Kwiatek Antoni chce tańczyć!

Autor: maszenka

Kwiatek Antoni chce tańczyć!

 

Kwiatek Antoni nie mógł zrozumieć, dlaczego słońce nie świeci zawsze. Właściwie odkąd się urodził, spotykały go same przykrości. Ledwo otworzył ślepka, a tu… pach! wielka kropla czegoś obrzydliwie mokrego spadła mu na głowę. Nawet nie miał siły się otrząsnąć. Był jeszcze zupełnie mały i wiotki, kiedy, nie pytając wcale o zdanie, postanowiono podeprzeć go tyczką. Teraz musiał już zawsze trzymać się prosto. Kiedy chciał pokiwać się w lewo, to zaraz łamało go w łodydze i chcąc nie chcąc wracał do pionu. W prawo, w przód, w tył – to samo. Tylko kiedy czasem zabłysło słońce, mógł piąć się pomału w górę. Dlatego tak bardzo tęsknił za ciepłymi promieniami.

 

Pewnego dnia, kiedy tak stał smutny i wyprostowany, tyczka przemówiła tubalnym głosem:

- Kwiatku Antoni, kwiatku Antoni… - Antoni poruszył się niepewnie i spróbował obejrzeć za siebie. Jednak gdy tylko lekko odwrócił głowę, poczuł trzeszczenie w szyi. Zrezygnowany spojrzał przed siebie na ciągle ten sam ogród, gdzie jabłonie rozrastały się bujnie jak baobaby.

- Czego chcesz? – zapytał trochę niegrzecznie, bo nie potrafił pogodzić się z obecnością tyczki za plecami.

- Spójrz na mnie! – poprosiła tyczka.

- Myślisz, że to takie proste?! Przecież stoisz za mną jak.. jak ta tyczka i przez ciebie nie mogę się ruszyć. Popatrz na te drzewa przed nami. Jakie są wspaniałe, wolne. Mogą sobie rosnąć, jak im się żywnie podoba. Nic ich nie ogranicza. A ja? Ja tu sterczę jak kołek i mogę spoglądać tylko w górę. – Antoni chciał zwiesić smutno główkę, ale zaraz strzyknęło go w karku. – Widzisz, nawet posmucić się porządnie nie mogę.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy