Miecznik (IV)

Autor: poskart

-Jak… - szepnęła łamiącym się głosem dziewczyna – jak ty uniknąłeś tych bełtów… jak zrobiłeś to wszystko? Skąd bierze się ta szybkość?

Krak uśmiechnął się z trudem. Słabł z każdą godziną, ale czuł, że rany nie są śmiertelne. Powinni dotrzeć do zaprzyjaźnionego medyka zanim straci przytomność.

-To nie szybkość… po prostu odruch. – zakasłał i krwawa wydzielina została mu na wardze – widzę działanie i reaguję. Tak samo jest ze strzałami. Strzały lecą na tyle wolno, że mogę je odbić… Bełtu nie sposób, ale można przewidzieć gdzie polecą i uchylić się wcześniej… to wszystko.

Jaśmin uśmiechnęła się smutno. Jej piękne zielone oczy niemal hipnotyzowały mistrza.

-Dziękuję. – powiedziała i pocałowała go. Smakowała dość cierpko. – Za wszystko… za ratunek i.. za wszystko.

Krak uśmiechnął się. Chciał coś powiedzieć ale zaczęło mu ciemnieć w oczach. Ciało słabło teraz dużo szybciej, mięśnie zdawały się wiotczeć. Zaczerpnął tchu głęboko ale powietrze nie przyniosło mu ulgi, czuł jak serce przyspiesza, czuł palący ból w płucach, jakby się dusił. Spojrzał jeszcze raz w te zielone hipnotyzujące oczy. Były smutne.

-Kocham cię. – powiedział już szeptem tak cichym, że nikt inny nie mógł go słyszeć – mimo wszystko.

Jeszcze raz świszcząco wciągnął powietrze w płuca. Później znieruchomiał ze wzrokiem wbitym w dziewczynę. Jaśmin przymknęła mu oczy i złożyła delikatnie na ziemi. Wyjęła z kaletki chustkę i pieczołowicie, bardzo dokładnie wytarła wargi, później całe usta. Na sucho, nie mogła sobie pozwolić by trucizna dostała wody, bo podziałałaby także na nią.

-No i ? – zapytał łysy mag wchodząc na polanę. Na głowie miał opatrunek przesiąknięty krwią, ręka nieruchomo spoczywała na temblaku. Towarzyszył mu mężczyzna z różą wytatuowaną na policzku. Twarz jaśmin napięła się na widok tego drugiego.

-Przyniosłeś?

-Tak.. – mag rzucił na ziemię podłużny pakunek, zabrzęczał metalicznie gdy uderzył o twardą ziemię. Znów spojrzał na dziewczynę i ponowił pytanie – No i?

-Nic szczególnego. Po prostu przewidują ruchy przez obserwację. Kluczowy musi być trening. – powiedziała bez emocji. Mag skinął głową lekko zamyślony. Płatek uśmiechnął się cierpko patrząc na zwłoki śniadego mężczyzny. Podszedł do ciała i splunął.

-Przynajmniej wiemy że nie są nieśmiertelni… - powiedział oglądając zwłoki.  Cios nadszedł znienacka. Krótki, mały sztylet zagłębił się w wątrobie mężczyzny. Ból trzewi druzgotanych przez przekręcane ostrze powalił go na kolana. Jęknął przeciągle, cicho. Jaśmin kopnęła go w pierś przewracając na wznak. Jego pytający wzrok napotkał dwa szmaragdy płonące zielonym ogniem.

-Za tamto… na trakcie. – powiedziała zimno dziewczyna patrząc na przyciskającego ranę najemnika.

Czarodziej pokręcił głową.

-Myślałem, że już to sobie wyjaśniliśmy.

-To źle myślałeś. – Jaśmin patrzyła na umierającego mężczyznę.

-Valia, kochanie… - mag westchnął i przytulił dziewczynę – Już dobrze, już się skończyło… teraz już wszystko będzie po staremu.

-Nienawidzę Cię – szepnęła wtulając się w jego pierś – I już nigdy nie będzie po staremu.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy