? Że akurat to koło jest ci teraz najbardziej potrzebne? Może jednak zapytasz publiczności albo poprosisz komputer o wykluczenie... - No, nie wiem... - Przecież mówię, że Nike! – zdenerwował się ten przed telewizorem. Jego ręka bezwiednie wyruszyła na poszukiwania pilota. – Zaraz dadzą reklamę i tyle z tego będzie, a na Drugim powinien być teraz jakiś film... - Jaki? – zapytała od niechcenia, żeby widział, że się interesuje. I tak wiedziała, że nie będzie oglądać. Nigdy niczego nie ogląda, choć pół dnia siedzi z nim przed telewizorem. Właśnie czytała porywający romans, którego bohater urządzał apartament swojej ukochanej orchideami przywiezionymi specjalnie z Tajlandii. Była ciekawa, jak ona na to zareaguje, i czy wreszcie pójdą razem do łóżka, bo jak dotąd udawało jej się ignorować jego roznamiętnione ogniem pożądania spojrzenia, którymi oplatał lubieżnie jej filigranowe ciało pięknej blondynki. Gdyby tak ją choć raz ktoś tak omiatał pożądliwym wzrokiem... Mąż tymczasem zdążył już zmienić kanał: - A! James Bond! Chyba wykupili wszystkie części, nawet te, których jeszcze nie nakręcili – powiedział, wzdychając ciężko. - Przecież już to oglądałeś. – Żona zerknęła znad książki na ekran telewizora. - To nie znaczy, że nie mogę sobie obejrzeć. Czy mnie już w tym domu nic nie wolno? - Przecież nic nie powiedziałam – rzekła i natychmiast pożałowała swoich słów. „Zaraz się zacznie”, pomyślała, spoglądając tęsknie na książkę, będzie musiała wysłuchać jego pretensji, wybrać coś dla siebie z bogatej oferty telewizyjnej, popatrzeć dziesięć minut i dać się przekonać, że na innym programie jest przecież coś lepszego. - Nic sobie człowiek nie może obejrzeć. Za każdym razem ty dyktujesz warunki. Haruję po całych dniach, to chciałbym w spokoju sobie obejrzeć coś ciekawego, oderwać się trochę... - Przecież jesteś na urlopie... Zresztą, oglądaj co chcesz – powiedziała ugodowym tonem i na znak tego wróciła szybko do książki. - Dzięki za łaskę! – warknął, ale pilota nie wypuścił z ręki. Przeciwnie, zaczął dokonywać czynności, którą teoretycy nowych mediów nazywają zappingiem. Po czterdziestu przejrzanych kanałach, uspokoił wreszcie nerwy. Poczuł się znacznie lepiej. Znowu to on ma władzę w tym domu. Zatrzymał się na portugalskich wiadomościach, bo właśnie pokazywali jakiś wybuch czy może zamach... - O, u nas tego nie pokazali – zauważył tryumfalnie. – Dobrze, że człowiek ma kablówkę. Przynajmniej wie, co się na świecie dzieje... - Mhhhm... – zamruczała cichutko jego żona z sąsiedniego fotela. Dźwięk ten wydał mu się co najmniej niepokojący. Tak mruczą rozebrane blondynki na filmach o północy. Spojrzał na nią podejrzliwie. Żona poprawiła się wygodniej w fotelu, a jej ręka machinalnie przylgnęła do piersi i zaczęła ją delikatnie pieścić. Westchnęła. Miranda weszła właśnie do swojego mieszkania. Już na progu uderzył ją egzotyczny, porywający zapach jej ulubionych kwiatów. Nigdy jeszcze nie widziała ich w takiej ilości... Całe łóżko Mirandy zasłane było kwiatami. Ale to jeszcze nie koniec. Pod grubą warstwą pachnących płatków coś się poruszyło. To on! Zupełnie nagi Roberto, szczelnie okryty kwiatami, uśmiechał się do niej niewinnie, jakby to była najnormalniejsza sytuacja na świecie, że leży tu, w jej łóżku zupełnie nagi. - Pomyślałem, że chciałabyś mnie powąchać – powiedział poważnym tonem, jakby chodziło o flakonik perfum, a nie jego nagie, muskularne, opalone ciało, które ukazywało się jej oczom stopniowo, w miarę jak zrzucał z siebie poszczególne kwiaty. Miranda zamarła z wrażenia. Nie spodziewała się czegoś tak prowokującego, al

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy