Moc bursztynu cz-4

Autor: annakowalczak

- Ja tylko na weekend – rzekła nieśmiało.

- Nie szkodzi. Jednak jestem pewna, że będzie tu pani dobrze, jak w raju i każdego roku będziemy panią widywać. A teraz zapraszam, do obejrzenia pokoju – dając znak dłonią, ruszyła przed siebie.

Małgorzata była zachwycona pokojem. Chociaż cena nie należała do przeciętnych; uważała, że coś należy jej się od życia. A najważniejsze, przed domem jest bezpieczne miejsce do parkowania samochodu.

W ciągu dnia nie opuszczała pokoju. Wmawiała sobie, że jest zbyt ostre słońce, aby leżeć plackiem na plaży. Dopiero pod sam wieczór wychodziła coś zjeść i napić się zimnego piwa. Zazwyczaj siadała na promenadzie, popijając piwo z sokiem – wdychała morskie powietrze, podziwiając jak większość turystów zachód słońca. I tak dobiegły końca dwa dni, które skończyły się na rozmyślaniach.

Pomimo że Małgorzata nad wszystkim się zastanowiła i wszystko poukładała lepiej, jak wyprasowane na półkach pranie, to nie wiedziała, czym ma wypełnić wolny czas. Nie bardzo chciało jej się szydełkować. Nie miała ochoty gapić się w telewizor i zachwycać polskimi tasiemcami, które wloką się w nieskończoność. Pozostały jej tylko książki i krzyżówki. Ale ile można czytać i ślęczeć nad krzyżówkami, które są na jedno kopyto? Aga powiedziałaby, że niedługo będzie miała problem z głowy, bo w każdej chwili może zostać babcią. Ale nic z tego, ona na babcię jest stanowczo za młoda. Najlepiej będzie, jeśli Tomek wyprowadzi się do Berlina, wtedy jego dziećmi zajmie się matka Marty. Przecież jest starszą od niej, i na pewno nie może się doczekać roli babci.

Małgorzata całą noc, przespała na miękkiej kanapie nie przebudziła się ani jednego razu; nawet na siusianie. Jednak nie czuła się wyspana. Od myślenia, bolała ją głowa, robiło jej się duszno i chwilami jej czoło było lepkie od potu. Przeciągnęła się leniwie i spojrzała w stronę okna: było prawie jasno. Obróciła się na drugi bok, próbując jeszcze zasnąć. Nie wiadomo, czy się zdrzemnęła, czy tylko leżała z zamkniętymi powiekami. Kiedy nagle tą poranną ciszę przerwał znajomy głos. – Już zapomniałaś moja droga, co jest dla ciebie najważniejsze w życiu? Aż wstyd, że muszę ci o tym przypomnieć. Chciała spytać, co? Ale nie potrafiła z siebie wydobyć głosu. Jednak nieustępliwy głos nie dawał za wygraną, tylko mówił dalej: – Zostań dżokejką, Małgorzato. Pokochaj konie, a one wypełnią ci wolny czas.

Zerwała się z kanapy, jakby poparzona wrzątkiem. Obmyła twarz zimną wodą, to ją trochę orzeźwiło. Nabrała w płuca powietrza i odetchnęła z ulgą. – Dziękuję dziadku, że mi się przyśniłeś. Na dźwięk twojego głosu - doznałam olśnienia. Teraz wiem, jak wykorzystać nadmiar wolnego czasu. Jak mogłam o tym zapomnieć? – powiedziała głośno. Pospiesznie założyła lekką, przewiewną sukienkę. Nie patrząc w lustro, związała włosy czarną aksamitką - wybiegła z pokoju niczym wystrzelona z łuku strzała i popędziła nad morze.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy