Lalki cz. I

Autor: Nowokaina

            - Chcę lalki - zażądał kategorycznie. Mężczyzna zrobił krok w tył. Z trudem przełknął ślinę, niespokojnie przestępując z nogi na nogę. Zdawało mu się, że jego żołądek skurczył się o połowę.

            - Dobrze, kupię ci lalki - rzekł po dłuższej chwili milczenia.

            Bruno odwrócił wzrok, skinąwszy głową. Kiedy został sam, wstał i niespiesznie podszedł do okna.

            - Jest bardziej głupi niż wygląda.

 

            Lalki były dokładnie takie, o jakich myślał. Miały długie, jasne włosy i szerokie, martwe uśmiechy. Ich kuse spódniczki były w jaskrawopomarańczowym kolorze, a białe bluzki - cieniutkie i przyjemne w dotyku.

            Zamknął się w pokoju i przez większą część dnia przyglądał się swoim dwóm niemym towarzyszkom. Spozierały na niego błękitnymi oczami, co z początku go denerwowało, ale po jakimś czasie pojął, że można było to zmienić.

            Wieczorem zszedł do kuchni na kolację. Ojciec siedział nieruchomo za stołem, czytając gazetę. Kiedy posłyszał zbliżające się kroki, podniósł zaciekawiony wzrok.

            - Zrobiłem twoje ulubione naleśniki - oznajmił.

            - Dziękuję, tato.

            Chłopiec podszedł do szuflady ze sztućcami i wysunął ją, wyciągając nóż z masywną, drewnianą rączką. Zerknął przelotnie na swego rodziciela i usiadł na krześle, naprzeciwko niego.

            - Smacznego, Bruno.

            - Smacznego, tato.

 

            Precyzyjnie niczym profesjonalista, odciął prawą rękę, po czym identycznie postąpił z drugą. Zacmokał, kręcąc głową. Mocno chwycił za włosy, ścinając je wszystkie za jednym razem. Teraz pozostała mu ostatnia i najtrudniejsza część - nogi. Przyciął je tuż przed kolanami, a niepotrzebne elementy rzucił w kąt.          

            Lalka została kaleką.

            Praca była skończona.

            Prawie.

 

            Zszedł po schodach, trzymając się uważnie poręczy. Za pasek spodni wcisnął lalkę, którą następnie usadowił na stole nieopodal swojego talerza, po czym usiadł na skrzypiącym krześle.

            Jego ojciec przed dłuższy czas przyglądał się okaleczonej zabawce. W pewnym momencie wstał i sięgnął po dzbanek z wodą, napełniając nią szklankę.

            - Co się z nią stało? - zapytał niepewnie. Bruno spojrzał na niego prawdziwie zdumiony.

            - A co miało się stać? - odpowiedział pytaniem. Mężczyzna potarł dłonią czoło. W gardle poczuł nieprzyjemne pieczenie, a jego żołądek wykonał salto w tył.  

            - Wygląda trochę… inaczej.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy