Marta i mnich rozdział 3

Autor: vinona12

 

Następnego dnia, przy dobrej pogodzie zamierzała iść na pobliski targ staroci, który co niedzielę odbywał się w pobliżu jej domu.Pogoda była wręcz wymarzona na niedzielny spacer.Z samego rana zjadła szybkie śniadanie i udawała się w stronę targu, który trwał tylko do południa. Godzinami potrafiła chodzić po nim, oglądając sprzedawane tam przedmioty, stare monety, meble, barwne widokówki z lat dwudziestych, które uwielbiała przeglądać - skarby minionej epoki, jak mawiali sprzedający.Czasami kupowała coś na targu, albumy malarskie, stare reprodukcje obrazów, lub coś, co wpadło jej podczas oglądania w oko.Lubiła brać stare przedmioty do ręki dotykać ich powierzchni, oglądać z bliska kunszt wykonania, podziwiać ich niezniszczalność i solidność tych przedmiotów mających już swoje lata.Czasem zastanawiała się nad ich historią, do kogo wcześniej należały i do czego służyły swoim poprzednim właścicielom, nieraz pytała o to sprzedających, którzy chętnie dzielili się swoją wiedzą. Właśnie podczas takiej wędrówki wypatrzyła ciekawy obraz, od razu ją zaintrygował, był tak niezwykle mroczny, a zarazem intrygujący. Przedstawiał kompleks zabudowań klasztornych z dominującą budowlą o trzech strzelistych wieżach, którą otaczał ciemny bór. Obraz namalowany był ciemną akwarelą, tylko niebo miało nieco bledszy odcień, wpadało bardziej w granat. Spytała właściciela obrazu, co przedstawia i skąd pochodzi. Mężczyzna widząc zainteresowanie obrazem zaczął udzielać bliższych informacji na jego temat. Nie miał ich za wiele, kupił go na innym targu, od starszego pana, który sprzedawał kolekcję rodzinnych obrazów.

- Oczywiście mam dowód zakupu, nie jest kradziony, niech się pani nie martwi, nie jest to żadne znane dzieło, to po prostu zwykły obraz namalowany przez dość zdolnego malarza.- Nie chce za niego wiele, jakoś się dogadamy, nie będę go zabierał z powrotem do domu-powiedział głośno, podkreślając tym pilność sprzedaży obrazu.

- Mogę obejrzeć go z bliska -powiedziała, biorąc obraz w swoje ręce, chciała poczuć moc nabywanego przedmiotu

- I co podoba się Pani -spytał handlarz, odruchowo zacierając ręce i ciesząc się, że znalazł chętnego na obraz

- Muszę jeszcze wiedzieć ile pan za niego chce - spytała twardo, bez ekscytacji w głosie, nie zdradzając się handlarzowi, że już się w tym przedmiocie zakochała

- Jak dla Pani - właściciel obrazu zmierzył postać dziewczyny od dołu do góry jakby oceniając zamożność jej portfela

- Dwadzieścia złotych polskich, to nie jest wyrugowana cena, pewnie samo płótno jest więcej warte -odparł drapiąc się po głowie i oczekując z niecierpliwością odpowiedzi

- Może Pan coś opuści z ceny, mam tylko piętnaście złotych - odparła Marta z wprawą starego zdobywcy rzadkich przedmiotów

- No jak dla Pani, niech będzie moja strata- odparł ze śmiechem, rozpoznając w dziewczynie łowcę skarbów

- Dla Pani, dowód kupna i nowa zdobycz - powiedział handlarz pakując obraz w szary sztywny papier i ciesząc się z upolowania klienta

- Dziękuje - odpowiedziała Marta odbierając obraz z rąk handlarza i ciesząc się z udanego zakupu udała się w stronę wyjścia z targu. Opuszczając targ zrobiła drobne zakupy na dziś i jutro. Kupiła w piekarni świeżo pieczony chleb, na targu rybnym wędzoną rybę, czerwone lśniące pomidory, ogórki oraz duży kubek jogurtu truskawkowego.Ruszyła ze swoja nowa zdobyczą i zakupami w stronę mieszkania. Pomimo, że wyszła z domu rano, dochodziła już godzina czternasta, wiedziała, że o tej porze roku za dwie godziny zacznie się powoli z ściemniać. Wieczorową porą, pobliskie budynki przybierały tutaj dziwne kształty, wyglądały trochę upiornie, zwłaszcza w dzielnicy blisko nabrzeża. Pomimo tego okolica w bezchmurny dzień była całkiem miła i zachęcała do spacerów. Bliskość znajdującej się w pobliżu wody, nie tylko pobudzała ją, ale napawała wręcz dziwną radością, zwłaszcza port i łodzie rybacki, od których tu się roiło. Spacerowała tu często po pracy, obserwując statki wracające z połowów ryb, oraz rybaków naprawiających swoje łodzie. Właściwie obserwowanie łodzi, nigdy nie miało końca, bo zawsze przypływały do portu nowe jednostki. Czas biegł tu całkiem inaczej niż w mieście, ludzi byli tu zawsze zajęci, skupieni na swojej pracy, którą nie rzadko kochali. Obserwowała tu starych marynarzy schodzących ze swoich statków, z fajkami w zaciśniętych ustach, używających czasem naprawdę niecenzuralnych słów, oraz rybaków, armatorów i przekupki na targu zachwalające swój towar - istna wieża Babel.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy