Latanie

Autor: Johnny_Grotesque

                                                        ***

         Liście mieniły się w kolorach brązu z patelni i czerwieni ogniska. Potem czując błogi spokój, puszczały gałęzie drzew, udając się w drogę wiodącą ku nieuchronnej, lecz kojącej nicości. Starzy mówili, że z daleka słychać już bluzgi lodowej pani, która nie lubiła tej złotej i jak co roku, miała ją wypędzać zamaszyście  mroźnymi kopniakami.

Alek w tym późnojesiennym czasie z nudów wykonywał niesamowite ewolucje powietrzne i leżąc swobodnie na chmurach, z wielką ciekawością patrzył w bezkresną przestrzeń nieba, tam gdzie jeszcze się nie zapuszczał. Chociaż samo latanie nad Zardzewiałą Podkową sprawiało mu ogromną radość, a patrzenie na piękne podniebne syreny nie mogło się znudzić, to odległe przestworza kusiły coraz bardziej aż w końcu postanowił, że jeszcze przed przyjściem lodowej pani, uda się w nieznane.

Technika dalekich odbić nie była dla niego pierwszyzną, dlatego już następnego dnia po postanowieniu, wzbił się wyżej niż zwykle; tak, że na nosie zawisł mu sopel, a lasy, jeziorka i rzeki stały się jednolitą plamą. Ocenił wtedy, że osiągnięty został odpowiedni poziom do szybkiego przemieszczania się i wykonując stumilowe susy powietrzne, ku wielkiemu zdziwieniu, stwierdził, że lasy opisywane od zarania dziejów jako niebezpieczne i co najważniejsze bezkresne, wcale bezkresne nie były. Po zaledwie pięciominutowym spacerze, jesienno-zdechłe połacie zastąpiła ogromna niebieskość, a po godzinie malowały się pod nim kolorowe, ale z racji wysokości, niewyraźne tereny. Zszedł więc na niższe stopnie schodów i dostrzegł miliony chat, o kształtach tak dziwnych, że nawet w najbardziej chorych snach, nie widział podobnych. Po czarnych drogach jeździły diamentowo lśniące bryczki bez koni i jakby tego wszystkiego było mało, musiał robić uniki przed żelaznymi, wielkimi potworami buczącymi dziwnym językiem, unoszącymi się po różnych stopniach schodów. W obawie przed pożarciem zszedł na poziom, na którym zwykł wisieć nad Zardzewiałą Podkową. Tam ujrzał coś, czego nie umiał ubrać w słowa, a i z myślami miał problem; byli to ludzie unoszący się tak samo jak on, lecz w dużo ładniejszych szatach, z ciekawymi fryzurami; młodzi, dorośli i starzy. Kiedy już się odważył, podleciał do grupki wyłożonej na jednej z chmur. Siedzieli w kole, a pośrodku znajdowała się plansza będąca częścią jakiejś niespotykanej gry. Ich twarze były wielce skupione na owej i gdy Alek zapytał:

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy