Mroczny stróż- Rozdział 7

Autor: naina93
cami zanim będę musiała uciekać dalej. Nie mogę w końcu tam zostać, Książę znalazłby mnie od razu.

Nad malowniczą krainą Wołoszczyzny budził się dzień. Pierwsze promienie słońca muskały wodne tafle i futerka zwierząt. Właśnie rozpoczął się poranny koncert ptaków wszelkiej maści. Górskie szczyty wznosiły się majestatycznie nad polami i łąkami. Taki widok odprężał i przywracał nadzieję na istnienie Boga Łaskawego i Miłosiernego. Książę i jego zamek zdawały się teraz być tylko złym snem, który prysł wraz z ostatnimi śladami nocy.
Klara wędrowała świetnie jej znaną drogą. Stanęła na wzniesieniu, z którego widziała dom rodzinny. Ten błogi spokój napawał jej duszę radością. Rodzice się pewnie martwili. Jak miło będzie ich znów uściskać. nie mogąc się tego doczekać, dziewczyna pognała konia i pojechała do domu. Zatrzymała się przy rzeczce, żeby Lilith mogła zregenerować siły, a sama popędziła na podwórze i wbiegła do domu.
- Mamo! Tato! Już jestem.
Przy stole siedział Luca z szerokim uśmiechem.
- No nareszcie! Martwiłem się o ciebie. Czemu nie powiedziałaś, że wyjeżdżasz?- ciągnął Książę z udawanym przejęciem. - W nocy jest bardzo niebezpiecznie, szczególnie dla kogoś takiego jak ty.
Mężczyzna wstał od stołu i podszedł do dziewczęcia. Uściskał je mocno.
- Usiądź do stołu. Pewnie jesteś głodna i zmęczona. To była długa podróż.
- Dziękuję, nie jestem głodna. Gdzie oni są?-Klara spytała rozglądając się dookoła.
- Nie martw się, są cali i zdrowi. Bardziej obawiałbym się o ciebie, gdybym był na twoim miejscu.
Książę przyparł Klarę do drzwi. Mówił złowrogim szeptem.
- Myślałaś, że mi uciekniesz? Ciesz się, że jesteś nam potrzebna, inaczej już byś witała zastępy aniołów. Wiesz, że będę musiał cię teraz ukarać...
- Nie boję się ciebie- odparła wojowniczo gotowa walczyć z całą armią Szatana.
- Mnie nie, ale za to boisz się mojego  drogiego kuzyna.
Oczy Klary rozszerzyły się w przerażeniu.
- Proszę, nie...
Dziewczyna doskonale wiedziała, co ją czeka. Jej niewinność zostanie jej siłą wydarta i nikt tego nie powstrzyma.
W drzwiach do spiżarni stanął Mircza uśmiechając się lubieżnie. Luca złapał Klarę za ramię i pchnął dziewczę ku niemu. Ten pochwycił ją w ramiona płaczącą i szamoczącą się. Zaczęła krzyczeć, kiedy tylko Mircza obrócił ją tyłem do siebie i zatopił twarz w jej włosach napawając się ich zapachem. Zrozpaczona dziewczyna próbowała się wyrwać.
- Błagam, Książę- krzyczała. - Pomóż mi, nie każ tego przeżyć! Raz mnie uratowałeś, teraz sam skazujesz na te tortury...
Luca patrzył na to z ciężkim sercem. Miał ją chronić, ale musiał też ukarać za ucieczkę. Nie mógł dopuścić, żeby spróbowała zrobić to znowu.  Książę odwrócił się plecami ni mogąc patrzeć, jak jego kuzyn ją obściskuje, kiedy ona błagała o litość. Nie mógł też znieść widoku jej oczu, w których malowała się tak ogromna rozpacz. Już raz widział takie spojrzenie, wiele lat temu na wojnie... Te oczy...
Z rozmyślań wyrwał go huk upadającego ciała. Odwrócił się. Klara klęczała na podłodze, a Mircza zrywał z niej szaty.
- Wystarczy, przyjacielu- powiedział stanowczo Luca.
- Co się stało? Przecież miałem ją...
- Myślę, że została już wystarczająco ukarana i więcej nie okaże nieposłuszeństwa. Prawda, Klaro?
dziewczyna potrząsnęła twierdząco głową i, dławiąc się łzami, dodała:
- Przepraszam. Już... już nie będę...
- Mircza, zejdź z niej.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy