Morze

Autor: Naznaczona

Panicznie bała się nadejścia tych dni.

Sąd rodzinny, nieomylny organ władzy wymierzonej w nią ustami sędziny, kobiety światłej, nowoczesnej i bezdzietnej, obwieścił jej nakaz udostępniania ojcu, co dwa tygodnie, dzieci,jej dzieci, zrodzonych jej bólem, kołysanych jej łonem, całowanych jej ustami, na dwa dni, na 48 godzin, na 48 godzin wypełnionych 60 minutami obecności innej kobiety.

 

Nieomylny Sąd, rozumnie przeanalizowawszy przedstawiony scenariusz zdarzeń, nie dopatrzył się znamion złego zachowania ojca, jedynie niespójność emocjonalną matki.

Wysoki Sąd nie rozumiał jej argumentacji, dlaczego przez tyle lat zaniechała wnoszenia sprawy rozwodowej. Jej teza, że był to jedyny sposob na uniknięcie kontaktu osób trzecich z jej Najważniejszymi.

Gdy usłyszała wyrok sądu i wyszła poza budynek organu nieomyślności, nadal świeciło słońce. 

Ruch aut odbywał sie w sposób płynny, dzieci przebiegały w miejscach niedozwolonych, a blondynka na rowerze w zbyt krótkich spodenkach zwracala uwagę stojących mężczyzn. Szanownych mężczyzn, ojców rodziny, prezesów/dyrektorów lub poprostu pracowników, którzy sprawowali swoją rolę społeczną w komórce rodzinnej w sposób nienaznaczonej uchybieniem. 

Świat kołował nieporuszony.

Nadal. 

Stukotem wskazówek oswajał ją z nowym czasem. 

Czasem absolutnej bezradności.

Jak mantrę powtarzala sobie: "być może tak będzie lepiej dla dzieci...być może".

I przepełniona złym uczuciem nie potrafiła swemu głosowi nadać mocy sprawczej.

 

Tego wieczoru, na dzień przed odebraniem dzieci przez ojca, spędziła noc na głaskaniu ich główek.

Okrywała je kołdrą swojego smutku, całowała luźno opadające stopki i łkała. Bezgłosnie. Do środka. Byle nie obudzić małych.

Wiedziała, ze będzie to dla niej najgorszy dzień w jej życiu.

Gorszy nawet od tego, w którym męzczyzna jej życia nonszalancko wydukał "zakochałem się".

 

Wiedziała również, że musi znaleźć dla siebie jakieś zajęcie, na te dni, godziny, minuty, sekundy. By przetrwać. Poprostu zagłuszyć myśli. Oddychać nieświadomie, mechanicznie, prosto.

Pomyślała, że chciałaby się zanurzyć na ten czas w morskiej toni.

Zatopić niemoc, skulić na dnie morza i obudzić ze snu, gdy będzie na to czas.

Morze...ta myśl, nagły impuls przywołały jej wspomnenie kogoś. Komu ufała, lubiła i kto kilkakrotnie złożył jej przyjacielska propozycję.

Po omacku, w ciemności pokoju szukała telefonu. Zastanawiała się, czy nadal ma do niego numer.

Tak często zmieniała telefony, że przypadkiem traciła kontkakty z rożnymi osobami.

Przebrnęła przez listę adresatów i pod literą S wyświetliła jej się poszukiwana osoba.

" Czy Twoje zaproszenie jest nadal aktualne? Nawet jeśli to niedorzeczne?"

 

Wysłałana wiadomość mknęła falami o których ona nie miała najmniejszego pojęcia, ale których bezmiar mocy, mógł przycznić się do realizacji jej nieracjonalnego pomysłu.

S, jej dawny znajomy, człowiek wielkiego serca, racjonalny, spokojny, poukładany życiowo i wewnętrznie zawsze ujmował ją swym miłym stosunkiem do niej. Wiedziała, że nie jest w jego typie, że nie chodzi mu o relacje męskodamskie, że lubi ja tak poprostu. Może znajdował w niej samej coś, co i w nim drzemało na dnie pozornie racjonalnego serca?

 

Sekundy zaczęły płynąć markotnie, ociężale, zaczynały przybierać kształt zażenowania, wątpliwości, przypływem racjonalnej oceny nabierały rumieńca zawstydzenia.

Co ona najlepszego zrobiła...

Wściekła na siebie podniosła telefon do ręki, z planem natychmiastowego wyłączenia.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy