Maniak

Autor: czupir

Zostałem ciężko raniony mieczem przeciwnika, gdyby nie to, że w pobliżu był medyk padłbym na dzikiej pustyni gdzie rozpalone głazy parzyły skórę tych którzy próbowali bezsilnie po nich uciekać. 
-Adrian – krzyknęła matka – kolacja.
Znów muszę wyjść ze swojego imperium i jeść z tymi gryzoniami. Jeszcze chwilę, jeszcze kilka minut i będzie po wszystkim.
-Zaraz – krzyknąłem ostro. A teraz do swoich ludzi powiedziałem spokojnie - chłopaki muszę wyjść na chwile, gryzonie wołają.
-Nie możesz, mamy wojnę! - napisał mój master Yakamandis
-Dobra, rozwalmy te szuje!
Wyleczony przez Ryśka ruszyłem z powrotem do ekipy, Yakamandis lał się z czterema na raz, z jakimiś noobami, naładowałem swój skill na energię ki i rzuciłem się by mu pomóc, po chwili cała czwórka leżała u naszych stóp. 
-Dzięki – usłyszałem jego głos w swoich słuchawkach, który wydawał się być głosem prawdziwego przywódcy. 
Zostało ich tylko dwóch, zajęli się nimi inni. I wreszcie koniec, zaraz otworze skrzynkę z nagrodą. Mam już ją w ekwipunku, niebieska skrzynka a w niej tylko jeden mały bezużyteczny kryształ. Walnąłem w klawiaturę aż posypały się niektóre przyciski. Nagle do pokoju wchodzi matka gryzoń. 
-Przyniosłam ci kolację.
Odpowiedziałem z krzykiem -Wyjdź stąd, przez ciebie wyleciało mi to gówno ze skrzynki. 
Matka nie powiedziała nic, położyła talerz na biurku i wyszła. Muszę zjeść i się położyć, czuje się jakiś słaby.
-Chłopaki muszę iść spać, jestem zmęczony. 
-Będziesz rano? - spytał MysticBlade
-Mam szkołę. 
-Aha, dobra to bądź później, pójdziemy na questa.
-Dobra, idę nara. 
Wylogowany. I co tu robić, tylko iść spać. Ten świat jest do dupy, nic się nie dzieje. Jutro z questa będzie do wygranie super hełm z czerwonego smoka, a to że nie poradzą sobie beze mnie będzie mój. 

*

Siedzę w szkole i gapie się na tablice, nauczycielka dyktuje coś a inni piszą, ja myślę. Myślę jak zrobić questa! Smok jest silny, będziemy musieli iść dużą ekipą, aby tylko był jakiś medyk i będzie dobrze. Już czuje podniecenie jakie będę miał gdy poleci dobry hełm. 
-Adrian – powiedziała nauczycielka.
Lekceważę ją, niech nie przerywa mi tej cudnej myśli.
-Adrian do ciebie mówię – uderzyła wskaźnikiem w biurko.
-Ale ma pani spira, jakie ma staty? 
-Proszę? 
-Nie nic – co ja mówię, wpadłem w śmiech lecz nikt mnie nie rozumiał, cieniasy miałbym ich wszystkich na hita, patrzą się na mnie i gadają po cichu. 
-Jutro chce rozmawiać z twoją mamą, ma się jutro do mnie zgłosić. 
-Dobra.
Lekcje się skończyły, matce nic nie powiedziałem, bo po co. Rzuciłem plecak, nalałem zimnej zupy i poszedłem do siebie. Zalogowany do rzeczywistości straciłem ochotę jeść, już czuję w kończynach dreszcz podniecenia. Tym bardziej, że nie byliśmy już długi czas taka ekipą na queście! Jestem, lecz widzę tylko Migotkę, jakaś dziewczyna która od niedawna się do nas przyłączyła. 
-Hej – napisała.
-Hej, gdzie wszyscy?
-Nie wiem, wcześniej byli i robili questa. Teraz wszyscy się rozeszli większość pewnie wyszła na podwórka. 
-Jak to? Questa beze mnie? Na dwór? Pogięło ich?
Ogarnęła mnie złość, strąciłem talerz zupy n

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy