Moc bursztynu cz-2

Autor: annakowalczak

 

 Norbert nie zmienił decyzji, co do rozwodu. Oświadczył Małgorzacie, że miłość do tej dziewczyny jest tak silna, że nie potrafi się od niej uwolnić. Małgorzata pokiwała głową.

- Nie dziwię się, zawsze byłeś słabeuszem – odparła współczującym głosem. – Wobec tego spakuj swoje rzeczy osobiste, a reszta pójdzie pod podział majątkowy – dodała  spokojnie i udała się do drugiego pokoju.

Przetarła palcami czoło, było jakby trochę spocone. Przemierzając pokój w tą i z powrotem – zadawała sobie pytanie: Czy będzie w stanie pokierować swoim dalszym życiem. Przez dwadzieścia pięć lat, wspólnie z Norbertem decydowali, co kupić, gdzie wyjechać - teraz wszystko spadnie na jej głowę. Całe szczęście polega na tym, że syn ukończył studia. Chociaż jeden problem jest z głowy. Ale jak on do tego podejdzie, że jego ojcu na stare lata odbiło? - Ale nie jestem tak bardzo silna, żeby zapobiec temu, co się stało. Trudno, tak musi pozostać, jak jest – powiedziała półgłosem.

Wyszła na balkon i zaczęła obrywać zwiędnięte listki różowych pelargonii. Obiegła wzrokiem kwieciste kule, które składały się z dziesiątek drobnych kwiatków, wypuszczających z zielonych pąkówek. Jeszcze nigdy nie były takie piękne, jak tego lata. Właściwie, co to ma do rzeczy? Czerwone róże, które wczoraj wręczył jej Norbert, też były piękne, a dzisiaj są bez znaczenia. Gdy wychodziła z pokoju, natknęła się na Norberta.

- Spakowałem, co nieco - resztę będę zabierał po trochu…

- Bardzo dobrze, że zabierasz co nieco – weszła mu w słowo. Pozostałą resztę, ja tobie spakuje i to dzisiejszej nocy. Żeby było jasne, jutro możesz pozabierać. Nie po trochu, tylko wszystko od razu. Jeszcze jedno chcę ci powiedzieć, Norbercie. Sprawy o rozwód nie będę wnosiła, on mi niepotrzebny. Ale to nie znaczy, że będę stwarzała problemy, żebyś go otrzymał.

- Przepraszam Małgorzato, że tak niefortunnie skończyło się nasze małżeństwo. Naprawdę nie chciałem tego. Ale na to, co się stało, nie mamy wpływu, żeby to jakoś odkręcić. Jednak nie chcę, żebyśmy się rozeszli w zgrzytach i nienawiści. Przecież mamy dorosłego syna, który zawsze będzie nas łączył. Pamiętaj, moja droga. Zawsze możesz na mnie liczyć, jeśli znajdziesz się w potrzebie.

- Uważaj Norbercie, żebyś ty nie znalazł się w potrzebie, bo mnie to nie grozi. Mam wspaniałego syna, na którego zawsze mogę liczyć i w razie potrzeby, zawsze będzie przy mnie.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy