Moc bursztynu cz-5

Autor: annakowalczak

Po wyjściu Norberta, zaparzyła sobie kawę i zaczęła się zastanawiać, czy Norbertowi nie przydałby się psychiatra. Zachowywał się jak idiota, pełen cynizmu i pewności siebie. Chyba naprawdę uważał ją za wariatkę, którą można zdrowo wyrolować.

Nie wiedziała, czy Norbert jest aż tak głupi, czy tylko takiego udaje, żeby nie zrozumieć, o co jej chodzi. A może nie chciał zrozumieć? Jednak obojętnie, co on knuje, ona będzie miała oczy szeroko otwarte, aby nic nie wymknęło jej się spod kontroli. Tomkowi nie wspomni o wizycie ojca, po co stawiać pomiędzy nimi mur nienawiści i niezgody. Jednego była pewna, chociaż Norbert będzie robił stójkę na głowie, by osiągnąć zamierzony cel, tak mu się on nie powiedzie. Jednak były momenty, kiedy zdawała sobie sprawę, że jeszcze niejedną walkę przyjdzie jej z nim stoczyć.

Zamyśliła się głęboko. – Od czego tu zacząć? – spytała półgłosem. Rozejrzała się po całym mieszkaniu, bo właśnie od tego miejsca musi wszystko uporządkować na nowo. Trzy pokoje, czwarty muzeum, do którego rzadko się zaglądało. Prawdę mówiąc nie było potrzeby, żeby w nim przebywać. Tomek zajmował jeden pokój, sypialnia drugi, trzeci gościnny.

Podeszła do barku. Napełniła kielich czerwonym winem, włożyła trzy kostki lodu i skierowała się do pokoju, który naprawdę robił wrażenie muzeum. Niepewną dłonią przekręciła klucz w zamku, lekko popchnęła drzwi, które wydały przeraźliwy zgrzyt zawiasów. Gdy przekroczyła próg pokoju, owiał ją zaduch niewietrzonego pomieszczenia. Trzy okna otworzyła na oścież i pościerała z większego kurze. Zajęła miejsce na niskiej, rzeźbionej sofie, popijając wino - rozglądała się po pokoju. – Głupi Norbert. Nawet mu się nie śniło, jakie bogactwo mieści ten jeden pokój. Wzrok zatrzymała na obrazie, który miał wielkie znaczenie, dla jej dziadka. Pamięta, jak godzinami wpatrywał się w portret nagiej kobiety. Nie była piękna, ale w jej smutnym spojrzeniu, można było wyczytać wiele. Trudno jednak określić, co? Wiele porażek, bólu, może rozpatrzy? Jednak nim dłużej się wpatrywała, tym bliższa stawała jej się ta tajemnicza dama. Nagle dostrzegła to, czego do tej pory nie zauważyła. Leżąca naga kobieta, która w ręce trzymała rozkwitniętą różę i zakrywała nią swoją kępkę. Leżała na tej samej sofie, na której ona odpoczywa, popijając czerwone wino.

Nie myliła się. To samo rzeźbione drewno, to samo obicie. Może trochę bledsze, a może malarz źle zmieszał farby? Jednak była pewna, że ten portret kryje w sobie bardzo dużo tajemnic. W pewnej chwili rozpłakała się jak mała dziewczynka. Przyszedł jej na myśl dziadek, siedzący w bujanym fotelu, który przemawiał do niej pełnym ciepła głosem. ,,Będziesz dżokejką Małgorzato, bo jesteś stworzona, żeby kochać konie. Nadejdzie czas, że pokochasz je całym sercem, a one pokochają ciebie ’’.

Dziadek Małgorzaty był hodowcą koni wyścigowych, pełnej krwi angielskiej. Dość długo przebywał w Anglii. Po powrocie go kraju, kierował Państwową Stadniną Koni. Jego konie odnosiły na torach wyścigowych wielkie sukcesy, wygrywając najbardziej prestiżowe gonitwy. Jego gorącym pragnieniem było, aby całą swoją wiedzę o koniach przekazać Małgorzacie. Od najmłodszych lat, wpajał jej miłość, do tych pięknych, inteligentnych zwierząt z myślą, że kiedyś zostanie jego następczynią. Ale zjawił się Norbert i w sobie rozkochał młode dziewczątko, które nie potrafiło pogodzić z sobą dwóch miłości. Potem urodził się Tomek. Następna ciąża skończyła się poronieniem. Później choroba i śmierć matki oraz opieka nad dziadkiem, sprawiła, że na dobre wycofała się z jeździectwa. Gdy oglądała programy telewizyjne o koniach, mówiła rozpromieniona: - Jeszcze kiedyś wrócę na stadninę. Norbert, stukając się palcem w czoło - ironicznie komentował: - ,,Chyba, kiedy będziesz na emeryturze ‘’.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy