Miecznik (IV)

Autor: poskart

-Zastrzel go! –wrzasnął do strażnika – Zastrzelić go do kurwy nędzy! – Krzyczał już do wszystkich swoich ludzi jakich miał w zasięgu wzroku.

Południowiec warknął jak ranny drapieżnik gdy palący ból zasygnalizował mu głęboką ranę w plecach. Mimo zwodów i wykrętów, przeciwnicy zdołali go obejść i jakby wczytywali się w jego ruchy. Jakby poznali trzymane w ścisłym sekrecie, nigdy nie przelane na pergamin tajniki walki mistrzów miecza. Robili to jednak zbyt nieudolnie. Miecznik zasłonił się jednym z nacierających przeciwników przed ciosem a gdy ten pozbawił tchu jego tarczę, wprawnie przełożył klingę nad głową wroga używając dźwigni na jelcu do skręcenia mu karku. Pierwszy kusznik naciągnął cięciwę i złożył się do strzału. Panoramicznie rozłożony wzrok wychwycił tą akcję i wywołał wypaloną w mózgu długimi godzinami ćwiczeń reakcję. Chwycił podświadomie nadgarstek najemnika który właśnie chybił ciosem i dokładając siły do pędu wroga zasłonił się jego ciałem. Zaświergotał bełt uderzenie wstrząsnęło ciałem wojownika, który jeszcze chyba nie zreflektował się, że umiera. Miecznik użył go jeszcze by umknąć kolejnym dwóm bełtom i pchnął na spadające z góry ostrze.

-Kurwa mać! – głos księcia grzmiał donośniej niż zwykle miotając z balkonu klątwy. Mag w końcu otrzeźwiał z zauroczenia tym tańcem którym raczył go mistrz mieczy i wyszarpnął spod fałd materiału różdżkę. Machnął nią kilkukrotnie wypowiadając formułę zaklęcia. Klinga Kraka utknęła w ciele najemnika klinując się i ten znów nie zdążył uniknąć groźnego ciosu na aortę. Ostrze wbiło się z naprężony mięsień udowy. Zawył i puścił miecz by oburącz przyciągnąć do siebie tego który go zranił. Niespodziewanym uderzeniem głową złamał mu nos i szarpnął tak by ten osłonił go przed zabójczym pchnięciem. Mag skończył inkantację i posłał słup płomieni w walczących. Miecznik padł na ziemię ciągnąc za sobą rannego przeciwnika tak by go nakrył. Swąd palonego mięsa uderzył go w nozdrza równocześnie z bólem lewego przedramienia. Warknął wściekle zrzucając z siebie ciało i ledwo unikając pchnięcia glewią. Na szczęście czar poparzył też większość z tych którzy stali więc zdołał się podnieść. Łysy mistrz magi oniemiał gdy miecznik z południa wstał niemal nietknięty i ranił śmiertelnie kolejnego najemnika. Zostało jeszcze dwóch. Krak powalił ich kilkoma sprytnymi uderzeniami, akurat by zauważyć jak mag inkantuje kolejne zaklęcie. Nie było myślenia, był odruch. Rzucił trzymaną bronią w czarodzieja wytrącając go z równowagi. Czar poszybował w powietrze a miecznik już biegł do mistrza magi ale nie zauważył kusznika za sobą.  Bełt przebił mu pierś przewracając go na brukowany dziedziniec. Wstrząsnęło jego ciałem i zwinął się do pozycji płodowej. Mag ledwie uspokajając ręce podszedł do umierającego. Ale miecznik jeszcze nie umierał. Chwycił mężczyznę za nogę i wywrócił go tak, że tamten złamał rękę o kamienny bruk. Mistrz wstał chwiejnie i tylko kopnął maga w twarz by pozbawić go przytomności. Kątem oka obserwował kuszników. Bali się w niego wymierzyć.

-Otwierać bramę, bo zabije.. – warknął do strażników kuśtykając w kierunku otumanionej Jaśmin. Jego drogę znaczyły krwawe plamy a z piersi wystawał bełt, ale szedł w miarę wyprostowany, z tą zimną żądzą zabijania w oczach. Straże zmieszane, bardziej bały się człowieka który wstał trafiony bełtem niż gniewu jakiegokolwiek monarchy, bo pospiesznie uchylili bramę. Ci którzy trzymali dziewczynę, uciekli gdy tylko spostrzegli jak pod głową czarodzieja rośnie purpurowa plama.

-Chodź… - szepnął z trudem wyciągając rękę do dziewczyny – wyjeżdżamy. Z oczu Jasmin płynęły łzy gdy Mistrz wsiadał z nią na konia krwawiąc wszystko wokół. Płakała też gdy jechali na południe, nie wstrzymywani już przez nikogo. Zatrzymali się dopiero wiele mil dalej, na polanie za traktem. Miecznik zsunął się z konia półprzytomny. Dziewczyna pomogła mu usunąć bełt i z prowizorycznie zatamować krew z ran na całym ciele. Siedzieli milcząc, Krak oddychał ciężko, adrenalina opadała a rany mimo opatrunków zaczynały puszczać krew coraz bardziej. Niebezpieczeństwo jednak było zażegnane.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy