Matylda - nieprawdziwa historia

Autor: alianta007

Przepełniona niewiadomego pochodzenia radością zadzwoniłam dziś do koleżanki ponieważ dowiedziałam się, że już za dwa tygodnie odbędzie się długo wyczekiwany przez nas koncert.  Miałam nadzieje, że uda mi się zrobić tą informacją Matyldzie niespodziankę niemalże urodzinową, gdyż koncert ów miałby się odbyć prawie w rocznice dnia, kiedy to po raz pierwszy świat ją ujrzał. Ona raczej jego nie, a to z powodu lekkiej wady wzroku, która to trochę jej w tej czynności od zawsze przeszkadza. Wracając do tematu, w czasie długiego wyczekiwania na wspomniany koncert, w smutnym czasie kiedy to jeszcze nie można było odnaleźć żadnej informacji o tymże wydarzeniu i nawet nie było pewności, że ono kiedyś zaistnieje. Matylda wpadała w stan wielkiego podniecenia i ekscytacji tylko na samą myśl o tym, że może ono kiedyś nadejść. W związku z tym, w obawie przed jakąś niepożądaną reakcją, na wszelki wypadek przypomniałam sobie wszystkie zasady udzielania pierwszej pomocy. Ale chyba i mnie się ta ekscytacja udzieliła, bo dopiero po chwili sobie uświadomiłam, że ten przyśpieszony auto-kurs pierwszej pomocy na niewiele może się zdać podczas rozmowy telefonicznej. Ale jakież było moje zaskoczenie kiedy to będąc w stanie niemalże euforycznym, przekazałam jej tę wspaniałą wiadomość. Otóż okazało się, że od naszej ostatniej rozmowy która miała miejsce jakieś kilka dni przed opisywanym wydarzeniem, postawa Matyldy wobec owego artysty uległa diametralnej przemianie. A stało się tak za sprawą innego znajomego Matyldy, który ubiegł mnie w przekazaniu tej informacji. Ale jako że nie jest on fanem tego artysty - jak i żadnego innego, gdyż wielbi on tylko siebie – był on mniej optymistycznie nastawiony do kwestii tegoż koncertu. Czemu dał upust podczas rozmowy z nią. A Matylda, jak to Matylda nie była w stanie oprzeć się pokusie co by mu nie przytaknąć. Jak to z resztą zwykle ma w zwyczaju. Matylda nigdy nie posiada własnego zdania. To znaczy posiada je ale w kilku wersjach, a dokładnie w tylu z iloma osobami rozmawia na dany temat. Swoją opinię zachowuje tylko dla siebie i swojej mamy, z którą to potem obgaduje tych wszystkich, którzy mieli takie samo zdanie jak ona, a przynajmniej tak im się wydawało. Tak się  teraz zastanawiam, czy ja w ogóle znam tę prawdziwą Matyldę, czy może tylko jedną z wielu jej wersji. Kobieta kameleon – myślę, że to określenie bardzo dobrze ją charakteryzuje. Matylda powiedziała ostatnio, że podobno  kobieta zmienną jest i ona się z tym zgadza. Ale czy bycie zmienną oznacza nie bycie sobą, nijakość, po prostu nie bycie. Posiadanie własnego zdania jest nieodzowną częścią myślenia, a myślenie istnienia. W takim razie, czy Matylda w ogóle istnieje? W każdym razie na koncercie chyba  i tak będę sama, niezależnie od tego czy pójdę z Matyldą, czy nie…

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy